Tak się kończą kłótnie o prowizję. Lamborghini doszczętnie spłonęło

Większość z nas od czasu do czasu daje się ponieść nerwom. Mało jest jednak osób, które w gniewie podpaliłyby komuś samochód. Inaczej jest w przypadku pewnego indyjskiego sprzedawcy, który pokłócił się ze swoim kolegą o prowizję.

Świadkowie przyglądający się płonącemu Lamborghini Gllardo zapewne zachodzili w głowę, jak mogło dojść do pożaru. Przyczyn tak pechowego dla właściciela pojazdu zdarzenia mogłoby być przecież wiele. "Jeżeli nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze" - w tym przypadku przysłowie to ma idealne odzwierciedlenie. 

Zobacz wideo

Kłótnia sprzedawców. Gallardo doszczętnie spłonęło

Do zdarzenia doszło w sobotę 13 kwietnia we wsi Pahadi Shareef położonej w południowej części Indii. Nagranie z pożaru szybko obiegło media społecznościowe, zyskując tysiące odsłon. Widzimy na nim, jak zółte Lamborghini Gallardo powoli zamienia się w zwęgloną kupkę złomu. Niestety, nawet rychły przyjazd na miejsce straży pożarnej zbyt wiele nie zmieniłby w tej sytuacji — płomienie pochłonęły już połowę auta.

Nie trzeba było czekać na to, aby sprawą zainteresowały się lokalne media. Jak ustalił "The Times of India", mężczyzna imieniem Neeraj, który jest właścicielem Lamborghini, a raczej tego co z niego zostało, złożył zawiadomienie na policję, obwiniając za pożar swojego "znajomego" Ahmeda.

Okazuje się, że panowie zajmują się handlem używanymi samochodami. W dniu feralnego pożaru spotkali się, by raz na zawsze rozwiać spór, który, od jakiego czasu toczyli. Kością niezgodny miała być prowizja z jednej ze sprzedaży, a dokładnie kwestia jej podziału. Można się domyślać, że mężczyźni nie doszli do porozumienia. Rozmowa wkrótce przerodziła się w kłótnie, która zaowocowała pożarem. Na szczęście nikt nie został ranny. Co ciekawe, podpalacz podobno nadal znajduje się na wolności.

O jedno Lamborhini Gallardo mniej

Wnioskując po nagraniu, strawione przez płomienie Gallardo pochodziło z początku produkcji. Model zaprezentowany w 2003 roku wyróżniał się ostrym, lecz dość zachowawczo wyglądającym nadwoziem oraz charakterystycznymi tylnymi lampami, których klosze nachodziły na górną część karoserii. Oczywiście model, który był zdecydowanie tańszy od swojego większego i bardziej luksusowego krewniaka Murcielago (premiera w 2001 roku) i szybko podbił rynek, stając się sprzedażowym koniem pociągowym dla marki z Sant’Agata Bolognese. Od samego początku za napęd odpowiadała jednostka V10, która początkowo odznaczała się 5-litrowa pojemnością i mocą 500 KM. Pod koniec rynkowej kariery Gallardo jego serce było już nieco większe i mocniejsze  - pojemność 5,2 l oraz 562 KM mocy. Produkcja modelu zakończyła się w 2013 roku - ostatni egzemplarz zjechał z taśmy 25 listopada. Wyprodukowano łącznie 14 022 pojazdy. Niestety, jak widać, liczba zachowanych egzemplarzy właśnie zmalała o jedną sztukę.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.