Zatrzymał się we mgle na moście. Ledwo uciekł spod kół betoniarki [WIDEO]

Kanadyjski kierowca zatrzymał pikapa na środku mostu i we mgle. Na pewno nie zrobił tego bez powodu, ale przy okazji ściągnął na siebie ogromne niebezpieczeństwo. Gdyby nie potrafił szybko biegać, pewnie już by nie żył.

Na moście Port Mann w Vancouver wydarzyła się bardzo niebezpieczna kolizja. Sytuacja została uchwycona przypadkiem przez kamerę tesli. Po raz kolejny można by napisać, że kierowca pikapa "oszukał przeznaczenie", gdyby nie to, że chwilę wcześniej sam sprowadził na siebie śmiertelne niebezpieczeństwo. Całe szczęście udało mu się go uniknąć.

Zobacz wideo

Więcej wiadomości na temat bezpieczeństwa na drogach przeczytasz na stronie Gazeta.pl

Co dokładnie się wydarzyło na moście prowadzącym przez rzekę Fraser w Kolumbii Brytyjskiej w ten mglisty dzień? Trudno powiedzieć, ale na kolizję na pewno złożyło się kilka czynników. Pierwszym jest właśnie silna mgła, która bardzo ograniczyła widoczność. Drugim ewidentna awaria przyczepy, którą ciągnął za sobą pikap ford super duty f-250/f-350. Chodzi o dwuosiową przyczepkę-wywrotkę z tzw. kiprem, czyli hydraulicznie podnoszoną platformą, która ułatwia opróżnianie powierzchni transportowej z luźnej zawartości. To ważne, bo pośrednią przyczyną zderzenia była jej podniesiona platforma.

Co wydarzyło się na moście w Vancouver? Zderzenie wywołał splot wielu okoliczności

Być może uniosła się w czasie jazdy w wyniku jakiejś awarii. Bardzo prawdopodobne, że kierowca to zauważył i zdecydował się zatrzymać pikapa z prawej strony jezdni. Problem w tym, że droga była praktycznie pozbawiona pobocza, przez co musiał zrobić to na prawym pasie. Właśnie dlatego na mostach obowiązuje całkowity zakaz zatrzymywania się.

W dodatku kierowca pikapa wysiadł z niego tuż przed wypadkiem. To, że włączył światła awaryjne, zobaczyliśmy na wideo dopiero kilkanaście metrów od niego. Tak samo musiało być w przypadku kierowcy potężnej betoniarki, która nadjeżdżała prawym pasem. Silna mgła ograniczyła widoczność, a dodatkowo światła zasłoniła uniesiona platforma przyczepki. Trudno orzec, czy właściciel pikapa włączył światła awaryjne dopiero w ostatniej chwili, gdy stał na zewnątrz pojazdu. Pewnie zrobił to wcześniej, ale kiedy kierowca ciężarówki je zobaczył, było za późno na skuteczne wyhamowanie.

 

Właściciel pikapa podjął kilka dyskusyjnych decyzji. Kierowca betoniarki zachował się wzorowo

W ciągu następnych kilka sekund wydarzyło się kilka rzeczy. Kierowca betoniarki zaczął gwałtownie hamować. Szybko zorientował się, że nie ma szans tego zrobić, dlatego próbował ominąć stojący zestaw i wykonać tzw. test łosia, czyli manewr polegający na ominięciu przeszkody i powrocie na zajmowany wcześniej pas ruchu. W przypadku pojazdu ciężarowego to nigdy nie jest łatwe, a w tym konkretnym sytuację pogorszył właściciel pikapa uciekający przez zbliżającym się do niego ciężkim pojazdem. To dodatkowo utrudniło manewr omijania, bo kierowca nie chciał go potrącić. Trudno powiedzieć, czy w innym przypadku udałoby mu się bezpiecznie dokończyć manewr. To wątpliwe, bo nawet gdyby ominął pikapa, raczej nie wyprowadziłby ciężarówki z poślizgu. Za to jest spora szansa, że nie zawadziłby przyczepy.

Na pewno nie postawiłbym na to swojego życia i tak samo zrobił właściciel forda super duty. Sprawnie uciekł przed wywrotką, a potem tylko rozłożył bezradnie ręce, jakby chciał powiedzieć: "Skąd miałem wiedzieć, że to tak się skończy?". Być może jednak mógł się tego domyślić i dojechać swoim zestawem do miejsca, w którym da się bezpiecznie zatrzymać. Na pewno w takich warunkach włączenie świateł przeciwmgielnych podniosłoby poziom bezpieczeństwa. Niestety w większości stanów USA oraz prowincji Kanady, włącznie z Kolumbią Brytyjską, takie wyposażenie nie jest obowiązkowe, chociaż dozwolone (reguluje to ustawa "Motor Vehicle Act"). W Polsce zgodnie z prawem musi je mieć również samochodowa przyczepka. Teraz już wiemy dlaczego.

 
Więcej o:
Copyright © Agora SA