Pozew o molestowanie seksualne w SpaceX. Czy Elon Musk staje się bożkiem inceli?

Szef firmy SpaceX to magnes na problemy. W czerwcu osiem pracownic tej firmy złożyło w sądzie pozew o molestowanie seksualne i zemstę na sygnalistach takich zachowań. Podobno dopuszcza się do nich dyrekcja SpaceX, a przyklaskuje temu Elon Musk.

Elon Musk jest geniuszem, którego potrzebujemy. Już zmienił branżę bankowości i lotów kosmicznych, zmusił przemysł motoryzacyjny do rozpoczęcia rewolucji, a teraz szykuje nam możliwość ewakuacji na Marsa. Jednocześnie jeden z najbogatszych ludzi świata staje się bożkiem inceli. I to jest prawdziwy kłopot.

Zobacz wideo Statek SpaceX zabrał czworo astronautów w kosmos

Pracowniczki SpaceX złożyły pozew o molestowanie seksualne. Zostały zwolnione

W czerwcu 2024 r. do sądu w Kalifornii wpłynął pozew złożony przez osiem osób, które były zatrudnione w SpaceX. Oskarżają swoich przełożonych o molestowanie seksualne oraz odwet za poinformowanie ich o tym. Już tam nie pracują, bo Elon Musk zwolnił je w 2022 r., kiedy dowiedział się o tej sytuacji, zamiast zrobić to z osobami, które były winne. Z relacji świadków wynika, że CEO SpaceX nie jest przeciwny takim zachowaniom swoich podwładnych, tylko je aprobuje. Jak wyglądało traktowanie kobiet w SpaceX zdaniem pokrzywdzonych pracowniczek?

W pozwie jest napisane, że mężczyźni zatrudnieni w firmie Elona Muska lubili opowiadać przy nich niewybredne dowcipy o seksualnym podtekście. Natarczywie wpatrywali się w ich dekolty, nieustannie próbowali zapraszać na randki i negatywnie oceniali ich predyspozycje zawodowe. Ponadto powtarzali, że kobiety są niezdolne do bycia inżynierkami, w formie niewinnych żartów oczywiście. Takie zachowanie narusza nie tylko zasady etyki pracy, ale również prawo stanowe.

Kiedy poszkodowane osoby zgłosiły takie traktowanie Elonowi Muskowi w liście otwartym podpisanym przez ponad 400 pracowników SpaceX, ten natychmiast zwolnił z firmy jego autorki, zamiast zrobić w niej porządek. Wtedy te same pracowniczki SpaceX złożyły skargę do rządowej agencji National Labor Relations Board zajmującą się ochroną praw pracowników. W odpowiedzi prawnicy SpaceX... pozwali NLRB, sugerując, że ten rządowy organ jest niekonstytucyjny, więc nie może rozstrzygać żadnych sporów. Dopiero po tym zdarzeniu do sądu stanu Kalifornia wpłynął pozew złożony przez osoby, które uważają, że ich prawa pracownicze zostały naruszone w SpaceX.

Jedna z powódek Paige Holland-Thielen opowiedziała dziennikarzom amerykańskiego Business Week, że teraz czuje się złapana w potrzask. Jej marzeniem zawsze była praca w branży zajmującej się lotami kosmicznymi, która jest zdominowana przez SpaceX. Po zwolnienia przez Elona Muska nie innego wyboru na rynku, jeśli chce się zajmować tym, co lubi najbardziej i w czym jest najlepsza. Teraz o jej przypadku oraz pozostałych pracowniczkach SpaceX mówią wszystkie amerykańskie media, od Business Week, przez CNN, po New York Times.

 

Elon Musk tworzy w firmach atmosferę nieformalnego przyzwolenia na takie traktowanie kobiet

Problem z atmosferą wokół Elona Muska jest znacznie poważniejszy, niż jeden pozew byłych pracowników SpaceX. Klimat w jego firmach bywa nieoficjalnie nazywany "no asshole policy". Chodzi o atmosferę przyzwolenia na poniżanie pracowników, a zwłaszcza kobiet, którą roztacza szef Tesli, SpaceX, Neuralink, The Boring Company i X (dawniej: Twitter) oraz traktowanie każdego protestu, jak "braku luzu" w kontaktach społecznych. Zgodnie z tą zasadą, to nie złe traktowanie kobiet jest problemem, tylko ich reakcja. To mechanizm, który się powtarza w różnych przedsiębiorstwach Elona Muska.

Zaczyna się od publikowania przez niego tweetów, które uważa za niezwykle zabawne, a potęguje przez przyzwolenie szefa na podobne traktowanie pracowników przez przełożonych, zwłaszcza kobiet. Stare porzekadło mówi, że ryba psuje się od głowy, a w tym przypadku jest nią Elon Musk, który daje zły przykład. Sam miliarder zazwyczaj nie widzi nic złego w swoim infantylnym poczuciu humoru. To prawda, że każdy ma do niego prawo, ale ono przestaje być jego prywatną sprawą, jeśli za pośrednictwem charyzmatycznego szefa przenika do sfery publicznej i zawodowej. Wtedy zaczyna kształtować niewłaściwe podejście do pracowników i staje się niepisaną regułą, tak jak w firmach zarządzanych żelazną ręką Muska.

Jeszcze gorzej, że takie traktowanie ludzi przez biznesmena urodzonego w RPA trafia na podatny grunt. Wystarczy przeczytać komentarze w mediach społecznościowych umieszczone pod wpisami poruszającymi temat nowego procesu sądowego przeciwko SpaceX. Mnóstwo osób pochwala takie zachowania i oskarża osoby, które uważają się za molestowane, o nadwrażliwość, a nawet bycie liberałami ("she's a lib"), co w pewnych kręgach jest uważane za najgorszą obelgę. Ludzie, którzy tworzą te kręgi, bywają nazywani "incelami" od angielskich słów "involuntary celibate", czyli "przymusowy celibat". Tak określa się mężczyzn, którzy mówiąc oględnie, mają problemy w kontaktach z kobietami, a winą obarczają właśnie osoby tej płci. Skutkiem jest mizoginia i negacja idei równouprawnienia. Dla wielu takich osób Elon Musk nie jest geniuszem, zdolnym biznesmenem i jednym z najbogatszych ludzi na świecie. Staje się kimś więcej: nowym bożkiem, którego czczą na X (dawniej: Twitterze). Tylko czy na pewno domniemany zbawca ludzkości, chce by historia go zapamiętała właśnie tak?

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.