Włosi powiedzieli co myślą o turbo w swoim legendarnym silniku. Mają nowy model z "12" w nazwie

Ferrari nie lubi miękkiej gry. Właśnie dlatego odrzuca możliwość zastosowania doładowania w silniku V12. Powód? 12 cylindrów oznacza arystokratyczny ród w technice motoryzacyjnej. Turbo mogłoby tylko wszystko popsuć.

Ferrari to nie tylko producent samochodów sportowych. To także filozofia, która jest kontynuowana od 1938 r. A jednym z kluczowych elementów jej rodowodu jest benzynowy silnik V12. Motor, który ma wyjątkowe brzmienie, ale i potężną moc.

Zobacz wideo Wysłał maila na policję. Kierowca VW dostanie mandat za swoje szaleństwo

Turbo? Jest dobre do małych pojemności. Nie do silnika V12

W XXI wieku emocje są ważne. Niestety kluczowe są także m.in. wyniki emisyjne. Czy to oznacza, że Ferrari będzie musiało zrezygnować z części swojego rodowodu? Nic z tych rzeczy. Włoski producent nadal będzie stawiać na motory V12. Powiem więcej, nie ma najmniejszego zamiaru stosować w nich doładowania. Powód? Ten jest prozaiczny. Szefostwo firmy uważa, że turbosprężarki mają jeden cel. Mają uzupełniać braki mocy w modelach z mniejszą pojemnością silnika. Tylko! W topowych V-dwunastkach nie są zatem konieczne.

Dla Ferrari wolnossący silnik wyraża siłę "natury". Generuje emocje, piękny dźwięk, ale i moc płynnie rozwijającą się od niskich aż po wysokie obroty. Dokładnie taką filozofią Ferrari kierowało się podczas prac nad modelem 12Cilindri, czyli następcą 812. I co ciekawe, pomimo braku doładowania, moc nowego GT oscyluje w granicy 830 koni mechanicznych. A to nie koniec. Auto otrzymuje także 8-biegową, dwusprzęgłową przekładnię oraz system Adaptive Torque Shaping. Ten może "wyostrzyć" moment obrotowy na trzecim i czwartym biegu.

Ferrari 12CilindriFerrari 12Cilindri fot. Ferrari

Wolnossące V12 nadal popularne w gamie Ferrari. Ma je także SUV

Ferrari parując silnik V12 z doładowaniem miałoby szansę na stworzenie prawdziwego potwora. To prawda. Mimo wszystko już motory pozbawione doładowania na braki mocy narzekać nie mogą. Idealny przykład stanowi również obecnie produkowany model Purosangue. To jedyny na rynku SUV posiadający motor wolnossący. Jednocześnie jeden z najszybszych, jak nie najszybszy seryjnie produkowany SUV świata.

6,5-litrowa jednostka zamontowana pod maską Ferrari Purosangue oferuje 725 koni mechanicznych mocy (choć dostępnych dopiero przy 7750 obr./min.) i aż 716 Nm momentu obrotowego (dostępnych przy 6250 obr./min.). Skutek pracy tego motoru jest więcej, niż imponujący. Bo ważący przeszło 2 tony pojazd przyspiesza do 100 km/h w zaledwie 3,3 sekundy. Prędkość maksymalna wynosi natomiast 312 km/h. Czysta moc!

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.