Citroën C2 by Loeb - Lekki dotyk mistrza

Najlepszy rajdowiec świata sygnuje swoim nazwiskiem sportową wersję małego Citroëna. Co zyskał na tym francuski "maluch"?

Modele serii By Loeb są na rynku od ponad roku. W grudniu 2006 r. zaakcentowały powrót - po rocznej przerwie -ekipy Citroëna do rajdowych mistrzostw świata. Ale kto wie, czy nie lepsza okazja do promocji nie nadarza się właśnie teraz? Lider teamu Sebastien Loeb zdobył czwarty z rzędu tytuł mistrzowski, wyrównując tym samym rekord słynnego Tommiego Mäkinena. Jako jedyny zawodnik na świecie wygrał w swojej karierze aż 36 rajdów eliminacyjnych World Rally Championship. Poprzedni rekordzista (Carlos Sainz) ma ich na koncie tylko 26. Mamy zatem do czynienia z prawdziwym fenomenem, wirtuozem kierownicy, jakiego dotąd nie oglądaliśmy. Jeśli jego nazwisko ma podkreślać sportowy styl auta, to rzeczywiście powinno ono otrzymać iście mistrzowski szlif. Ile jest Loeba w C2? Oj, chyba niewiele.

Stuk-mruk

Z zewnątrz odmiana by Loeb niewiele różni się od usportowionej wersji VTS. Ma co prawda 16-calowe obręcze kół oraz czerwony lakier nawiązujący do Xsary WRC, którą na co dzień jeździ mistrz, ale brakuje jej wyrazistych dodatków. Choćby rozbudowanych zderzaków, nie mówiąc o spojlerach, poszerzonych błotnikach, dodatkowych elementach przy nawiewach powietrza. Wnętrze też nie rozpala zmysłów. Nawet obrotomierz, najważniejszy atrybut sportowego auta, wygląda tak jak w zwykłym C2. Bez zmian pozostawiono dzieloną pokrywę bagażnika. A przecież można było zamknąć dół na stałe, zamarkować usztywnienie nadwozia. Honor auta (i Loeba) ratują mocno wyprofilowane, ale szerokie i wygodne fotele, czarna tapicerka z czerwonymi akcentami, aluminiowe detale wykończeniowe. Świetnie leży w rękach zgrabna kierownica. Miło też poczuć w dłoni chłód aluminiowej, kulistej końcówki wieńczącej dźwignię zmiany biegów. Kiedy dobierze się odpowiednią pozycję za kierownicą, człowiek czuje się zespolony z małym C2 i może startować do ulicznej gonitwy. Pierwsze światła -i już wiadomo, że nie jesteśmy maruderami. Przemykanie między autami, wykorzystywanie każdej luki, szybka zmiana pasa - miejski spryt C2 by Loeb przydaje się w sprawnym pokonaniu zatłoczonej aglomeracji. Trzeba się jednak przygotować na niewygody, bo wrażenia typowe dla pojazdu sportowego są tutaj mocno odczuwalne. Silnik brzmi ładnie, basowo pomrukuje wydech -wszystko jednak słychać wyraźnie we wnętrzu, konstruktorzy nie rozczulali się specjalnie nad wyciszeniem przedziału pasażerskiego. Twarde zawieszenia cały czas przypominają, do czego je stworzono, stukocząc regularnie na nierównościach i mocno dobijając na zapadniętych studzienkach. Fakt jednak, że C2 aż klei się do asfaltu, cały czas dając się w pełni kontrolować.

Dźwignia zmiany biegów wymaga zdecydowanych i mocnych ruchów. Jej długie skoki między kolejnymi pozycjami nie pasują do sportowego charakteru C2. Przełączanie mogłoby przebiegać sprawniej, gdyby zakres ruchu dźwigni zdecydowanie ograniczono.

Bye by Loeb

Wysiadam z C2 pełen wątpliwości. Odczuwam niedosyt i zastanawiam się, do kogo właściwie skierowano to auto. Nie oferuje ono niczego nadzwyczajnego. Odrobina sportowych wrażeń i słynne nazwisko na karoserii, a jednocześnie stylizacyjny banał i osiągi, którymi trudno nasycić amatorów adrenaliny. To krok w dobrą stronę, ale zbyt nieśmiały. Wystarczy kupić 120-konnego Fiata Grande Punto, by mieć identyczne przyspieszenie, a zaoszczędzić jakieś 8 tys. zł - akurat na niezły tuning optyczny. Chyba właśnie o nazwisko tutaj chodzi - ten drobny detal nieosiągalny u konkurencji. To też forma prestiżu, której nie daje zakup zwykłego C2 VTS. A jednak aż się prosi, żeby wersja by Loeb była efektowniejsza, zrywniejsza i szybsza, a przez to bardziej godna rajdowego mistrza świata. Choćby jakieś spojlery, progi, nadkola i dodatkowe 10-15 KM wyrwane z trzewi silnika. A tak właściciel czerwonego cacka w kolorze "rouge aden" będącym oficjalną barwą Citroëna WRC ryzykuje, że wyprzedzi go Mitsubishi CZT albo Opel Corsa GSi. Wielki Sebastien powinien przekazać C2 nieco więcej swego ducha i solidniej szturchnąć speców od marketingu Citroëna. Mistrza na pewno by posłuchali.

Gaz

Bardzo dobra dynamika, precyzyjne prowadzenie, skuteczne hamulce, wygodne fotele.

Hamulec

Mało wyrazisty wygląd, zbyt mało sportowych akcentów we wnętrzu, fatalna praca dźwigni zmiany biegów.

Summa Summarum

Żeby autem tej klasy jeździć ponad 200 km/h i przyspieszać do setki w mniej niż 9 sekund, nie trzeba mieć napisu "by Loeb" na nadwoziu. I to jest największa wada najmniejszego z usportowionych Citroënów. Nazwisku rajdowego mistrza świata powinny towarzyszyć mocniejsze wrażenia estetyczne i techniczne. A tak - mamy zwykłego C2 VTS z kilkoma drobiazgami nawiązującymi do wielkiej legendy. Może się to okazać niewystarczającą zachętą dla potencjalnych nabywców.

Dane techniczne

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.