Dla samochodu Żuk nigdy nie ma złych dróg

Ekipa Złombolu, czyli samochodowego rajdu pojazdami pamiętającymi najlepsze lata Polski Ludowej, przygotowuje się do kolejnej wyprawy. Jak co roku będzie zbierać pieniądze dla podopiecznych domów dziecka. Tym razem wybiera się na koło podbiegunowe.

Tekst pochodzi z katowickiego wydania Gazety Wyborczej

 

Polonez Truck kupiony za 300 zł na złomowisku nie wygląda na pojazd, który byłby w stanie dojechać do najbliższego skrzyżowania. Spore szanse na dotarcie do koła podbiegunowego ma za to należący kiedyś do gazowni żuk - bo, jak wiadomo, "dla samochodu Żuk nie ma złych dróg".

Duży fiat Martyny Kinderman i Marcina Tetzlaffa, którzy razem z Jasiem, czyli Jankiem Badurą, trzy lata temu wymyślili Złombol, czyli samochodowy rajd pojazdami pamiętającymi najlepsze lata Polski Ludowej, stoi na razie w warsztacie. Weteran rajdu odbywającego się do tej pory na trasie Katowice - Monte Carlo, ujawnił niedawno swoją długo skrywaną tajemnicę. Progi miał zrobione ze zbrojonego betonu. - Widocznie odlał je poprzedni właściciel. Widziałem już drewniane, ale czegoś takiego jeszcze nie - mówi Marcin. Progi się kruszą, trzeba je zdemontować, ale tak, żeby przy okazji nie odpadła połowa samochodu.

Trabant Jasia na pierwszy rzut oka składa się tylko z karoserii i... starego telewizora stojącego w środku. - Fotele nie są najważniejsze. Silnik jest na swoim miejscu, tylko z elektryką coś jest nie tak. A telewizor? Jasiu ma chyba jakieś plany co do niego - śmieje się Martyna.

Samochodów zgłoszonych do trzeciej edycji Złombolu jest na razie 15. Wszystkie są reliktami minionego ustroju, nierzadko znalezionymi na złomowisku i wskrzeszonymi przez pasjonatów. Trzeci Złombol wyruszy z Katowic dopiero w lipcu, ale przygotowania już idą pełną parą. - Chcemy zebrać jak najwięcej ekip, bo to oznacza jeszcze więcej pieniędzy dla dzieci z domów dziecka - mówi Marcin. Uczestnicy sami ponoszą koszty związane z rajdem. Za udział płacą 500 zł i sprzedają powierzchnię reklamową na swoich zardzewiałych samochodach. Dochód przekazują domom dziecka. Nie przynoszą dzieciom zeszytów czy butów, ale konsole do gier, blachy do ciast albo profesjonalne rowery. Co kto chce. - Domom dziecka łatwiej zdobyć przedmioty pierwszej potrzeby. My chcemy obdarowywać dzieci tym, co sprawia im frajdę - mówią złombolowcy.

Podczas pierwszego Złombolu, na który pojechały dwa gruchoty, zebrali aż 15 tys. zł. Rok później było już 14 ekip i ponad 42 tys. zł. Do tej pory rajdowcy pomogli trzem katowickim domom dziecka. Jeśli w tym roku pieniędzy uda się zebrać więcej, zaproponują prezenty kolejnym.

Tegoroczna wyprawa ma być nie tylko najliczniejsza, ale też najbardziej ekstremalna. Dwie poprzednie edycje rajdu Złombol odbyły się na trasie Katowice - Monte Carlo. Tym razem ekipa zamierza przejechać Polskę, Szwecję, Norwegię i dotrzeć na koło podbiegunowe. - Liczymy na to, że im bardziej ekstremalnie, tym większe będzie zainteresowanie sponsorów. A nam przynajmniej silniki nie będą się grzały - mówi Marcin.

Właściciele starych samochodów, którzy chcą uczestniczyć w rajdzie, powinni zajrzeć na stronę www.zlombol.gghost.eu.

Sponsorzy, którzy chcieliby zamieścić reklamę swojej firmy na jednym z samochodów, mogą dokonywać wpłat na konto Fundacji "Nasz Śląsk" im. gen. Jerzego Ziętka, nr 72 1050 1214 1000 0023 2153 3859, z tytułem "Złombol 2009".

Polecamy: Superauto gliwiczanina: do setki w 3 sekundy

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.