Ciężarówka nieomal potrąciła dzieci na pasach. "Kierowca jest mniej rozgarnięty od 7-latka?"

Doszło do kolejnej niebezpiecznej sytuacji drogowej. Rozpędzony kierowca ciężarówki nie zachował zasad bezpieczeństwa i prawie potrącił dziewczynki idące do szkoły, które weszły na pasy. Kto jest winny tej sytuacji? Zdaniem Polaków chodzi o dzieci.

Polska jest krajem, w którym jeśli kierowca zestawu ciężarowego nie dostosuje prędkości do warunków jazdy, nie zauważy dzieci idących w kierunku przejścia dla pieszych i całkowicie zignoruje ich oczywisty zamiar pokonania go w bezpieczny sposób, to nie on jest winny, tylko dzieci. A jeśli je potrąci, to dzieci mają pecha. Tak twierdzą Polacy w mediach społecznościowych komentujący wideo, które robi furorę w internecie. Czy powiedzieliby to samo, gdyby chodziło o ich dziecko? Czy gdyby potrącił je nieostrożny lub bezmyślny kierowca ciężarówki, też zrzuciliby całą winę na niego? Nie tylko w tej sytuacji warto używać wyobraźni i próbować postawić się w miejscu osób, których zachowanie krytykujemy.

Zobacz wideo Policjanci ze świętokrzyskiej drogówki sprawdzali zachowanie kierowców ciężarówek. Wszystko w związku z nowym zakazem

Kto jest winny niebezpiecznej sytuacji? Polacy nie mają wątpliwości: to dziewczynki

Jeśli, jak słusznie zauważył twórca portalu BRD24.pl Łukasz Zboralski, "dorosły kierowca Tira jest średnio mniej rozgarnięty od 7-latka", to popełniliśmy wiele błędów. Kraj, w którym odpowiedzialność za bezpieczeństwo ruchu drogowego spoczywa na kilkuletnich dzieciach, zamiast na rządzących i kierowcach pojazdów ciężarowych, ma spory problem z edukacją i mentalnością obywateli. Żeby było jasne, dzieci, młodzież, tak jak wszystkich innych też trzeba edukować w kwestii zasad bezpieczeństwa i fizyki. Każdy pieszy powinien zdawać sobie sprawę, że w konfrontacji z dowolnym pojazdem jest na przegranej pozycji i to jemu stanie się krzywda. To oczywiste, że wielotonowa ciężarówka nie zatrzyma się w miejscu, jeśli pieszy wtargnie bezpośrednio przed niego. Ale nie każdy pieszy jest w stanie określić prędkość samochodu w czasie rzeczywistym i wyobrazić sobie drogę hamowania ciężarówki w praktyce. Po to są reguły bezpieczeństwa w ruchu drogowym, żeby nie musiał tego robić.

Nie można obarczać winą za skutki wypadków niechronionych uczestników ruchu. Taka jest najprostsza droga do zwiększenia liczby niebezpiecznych sytuacji i zdarzeń. Dowiodła to praktyka w krajach o znacznie większym doświadczeniu we wprowadzaniu reguł BRD. Dlatego, jeśli zamiary pieszych są oczywiste, kierowca musi czuć odpowiedzialność za swoje decyzje, zamiast liczyć, że "jakoś to będzie". W sytuacjach, które budzą wątpliwości, zwłaszcza kierowca ciężkich pojazdów powinien wytężyć uwagę, ograniczyć prędkość, zachować szczególną ostrożność i przygotować się odpowiednio wcześnie do hamowania. Inaczej nie nadaje się do tego zawodu.

Wiktymizowanie słabszej, bardziej narażonej na skutki nieuwagi, nieostrożności i ignorowania przepisów strony jest tylko prymitywną próbą odsunięcia odpowiedzialności za skutki własnych działań, drugiej strony. Nie tylko dziecko, ale każdy człowiek popełnia błędy. Dotyczy to pieszych i kierowców. To nie znaczy, że z tego powodu można skazywać tych pierwszych na śmierć. Prawidłowo działający system powinien ich chronić. Inaczej nigdy nie przerwiemy błędnego koła, a na drogach wciąż będzie zbyt dużo ofiar. Zrzucanie winy na tych, którzy ponoszą najmniejszą odpowiedzialność, a są najbardziej poszkodowani, jest nie tylko moralnie naganne, ale też nieskuteczne. Znacznie lepiej działa zasada, zgodnie z którą "większa władza oznacza większą odpowiedzialność za skutki decyzji". Powinna dotyczyć wszystkich, od kierowców po rządzących krajem polityków.

Państwo, w którym społeczeństwo wini kilkuletnie dzieci za spowodowanie niebezpieczeństwa, zamiast piętnować zawodowego kierowcę w 40-tonowej ciężarówce lub winić wadliwy system, ma spory problem z mentalnością obywateli. Trzeba zrobić wszystko, aby ją zmienić, nawet jeżeli to karkołomne zadanie.

Na kim spoczywa odpowiedzialność z BRD w Polsce? Nie chodzi o uczniów podstawówki

Sytuacja uwieczniona na wideo pokazuje coś jeszcze: jak niebezpieczne są przepisy, które nie określają jednoznacznie zasad, bo przez to odpowiedzialność się rozmywa. Pojęcie pierwszeństwa dla pieszych powinno być zdefiniowane w taki sposób, żeby nikt nie miał wątpliwości, kiedy obowiązuje. W Polsce jest inaczej: na temat znowelizowanego w 2021 roku prawa do dziś nie kończą się dyskusje i każdy ma własną interpretację "pieszego wchodzącego na przejście dla pieszych". To wina nieudolności tych, którzy je tworzyli, nie zdając sobie sprawy, że w tej kwestii nie można liczyć na rozsądek obywateli.

To samo dotyczy infrastruktury drogowej, która naraża ich na śmiertelne niebezpieczeństwo. Przejścia dla pieszych bez sygnalizacji świetlnej na drogach z wieloma pasami ruchu w jedną stronę lub bez ograniczenia prędkości do najwyżej 50 km/h, powinny być zabronione. Podobnie jest z kursami na prawo jazdy dla amatorów oraz procesem uzyskiwania tzw. świadectwa kwalifikacji zawodowej przez kierowców.

Przez to jak wyglądają te procesy, na ulice wyjeżdżają kierowcy nieznający podstawowych zasad bezpieczeństwa i tworzą drogowe patologie. Trzeba mieć wielkie szczęście, żeby trafić na kompetentnego instruktora, a nie na tym powinien polegać ten schemat. To wyłączna wina rządzących władz, które przez dekady nie potrafią nic zmienić w sprawie szkoleń i egzaminów na kierowców. Dziewczynki z filmu, który budzi tak duże kontrowersje, przeżyły, ale wiele innych dzieci i dorosłych zginie na polskich drogach właśnie z tych powodów.

To przykre, że zamiast parlamentu, rządu i stosownych służb, o bezpieczeństwo na polskich drogach muszą dbać kanały na YouTube jak STOP CHAM i strony internetowe typu BRD24.pl, ale gdyby nie one, nikt by tego skutecznie nie robił.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.