Popularna marka oponiarska stanie przed sądem? Żona zmarłego kierowcy nie dała za wygraną

Oponiarski gigant, Goodyear, ma nie lada problem. Prokuratura prowadzi śledztwo dotyczące serii śmiertelnych wypadków, w których udział brały pojazdy ogumione w wadliwe opony producenta.

Seria tragicznych wypadków we Francji. Winne wadliwe opony

Do serii tragicznych wypadków doszło we Francji na przestrzeni lat 2014-2016. W ich wyniku zginęły cztery osoby. Redakcja francuskiego dziennika "Le Monde" donosi, że do zdarzeń doprowadziły wystrzały opon w ciężarowych pojazdach. W każdym z nich rozerwaniu ulegała opona umieszczona na przedniej osi. Mowa o ogumieniu pochodzącym z serii Goodyear Marathon LHS II. Do zbadania wypadków powołano siedmiu ekspertów, w tym także biegłych sądowych, którzy zgodnie stwierdzili, że do wystrzału doprowadziła wada fabryczna. Zdaniem służb firma miała zignorować niepokojące doniesienia co do wadliwej serii ogumienia, co miało doprowadzić do kolejnych niebezpiecznych zdarzeń.

Duży wpływ na rozpoczęcie śledztwa miała Sophie Rollet, żona kierowcy ciężarówki, który 25 lipca 2014 roku zginął w jedynym z wypadków. W prowadzony przez niego pojazd uderzył inny ciężarowy zestaw, w którym pękła opona amerykańskiego producenta. Jego kierowca również poniósł śmierć. Kobieta od 10 lat walczy o doprowadzenie producenta przed wymiar sprawiedliwości, uważnie śledząc każde zdarzenie z udziałem ciężarówek uszkodzonych poprzez wystrzał opon wyprodukowanych przez markę.

Nalot na jednostki Goodyear. Śledztwo w toku

W zeszłym tygodniu śledczy zorganizowali nalot na jednostki oponiarskiego giganta. Stróże prawa z Francji, Belgii i Luksemburga stawili się w siedzibach Goodyeara w Paryżu i Brukseli, a także w fabryce w Colmar-Berg w Luksemburgu. To właśnie w tym zakładzie firma produkuje opony przeznaczone na europejskie rynki. Wszystko w celu przechwycenia dokumentów, które pozwolą ocenić, czy producent przez swoje zaniechania przyczynił się do tragicznych wypadków.

Śledczy współpracujący w ramach Eurojust (Agencji Unii Europejskiej ds. Współpracy Wymiarów Sprawiedliwości w Sprawach Karnych) przez kilka miesięcy w ścisłej tajemnicy dogrywali wszelkie aspekty operacji. Wszystko po to, by uniemożliwić oponiarskiemu gigantowi wcześniejsze przygotowanie się do kontroli i usunięcie potencjalnie obciążających dowodów. Prokuratura chce sprawdzić, czy firma rzeczywiście zignorowała niepokojące doniesienia i nie wycofała z obrotu wadliwej serii ogumienia. Zdaniem francuskich mediów producent miał być w pełni świadom faktu, że na rynku oferowana jest wadliwa partia opon. Nie zrobił jednak niczego, by zniknęły one z oferty dystrybutorów i sklepów.

Czy regularnie kontrolujesz stan opon w swoim aucie?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.