Koniec z nielegalnymi reklamami?

Lasy dzikich reklam wzdłuż wylotówek z Warszawy. Na poboczach straszą tysiące tablic ustawionych bez ładu i składu. Czy Zarząd Dróg Miejskich zrobi z tym wreszcie porządek?

Dzikie reklamy widać głównie tam, gdzie tworzą się największe korki. Przy wylotówkach takich tablic jest ostatnio zatrzęsienie. Wszelkie rekordy bije chyba wjazd do Konstancina-Jeziorny. Tutaj kończą się dwie jezdnie ul. Łukasza Drewny (na przedłużeniu Wisłostrady) i kierowcy muszą zwolnić. Niektóre reklamy to seryjne tablice na betonowych nogach. Jest też wiele zbitych w pięć minut z dykty, na której wymalowano farbą ogłoszenie - bywa, że z błędami ortograficznymi. Wszystkie tablice stoją bez pozwolenia i zasłaniają znaki. - Kto wreszcie uprzątnie to badziewie? - denerwują się kierowcy, którym zależy na estetyce.

Większość reklam przy wylotówce do Konstancina stoi jeszcze na terenie Warszawy. Zarząd Dróg Miejskich zarzeka się, że stopniowo stara się usuwać te nielegalne. Urszula Nelken, rzeczniczka miejskich drogowców, zapowiada, że po interwencji "Gazety" będą demontowane także te z ul. Drewny. - W tych dniach zajmujemy się reklamami z Wału Miedzeszyńskiego - informuje pani rzecznik.

Pod koniec października opisywaliśmy, jak po naszej interwencji ZDM wywiózł trzy ciężarówki reklam z ul. Płaskowickiej na Ursynowie. W najbliższych tygodniach mają być usuwane tablice z al. Komisji Edukacji Narodowej, Wąwozowej i sąsiednich ulic, które podlegają Zarządowi Dróg Miejskich. Urzędnicy najpierw wzywają właścicieli tablic, by sami je wywieźli. Gdy to nie skutkuje, pracownicy ZDM przyjeżdżają i ładują je na ciężarówki. Właściciel reklamy obciążany jest potem opłatą za wywózkę i karą za nielegalne zajmowanie pasa drogi. - W tym roku udało się w ten sposób ściągnąć ponad milion złotych - wylicza Adam Sobieraj z ZDM.

Wielu przedsiębiorców często nie chce jednak przyznawać się do tego, że ustawili reklamy. Prawo zaś mówi o karaniu tylko tych, którzy je zamontowali. Zdarza się też, że po zdemontowaniu reklam z jednej ulicy po pewnym czasie znowu wyrastają w tym samym miejscu. Inny problem to ograniczone siły do walki z reklamami, którymi dysponują drogowcy. Jerzy Topka, naczelnik wydziału, który w ZDM zajmuje się kontrolą pasów drogowych, twierdzi, że reklamy usuwałby szybciej, gdyby miał więcej pracowników. Według Adama Sobieraja "można ich policzyć na palcach dwóch rąk".

Od pewnego czasu drogowcy nie dają zgody na montowanie żadnych tablic reklamowych wzdłuż ulic - także billboardów. Powołują się na badania, według których reklamy stwarzają zagrożenie dla kierowców. Według Elżbiety Dymnej, założycielki stowarzyszenia MiastoMojeAwNim.pl, które stara się o ucywilizowanie rynku reklamy zewnętrznej w Polsce, najpilniejszą sprawą jest jednak zmiana prawa.

- Walczymy o uchwalenie odrębnej ustawy, która uporządkuje kwestię reklam w przestrzeni publicznej. Zakładałaby ona m.in. wprowadzenie znacznie ostrzejszych kar dla właścicieli nielegalnych reklam - zaznacza Elżbieta Dymna. Twierdzi, że przeforsowanie takich zmian w prawie idzie bardzo opornie. Wiceminister infrastruktury Olgierd Dziekoński, który z ramienia rządu zasiada przy tzw. okrągłym stole reklamowym, wolałby raczej zmiany istniejących ustaw niż tworzenie nowej. Wciąż więc nie wiadomo, czy i kiedy prawo dotyczące reklam zostanie poprawione.

KRZYSZTOF ŚMIETANA

Co z krzyżami na drogach?

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.