Wojsko może powołać na służbę i SUV-a, i kierowcę. Tylko z 4x4? Przepisy na 2024 r.

Polska armia ma potężne potrzeby. Nie ma się zatem co dziwić, że interesuje się nie tylko zakupem nowego sprzętu, ale i samochodami... prywatnych osób. Tylko czy to oznacza zarekwirowanie wszystkich SUV-ów? I czym tak naprawdę jest powołanie auta do służby?

Rok 2024 będzie czasem wielkiej mobilizacji wojskowej. Armia będzie organizować ćwiczenia na potęgę. To oznacza, że na poligon wezwanie może dostać nawet 200 tys. żołnierzy rezerwy (w tym wielu z kategorią prawa jazdy C i D). Na tym jednak nie koniec. Bo rozporządzenie ministra obrony narodowej mówi także o mobilizacji samochodów. W 2024 r. mowa o 450 pojazdach.

Zobacz wideo

Mobilizacja prywatnego samochodu. Co warto wiedzieć?

Sprawa mobilizowania do wojska prywatnych samochodów jest dość kontrowersyjna. Właściciele raczej niechętnie chcą rozstawać się z pojazdami. Dlatego w pierwszej kolejności warto odpowiedzieć na kilka pytań. Odpowiedzi stanowią rodzaj banku wiedzy.

  • Czy wojsko rzeczywiście może wezwać samochód na poligon? Tak. Przepisy dają taką możliwość. W języku prawniczym jest to nazywane niezbędnym świadczeniem rzeczowym na rzecz obrony. Warto jednak zaznaczyć, że w ramach ćwiczeń auta nie są odbierane na zawsze. Zazwyczaj na 48 godzin. Maksymalnie na 7 dni. Choć i to jest możliwość głównie potencjalna.
  • Jakie samochody mobilizuje wojsko? Nie jest tak, że armia jest zainteresowana tylko pojazdami 4x4 czy SUV-ami. Czasami mobilizuje także crossovery, auta dostawcze, pick-up`y czy małe busy. To wszystkie te samochodu, które mogą się przydać podczas potencjalnych działań wojennych.
  • Czy wojskowy mogą zabrać auto w leasingu, najmie lub kredycie? Forma własności w głos nowej ustawy o obronie Ojczyzny nie ma znaczenia. Konfiskować można nie tylko auto kupione za gotówkę, ale także to, które jest finansowane leasingiem, kredytem czy wynajmem.
  • Jakiego samochodu nie może zmobilizować wojsko? Tylko aut, które nie zostały dopuszczone do ruchu, czyli np. takich, które nie mają ważnego badania technicznego.

List z WKU? To jeszcze nie oznacza odebrania auta

Na początku każdego roku i po ustaleniu liczby pojazdów koniecznych do zmobilizowania, wojsko przegląda listy ewidencyjne zarejestrowanych aut. Na tej podstawie tworzy zestawienie rezerw. Po wpisaniu samochodu na nią, informację w tej sprawie otrzymuje właściciel. To jednak jeszcze nie oznacza, że niedługo wojskowy przyjdzie i zabierze mu kluczyki. To jedynie informacja o wpisaniu do rezerw, a nie mobilizacji. Do "pożyczenia" pojazdu w ramach ćwiczeń od tego faktu jest naprawdę daleko.

Jak wygląda procedura wzywania prywatnego auta do wojska?

Gdyby zdarzyło się tak, że wojsko w ramach ćwiczeń postanowi jednak "pożyczyć" auto, najpierw decyzję w sprawie świadczenia musi podjąć wójt, burmistrz lub prezydent miasta. Przesyła ją następnie do właściciela pojazdu. To jednak decyzja administracyjna. Można ją zatem zaskarżyć lub odwołać się od niej. Warto wiedzieć, że wojsko w ramach ćwiczeń mobilizuje auta nie po to, aby rozbijać się nimi po poligonie. Przede wszystkim chce sprawdzić, czy proces odbierania prywatnych pojazdów przebiega sprawnie. Możliwość jest zatem raczej czysto potencjalna i raczej nie powinna spędzać snu z powiek kierowcy. Wojskowi rzadko korzystają z tej opcji.

Za użyczenie pojazdu należy się ryczałt w wysokości odpowiadającej szkodzie poniesionej wskutek jego dostarczenia oraz stawce jego amortyzacji.
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.