To pierwsza kąpiel tego chevroleta camaro od 20 lat

Camaro III nie jest rzadkim youngtimerem. Mimo wszystko taki egzemplarz skupia uwagę. Bo samochód od bardzo długiego czasu stał w jednym miejscu. Wrósł w ziemię i zaszedł mchem. Całe szczęście trafił w ręce pracowników studia detailingowego.

Trzecia generacja chevroleta camaro to dziś kultowe auto. Przednie światła pojawiające się w zagłębieniu, prosta do bólu sylwetka przypominająca swoim kształtem nabój i absurdalnie długa maska, pod którą gościć może jedna z V-szóstek lub V-ósemek. To czysta filozofia budowania musclecarów w latach 80. XX wieku. Filozofia, która przekonała 1,27 mln nabywców.

Zobacz wideo Kierowca chevroleta niemal potrącił dwóch pieszych na przejściu. Teraz szuka go czeska policja

Camaro od 14 lat nie ruszyło się z miejsca. Dosłownie wrosło w ziemię

Ten konkretny egzemplarz pochodzi z roku 1992. To camaro RS, które zostało wykończone w serii na 25-lecie modelu. Auto jest polakierowane arktyczną bielą – tak nazywa się lakier. Choć arktyczna biel to była kiedyś. Dziś barwa wpadał bardziej w seledyn. Stan coupe wyraźnie wskazuje na to, że ostatni raz jego nadwozie zostało umyte być może jeszcze w... fabryce. Chevroleta w opłakanym stanie WD Detailing znalazło w Cincinnati w stanie Ohio w USA.

Samochód trafił do warsztatu studia detailingowego, choć nie bez problemów. Bo był nie tylko porośnięty mchem, ale dosłownie wrósł w ziemię. Stał w tym miejscu od 14 lat. W tym czasie opony nie straciły ciśnienia powietrza, a zapadły się w grunt. Przy okazji inspekcji detailerzy odkryli jednak, że coupe jest napędzane 3,1-litrową V-szóstką o oznaczeniu LH0. Motor oferuje 140 koni mechanicznych i 244 Nm momentu obrotowego.

Camaro odzyskało blask. Stylistyczny... Co z mechaniką?

Odczyszczanie nadwozia camaro było żmudne i wieloetapowe. Za sprawą specjalnej chemii WD Detailing udało się jednak pozbyć zielonkawego nalotu. Lakier nadal nie odzyskał jednak dawnego blasku. Dlatego konieczne było delikatne polerowanie i woskowanie. Co więcej, ekipa skutecznie uprzątnęła i wyczyściła także wnętrze.

 

W filmie obrazującym proces dwie rzeczy są zaskakujące. Pierwsza jest taka, że camaro miało wtedy zbiornik paliwa w bagażniku. W bagażniku znajdował się także wlew. Druga jest taka, że za sprawą warunków klimatycznych panujących w Ohio auto nie zdążyło mocno skorodować. Tylko gdzieniegdzie widać delikatne wykwity rudawego nalotu.

Po udanym zabiegu czyszczenia nadszedł jednak czas na mechanikę. Konieczne jest uruchomienie silnika, naprawa tapicerki, zawiasu w drzwiach kierowcy czy wykonanie poprawek blacharskich. Tego niestety w filmiku zobaczyć nie można. Bo tak właściwie nawet nie wiadomo jaki dalszy los spotkał klasyczne camaro.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.