Cicha jazda o kropelce

Jak najprościej zaoszczędzić 20 proc. paliwa? Odpowiedzią jest Eco Driving -szwajcarsko- -fińska filozofia prowadzenia samochodu. Efekt gwarantowany. Sprawdziliśmy

Bardzo wolno rozpoczynam swoją rundę testową. Mam ją pokonać, prowadząc tak, jak robię to na co dzień. Jednak wiedząc, o co chodzi w szkoleniu, staram się jechać jak najoszczędniej. Średnie spalanie? 6,7 l/100 km. Hmm, żadna rewelacja. Nawet biorąc poprawkę na warunki miejskie. Obok siedzi Tomek Talarczyk - instruktor bezpiecznej jazdy Szkoły Auto, w tym Eco Drivingu. Pomimo że do konsekwentnie robiłem wszystko, co uważałem za stosowne w tej sytuacji, czyli hamowanie biegami, utrzymywanie niskich obrotów i stałej prędkości -werdykt był jednoznaczny. - Po szkoleniu, na tej samej trasie, tym samym autem, zmniejszysz spalanie co najmniej o litr - zapewnia Tomek. Czary -myślę sobie - albo naprawdę chytre sztuczki. Teraz już wiem, że czary to nie były.

Po długim szkoleniu teoretycznym, którego szczegółami nie będę tu zamęczał, ponownie wsiadam za kierownicę. Teraz wszystko wyjdzie jak na dłoni. Jednak, zanim ruszymy, mała dawka bezpieczeństwa. Optymalna pozycja za kierownicą, bez żadnego leżenia niczym na lekarskiej kozetce. Najlepiej zdjąć kurtkę, bo nie przylegające pasy bezpieczeństwa potrafią powodować liczne uszkodzenia wewnętrzne. I jeszcze jedno opróżniamy pęcherz. Winnym wypadku podczas kolizji można nabawić się zapalenia otrzewnej - leczy się długo i bardzo boleśnie. Niby szczegół, jednak istotny. O samym zakładaniu pasów chyba nie trzeba przypominać. Ciało o masie 50-60 kg podczas wypadku waży 3,5 t, a nasza głowa uderza w poduszkę z szybkością aż 350 km/h - to daje do myślenia.

Eco Driving powstał - niezależnie - w Szwajcarii i Finlandii w połowie lat 90. Z każdym rokiem zyskuje na popularności. Pomagają mu w tym rosnące ceny ropy, restrykcyjne prawo i topniejące lodowce. Ma na celu ograniczenie zużycia paliwa i zmniejszenie emisji szkodliwych produktów spalania, czyli CO2. Ale nie tylko. Eco Driving to również ograniczanie hałasu, stresu i zmniejszenie ryzyka wypadków drogowych. Wszystko świetnie. A jak to wygląda w praktyce?

Uruchamiamy auto bez gazu i ruszamy natychmiast. Nie nagrzewamy silnika na postoju. 3 minuty na biegu jałowym przekładają się na jeden przejechany kilometr. Z klimatyzacji korzystamy oszczędnie. Sprawdzamy ciśnienie w oponach, choćby raz w miesiącu, bo nawet różnica jednego bara zauważalnie wpływa na prowadzenie auta, zużycie opon i paliwa. Najlepiej byłoby, żeby w bagażniku nie walały się niepotrzebne przedmioty.

I jeszcze jedno - unikajmy ruszania samochodu na trasy krótsze niż 4 km. Nie rozgrzany silnik ma o 2-3 litry większe spalanie i eksploatowany w ten sposób szybciej się zużywa.

Zatem w drogę. Najważniejsza różnica w stylu jazdy polega na obniżeniu prędkości obrotowej silnika. Sprowadza się to do jednego zdania: "Piąty bieg przy 50 km/h!". Chore, prawda? Niekoniecznie. Bardzo niskie obroty nie męczą silnika, o ile akurat nie jedziemy pod stromą górkę, nie ciągniemy ciężkiej przyczepy czy zechcemy gwałtownie przyspieszyć. Wtrysk paliwa do komory spalania odbywa się dziś za pośrednictwem komputera, zatem to on sam steruje ilością mieszanki i nie doprowadzi do spalania stukowego, a w efekcie - do uszkodzenia silnika. Wyjeżdżam ponownie na trasę. Prowadzę według wskazówek Tomka. Jedynka, praktycznie od razu dwójka - 1500 obr./min i trójka, podobnie z czwórką, co w końcowym efekcie daje piątkę już przy pięćdziesiątce. Mam wrażenie, że auto -Octavia 1.9 TDI - nie czuje się z tym najlepiej, szczególnie przy przyspieszaniu. Ale może to tylko wrażenie. Muszę jednak przyznać, że wcale nie jest to powolna jazda. Ruszając spod świateł, wciskam pedał gazu do około dwóch trzecich głębokości -według zaleceń - a to w zupełności wystarczy, aby nie być zawalidrogą. Unikam zbędnych przyspieszeń i hamowań. Jadę na najwyższych możliwych biegach i najniższych obrotach. Największą różnicą jest hałas - a w zasadzie jego brak. Według instruktorów jedna Fabia rozkręcona 4000 obr./min emituje tyle decybeli, co - uwaga - 32 te same Fabie, przy 1700 obr./min. I faktycznie, czuję większy spokój. Trochę jak w domowym fotelu. Tylko czy na dłuższej trasie nie uśpi to mojej czujności? Tego nie wiem. Zatem, najpóźniej przy 2 tys. i 2,5 tys. obrotów zmieniamy bieg na wyższy dla - odpowiednio - diesla i silnika benzynowego. Najpóźniej, bo śmiało możemy wrzucać wyższy bieg już 500 obrotów wcześniej.

- Obserwuj kilka aut, a nie tylko jadące bezpośrednio przed nami. Unikniesz zaskoczenia, a bywa, że i uderzenia z tyłu. Oszczędzisz hamulce, nerwy i paliwo - zapewnia instruktor. Dojeżdżam do świateł. Tu wcielam wżycie kolejną zasadę. Chyba najbardziej kontrowersyjną. -Gdy przewidujesz, że postój potrwa dłużej niż pół minuty, wyłącz silnik - mówi Tomek. Gaszę. Cisza aż świdruje w głowie. -Najlepiej -myślę - robić to na dobrze sobie znanych trasach, gdzie opanowaliśmy cykl sygnalizacji świetlnej. Bo winnych sytuacjach raczej tego nie widzę.

Zapala się żółte światło - odpalam silnik, zielone - ruszam. Pewnie, można się przyzwyczaić. Zresztą, do każdej z powyższych zasad można przywyknąć.

Co daje Eco Driving? Korzyści jest kilka. Przede wszystkim zmniejszenie zużycia paliwa średnio o jedną piątą, to jest od 1 do -nawet 2,5 litra na 100 km. Pozwala zaoszczędzić na okresowych przeglądach oraz związanych z tym naprawach. Wreszcie zwiększa bezpieczeństwo na naszych drogach i zmniejsza stres.

Mój wynik podczas drugiego przejazdu zgodnie z prawidłami Eco Drivingu - to 4,7 litra na 100 km. Ta sama trasa, a aż dwa litry mniej? Liczę jeszcze raz. No tak! W dodatku - co już zupełnie zdumiewa - średnia prędkość nieco wzrosła!

Aha, czy są jakieś wady Eco Drivingu? Moim zdaniem jedna - brak wysokich obrotów...

Eco Driving, czyli zasady oszczędnej jazdy:
Copyright © Agora SA