Zakradła się na komisariat i podłożyła nadajniki GPS pod radiowozy. "Genialny" sposób na mandaty

Sposób był "genialny". Niestety został wykryty przez policjantów. Jak zakończyła się ta sprawa? Konsekwencje, które poniosła kobieta, również są "genialne". Ale nie w taki sposób, jakiego moglibyście się tego spodziewać.

Głowy kierowców są pełne unikalnych patentów. Polacy są w tej kwestii mistrzami? A właśnie, że nie. Nawet najdziwniejsze pomysły rodzimych prowadzących pobiła na głowę pewna kobieta z Chin. Koncepcja wydawała się ciekawa. Niestety skończyła się jak zwykle.

Zobacz wideo Pościg za kierowcą, z aktualnym zakazem prowadzenia pojazdów

Przyczepiła nadajniki do radiowozów. Miała prywatnego Yanosika

Kobieta nie była mocno anonimowa. To jedna z właścicielek rodzinnej firmy transportowej zlokalizowanej w Xiangyang w Chinach. Co wymyśliła? Aby chronić zatrudnianych przez siebie kierowców przed mandatami, postanowiła oznaczyć radiowozy policji nadajnikami GPS. Przyczepiła urządzenia do podwozia pojazdów. Skutek? Auta policyjne poruszały się jako kropki na wirtualnej mapie w czasie rzeczywistym. Dzięki temu kierowcy ciężarówek wiedzieli, gdzie mogą się spodziewać kontroli drogowych i po prostu ich unikali.

Do tej pory lokalizatory były wykorzystywane głównie do oznaczania samochodów. Dzięki temu po kradzieży dało się namierzyć ich lokalizację. Chiński pomysł jest zatem naprawdę unikalny w swojej formie.

Proceder skończył się sukcesem. Przynajmniej do czasu, w którym jeden z radiowozów trafił na przegląd. Mechanik, kontrolując stan techniczny auta, znalazł nadajnik. Poinformował o tym fakcie swoich zwierzchników. Policja zaczęła zatem kontrolować kolejne pojazdy. W ten sposób znaleziono GPS-y także w sześciu innych radiowozach. Policja wszczęła zatem śledztwo. A to po nitce dość szybko trafiło do kłębka. Stróże prawa namierzyli kobietę stojącą za procederem.

Za śledzenie radiowozów dostała... groszowy mandat. To zamknęło sprawę

Śledztwo wykazało, że nadajniki były zamontowane co najmniej od czerwca 2023 r. Kobieta została zatem oskarżona o szpiegowanie radiowozów. Trafiła do aresztu, ale tylko na osiem dni. Co później? Prawdziwie zaskakujący jest koniec tej historii. Bo kobieta zamiast do więzienia, trafiła do domu z mandatem wynoszącym jakieś 70 dolarów, czyli blisko 280 zł. Za szpiegowanie policji dostała tyle grzywny, ile w Polsce można dostać za przekroczenie dopuszczalnej prędkości o 21 km/h. To dopiero ciekawostka!

Mimo wszystko na koniec mamy jedną prośbę. Nie róbcie tego w domu! Pod żadnym pozorem! W Polsce taki proceder z pewnością nie skończy się mandatem wynoszącym 280 zł, a raczej zarzutem karnym i w najlepszej opcji wyrokiem więzienia w zawieszeniu. Uniknięcie nawet kilku mandatów za prędkość nie jest tego warte. Zwłaszcza w obliczu faktu, że kierowcy w Polsce mają do dyspozycji dobrze działającego np. Yanosika. Dobrze działającego i dużo bardziej legalnego.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.