Jeździłem po Polsce z nową funkcję Google Maps. Można się naciąć na mandat

Google powoli, ale konsekwentnie poprawia swoje Mapy, dodając kolejne funkcje. Niedawno pojawiła się taka opracowana z myślą o kierowcach. Jak działa wykrywanie ograniczeń prędkości? Google Maps nie można bezgranicznie ufać.

Google Maps to aplikacja-kolos. Aż trudno wymienić wszystkie jej funkcje, ponieważ można w niej robić przeróżne rzeczy, a appka stanowi ogromną bazę danych. To też jedna z ulubionych aplikacji kierowców. Najczęściej wykorzystuje się Mapy jako nawigację, ale mają więcej do zaoferowania niż tylko prowadzenie do celu i informowanie o natężeniu ruchu. W Google Maps użytkownicy mogą np. zaznaczać policyjne kontrole lub utrudnienia na drodze. Jakiś czas temu pojawiła się aktualizacja, która trafiła na telefony większości użytkowników (Google udostępnia aktualizacje falami). To wyświetlanie obowiązującego na danej drodze ograniczenia prędkości.

Zobacz wideo Ten sprzęt poraża wydajnością (i ceną). Co potrafi nowy MacBook Pro? [TOPtech]

Jak działa nowa funkcja Google Maps?

Ograniczenie prędkości wyświetlane jest nie tylko w samej aplikacji na smartfonie, ale także na Mapach Google wyświetlanych na ekranie samochodu za pośrednictwem Apple CarPlay lub Android Auto. Jako że w samochodach testowych zawsze korzystam z Android Auto, a jako nawigacja służy mi właśnie Google Maps to miałem okazję bardzo mocno przetestować nową funkcję.

I jak działa? W większości przypadków bardzo dobrze, ale Google Maps cierpi na ten sam problem, co pokładowe systemy samochodów, które mają kierowcy podpowiadać, jakie jest ograniczenie na danej drodze. Przez większość czasu wszystko jest w porządku, a Mapy perfekcyjnie podają obowiązujący na danej drodze limit. Zdarzają się jednak wpadki. Podczas mojej ostatniej jazdy na Podlasie Mapy uparły się np., że na drodze ekspresowej S8 mogę jechać nie 120 a 140 km/h. Kilka razy zdarzyło mi się też, że Mapy twierdziły, że mogę jechać 90 km/h, a przed chwilą minąłem znak informujący o początku terenu zabudowanego. Innym razem, nie wiedzieć czemu, Mapy uparły się na 30 km/h na krajówce.

Dlatego ograniczenia prędkości wyświetlane przez aplikację zawsze trzeba traktować jako podpowiedź, ale nigdy jako pewnik. Pamiętajcie, że na drodze zawsze najważniejsze są znaki. To one wyznaczają dopuszczalną prędkość. Ani samochodowy system, ani Google Maps, nie mogą być stuprocentowo skuteczne. Przydają się, kiedy mamy wątpliwości albo się zagapimy. Jeśli nagle na ekranie pojawi się 50 km/h, a my jedziemy znacznie szybciej, to lepiej się zastanowić, czy aby nie wjechaliśmy do terenu zabudowanego. Jako taka lampka ostrzegawcza Google Maps sprawdza się znakomicie.

Mandaty za prędkość w 2024 r. Nigdy nie ufaj bezgranicznie

Raz jeszcze podkreślam. Google Maps lub system rozpoznawania znaków są podpowiadaczami i pomocami, ale nigdy nie dają sto procent pewności. Kierowca musi polegać na sobie. Zawsze patrzcie na znaki. Policjanta nie będzie interesować, co wam wskazuje nawigacja. Za szybka jazda to za szybka jazda, a po ostatnim zaostrzeniu taryfikatora mandatów kara może być bardzo dotkliwa.

  • Przekroczenie dopuszczalnej prędkości do 10 km/h – mandat 50 zł i 1 punkt karny,
  • o 11–15 km/h – mandat 100 zł i 2 punkty karne,
  • o 16–20 km/h – mandat 200 zł i 3 punkty karne,
  • o 21–25 km/h – mandat 300 zł i 5 punktów karnych,
  • o 26–30 km/h – mandat 400 zł i 7 punktów karnych,
  • o 31–40 km/h – mandat 800 zł i 9 punktów karnych,
  • o 41–50 km/h – mandat 1000 zł i 11 punktów karnych,
  • o 51–60 km/h – mandat 1500 zł i 13 punktów karnych,
  • o 61–70 km/h – mandat 2000 zł i 14 punktów karnych,
  • o 71 km/h i więcej – mandat 2500 zł i 15 punktów karnych.

W przypadku piratów-recydywistów mandat może być nawet dwukrotnie wyższy. System podwójnych kar w przypadku mandatów za prędkość zaczyna działać od ponad 30 km/h za dużo na liczniku. To oznacza, że możliwy jest nawet mandat w wysokości 5000 zł, ale mam nadzieję, że akurat naszym czytelnikom on nie grozi.

Google Maps. Na telefonie jest jeszcze jedna funkcja związania z prędkością

Jeśli to smartfonowa aplikacja służy wam za nawigację, to na pewno zauważyliście małe kółeczko z waszą prędkością. Google Maps wylicza prędkość, z jaką się poruszacie. To przydatna funkcja. Zwłaszcza teraz, kiedy obok wyświetlane jest także ograniczenie prędkości. Od razu widać, że możemy łamać przepisy. Co ciekawe, wskazania prędkości z nawigacji są bardzo często dużo dokładniejsze niż samochodowy prędkościomierz. Ten zwykle przekłamuje i zawyża prędkość o kilka km/h.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.