Sąd odmówił wydania listu żelaznego sprawcy wypadku na A1. Decyzja jest ostateczna

Sąd apelacyjny w Łodzi podtrzymał decyzję o odmowie wydania listu żelaznego kierowcy bmw m8 Sebastianowi M., który jest oskarżony o spowodowanie wypadku na autostradzie A1. Zginęła w nim trzyosobowa rodzina. Wciąż nie wiadomo, co z jego ekstradycją do Polski.

Mimo że tragiczny wypadek na autostradzie A1 wydarzył się prawie cztery miesiące temu, postępowanie sądowe w tej sprawie utknęło w martwym punkcie. Główne powody to: ucieczka oskarżonego o jego spowodowanie kierowcy bmw do Zjednoczonych Emiratów Arabskich i wnioski składane przez obie strony postępowania.

Zobacz wideo Niebezpieczny wypadek na obwodnicy Lublina. Nie popełnij tego błędu!

Z formalnym postawieniem zarzutów sąd musi poczekać do sprowadzenia 31-letniego łodzianina do Polski, co może nastąpić dopiero po zakończeniu procedury ekstradycyjnej, która się ślimaczy. Oficjalnie wiadomo o niej tylko to, że jest w toku. Oprócz opieszałości arabskiego sądu w podjęciu decyzji o ekstradycji postępowanie opóźniają liczne wnioski składane przez różne strony.

Przypomnijmy, że wypadek wydarzył się 16 września 2023 roku na autostradzie A1 w powiecie piotrkowskim. Samochód bmw m8, którym jechał Sebastiana M. razem z dwoma pasażerami, uderzył z dużą prędkością w inne auto: kię ceed. W wyniku zderzenia stanęło w płomieniach, a wszyscy, którzy nim jechali, zginęli na miejscu. W środku było małżeństwo z pięcioletnim synem.

 Od razu po wypadku na A1 policja pominęła temat bmw. To wzbudziło uzasadnione podejrzenia

Od początku wypadkowi towarzyszą różne niejasności i kontrowersje. Wielu specjalistów uważa, że zarówno policja, jak i prokuratora popełnili wiele błędów. Tak sądzi m.in. były minister sprawiedliwości prof. Zbigniew Ćwiąkalski, który powiedział dziennikarzowi "Wyborczej", że nawet jeśli brakowało podstaw do zatrzymania kierowcy bmw bezpośrednio po wypadku, trzeba było uniemożliwić jego wyjazd z kraju do czasu wyjaśnienia okoliczności. Zatrzymanie albo aresztowanie może nastąpić dopiero po postawieniu zarzutów, a żeby to zrobić, prokuratura musi mieć dowody popełnienia przestępstwa. Jednak już wcześniej można było poddać go obserwacji. Przemawiały za tym kontrowersyjne okoliczności tego zdarzenia, podwójne obywatelstwo (polskie i niemieckie) kierowcy bmw oraz jego wysoki status majątkowy. Z wymienionych powodów ryzyko ucieczki z kraju Sebastiana M. było wysokie.

Poza tym opinię publiczną bulwersuje fakt, że sprawca nie został zatrzymany już po wypadku, bo uważa, że zarzuty można było postawić bezpośrednio po tym zdarzeniu. Prokuratura Okręgowa w Piotrkowie Trybunalskim postawiła zarzut spowodowania śmiertelnego wypadku po 12 dniach, a dopiero kolejnego dnia, został wystawiony nakaz aresztowania łódzkiego przedsiębiorcy. To dało mu czas na ucieczkę, w związku z czym natychmiast pojawiły się rozmaite domysły sugerujące nielegalną pomoc sprawcy. Pożywką dla nich był m.in. pierwszy komunikat, w którym policja twierdziła, że kia najechała na barierki z niewyjaśnionych przyczyn, ale na zdjęciu, które mu towarzyszyło było bmw m8 z rozbitym przodem.

Prokuratura zbierała dowody, a w tym czasie Sebastian M. uciekł do Dubaju

W następnych dniach w mediach społecznościowych i tradycyjnych pojawiło się mnóstwo nowych informacji, m.in. filmów z samochodowych kamerek i symulacji, z których wynikało, że kierowca bmw jechał z ogromną prędkością, przekraczającą 300 km/h. Potem kiedy biegłym wreszcie udało się wydobyć dane z czarnej skrzynki auta, te spekulacje potwierdził minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Poza tym dowiedzieliśmy się o wcześniejszych przypadkach brawurowej jazdy właściciela bmw m8. Sebastian M. przy pomocy serwisu tuningowego dodatkowo podniósł moc silnik, mimo że już fabrycznie wynosiła ponad 600 KM. Bezpośrednio przed wypadkiem sportowe auto mogło osiągać nawet moc 900 KM.

Po postawieniu zarzutu spowodowania wypadku Sebastian M. zniknął i odnalazł się dopiero 4 października 2023 r. Został zatrzymany w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie dostał się przez Niemcy i Turcję, a zamierzał przemieszczać się jeszcze dalej. Najprawdopodobniej do tej pory przebywa w dubajskim areszcie, choć brak na to niezbitych dowodów. W tym czasie do Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim i Sądu Apelacyjnego w Łodzi wpłynęło wiele wniosków. Ich rozpatrywanie również wydłuża postępowanie. Pierwszy z nich dotyczący wydania listu żelaznego złożył obrońca Sebastiana M., znany łódzki prawnik Bartosz Tiutiunik.

Po co sprawcy wypadku na A1 list żelazny? Sąd też się nad tym zastanawiał

Taki list gwarantowałby oskarżonemu, że pozostanie na wolności do czasu wydania prawomocnego wyroku. 17 listopada 2023 r. ten wniosek został rozpatrzony odmownie, ale adwokat złożył zażalenie na tę decyzję do sądu apelacyjnego. Jak dowiedzieli się dziennikarze "Wyborczej" z Łodzi, 10 stycznia 2024 r. sąd apelacyjny utrzymał w mocy orzeczenie sądu okręgowego, w związku z czym stało się prawomocne. W ciągu siedmiu dni zostanie sporządzone pisemne orzeczenie w tej sprawie.

Dodatkowo do sądu wpłynął wniosek złożony przez pełnomocnika ofiar wypadku i dotyczy zmiany kwalifikacji czynu ze śmiertelnego wypadku na zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Za takie przestępstwo grozi nawet kara dożywotniego więzienia, ale ostatnia decyzja sądu w sprawie innego pirata drogowego pokazuje, że to nie zawsze jest dobry pomysł. Robert N. ps. "Frog" niedawno został uniewinniony z zarzutu "sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym", bo to wymaga narażenia na takie niebezpieczeństwo w tym samym czasie wielu osób. Podobnie może być z zamiarem zabójstwa z zamiarem ewentualnym, bo takie intencje trzeba oskarżonemu udowodnić przed sądem. Jeśli się nie uda tego zrobić, również zostanie uniewinniony.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.