Szeryf z gorzowskiego osiedla zdemaskowany. "Mam kamerkę w aucie, ładnie się nagrałeś"

Osiedle Staszica w Gorzowie Wielkopolskim ma swojego strażnika. Jeden z mieszkańców zostawia za wycieraczkami aut wymowne kartki. Są na nich zawoalowane groźby skierowane do tych właścicieli aut, którzy jego zdaniem nie mają prawa parkować przed jego blokiem.

Takie historie zdarzają się często na osiedlach mieszkalnych, gdzie zwykle brakuje miejsc do parkowania. Ta jest wyjątkowa, bo gorzowski szeryf z ul. Marcinkowskiego na os. Staszica nie był wystarczająco czujny i szybko dał się zdemaskować. Jego przypadek powinien dać pożywkę do myślenia wszystkim samozwańczym strażnikom parkingów, zwłaszcza jeśli zostawiają groźby karalne.

Zobacz wideo Pijany 24-latek demolował samochody w Gorzowie Wielkopolskim

Parkingi na osiedlu Staszica w Gorzowie Wielkopolskim od dawna budzą emocje

Kilka dni temu na stronie Klub Przyjaciół Osiedla Staszica na Facebooku pojawił się ciekawy wpis. Potem napisała o nim lokalna strona gorzowianin.com i cała Polska dowiedziała się o niefortunnej wpadce szeryfa z Gorzowa. A było to tak. Jeden z mieszkańców bloku na osiedlu Staszica położonego przy ul. Marcinkowskiego uznał, że z lokalnego parkingu mogą korzystać tylko mieszkańcy. Trudno odmówić mu logiki, bo to właśnie im są najbardziej potrzebne miejsca parkingowe. Jednak przepisy nie regulują tego w żaden sposób. Z publicznych miejsc do parkowania zgodnie z prawem może skorzystać każdy kierowca. Dlatego szeryf uciekł się do kontrowersyjnego sposobu.

Mężczyzna zaczął umieszczać za wycieraczkami aut, których nie znał, kartki z groźbą ukrytą w treści. Karteczki zawierały następującą odezwę do kierowców, którzy ośmielili się zaparkować  przy ul. Marcinkowskiego (zachowaliśmy oryginalną pisownię):

Prosimy! Nie parkować na tym parkingu. Jest to teren prywatny lokatorów domu 110-113. Osoby niemieszkające w tym budynku, a parkujące na tym przynależącym parkingu miały problem z autem (przebite opony, głębokie rysy na masce, brak wycieraczek, przebite szyby...) Lepiej tu nie parkować. Dziękujemy.

Szeryf z Gorzowa myślał, że jest sprytny, ale niechcący dał się nagrać kamerce w aucie

Teoretycznie wiadomość jest pełna troski, ale między wierszami informacji można wyczytać, że przytoczone akty wandalizmu mogą się powtórzyć, jeśli "obcy" kierowcy nie przestawią swoich samochodów gdzieś indziej. Skąd wiemy, że kartki umieszcza mężczyzna? Szeryf ze Staszica wpadł w pułapkę. Nie docenił nowych technologii i został nagrany przez kamerę umieszczoną w jednym z aut.

Ze wspomnianego wcześniej wpisu na grupie osiedlowej można się dowiedzieć, jak gorzowski strażnik został zdemaskowany: "Ładne masz pismo, chciałbym Cię uświadomić, że mam kamerkę w aucie, na którym ładnie się nagrałeś. Nie opublikuję twojego wizerunku i nie zgłoszę na policję, z powodu tego, że miałeś trochę racji. Nie powinienem był tam zaparkować, ale nie miałem wyjścia (wróciłem po 1 w nocy i nigdzie nie było miejsca), ale ten parking nie jest twój prywatny z wykupionym miejscem. Więc nikomu krzywdy nie zrobiłem. Auto przeparkowane pod mój blok oddalony o 50 m. Pozdrawiam serdecznie."

Parkingi osiedlowe to kość niezgody w wielu miastach. Winne są złe projekty zagospodarowania przestrzeni

Osiedlowe konflikty, których przyczyną jest niedostateczna liczba miejsc do parkowania, zdarzają się często. Jednym z dowodów jest właśnie fanpage Klub Przyjaciół Osiedla Staszica, bo większość umieszczanych na nim wpisów dotyczy samochodów i parkingów. Jest kilka powodów takiego stanu rzeczy. Starsza osiedla z czasów PRL, takie jak Staszica w Gorzowie, nie były projektowane z myślą o dużej liczbie aut. Często w ogóle nie mają miejsc parkingowych, a mieszkańcy zostawiają samochody i jeżdżą nimi po tzw. uliczkach osiedlowych, na których dopuszcza się ruch aut i pieszych jednocześnie. To powoduje wiele kłótni i niebezpiecznych sytuacji.

Z kolei nowe bloki często mają parkingi podziemne lub wolnostojące budynki do parkowania. Miejsca na nich są bardzo drogie, więc niektórzy właściciele mieszkań rezygnują z zakupu, a potem walczą o nieliczne dostępne publiczne miejsca do parkowania. Dlatego nie lubią, kiedy zajmują je przyjezdni albo mieszkańcy z innych bloków. Trudno im się dziwić, ale to nie jest wina osób, które korzystają z parkingu zgodnie z prawem. Przykład szeryfa z Gorzowa pokazuje, że sfrustrowani mieszkańcy, zanim rozpoczną jakieś kontrowersyjne działania, powinni zastanowić się, czy warto ryzykować kłopoty z prawem albo konflikt z sąsiadami. Pamiętajcie, że kamery są wszędzie.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.