Drogowa wściekłość w chevrolecie spark nie skończyła się dobrze dla jego kierowcy [WIDEO]

Pewien kierowca chevroleta sparka z USA z Tennesee miał bardzo bojowe nastawienie. Walka na drodze skończyła się dla niego źle, ale jej finał mógł być znacznie gorszy.

W Stanach Zjednoczonych Ameryki to raczej wielkie pikapy kojarzą się z pojęciem wściekłości drogowej (ang. road rage), bo za ich kierownicami właściciele czują się wyjątkowo pewnie. Tym razem było inaczej. W miejscowości Clarksville w stanie Tennessee mały chevrolet spark stoczył samotną walkę z amerykańskimi "ciężarówkami" i... przegrał, ale wygrał życie.

Więcej wiadomości z dróg całego świata znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Chevrolet spark jest miejskim samochodem, który nie kojarzy z się z szerokimi amerykańskimi drogami. Dwie pierwsze generacje były kuzynami niegdyś bardzo popularnego w Polsce modelu Deawoo Matiz. Ich następcą, modelem trzeciej generacji (wytwarzanej w latach 2009-2015, a w Uzbekistanie do 2022 r.) jechał antybohater poniższego filmu. W maju 2023 roku kierowcę takiego pojazdu zdenerwował korowód pikapów (m.in Ford F-150) i SUV-ów jadących lewym pasem dwujezdniowej drogi. Dopiero niedawno film trafił do internetu. Dzięki temu już wiemy, czego nie należy robić małym autem. A najlepiej żadnym.

Zobacz wideo Potrącenie pieszego na przejściu w Garwolinie

Kierowca chevroleta chciał straszyć innych, ale przeraził siebie

Nie wiadomo, co wydarzyło się chwilę wcześniej, ale z powodu nieoczekiwanego rozwoju sytuacji właściciel chevroleta sparka najwyraźniej postanowił postraszyć szofera jednego z większych aut. Wyprzedził go z prawej strony, a potem zajechał mu drogę. Wygląda na to, że chciał mu tylko "dać nauczkę". Przynajmniej taki musiał być jego pierwotny plan. Wrażenie to potęguje zawadiacko wystawiony przez okno łokieć kierowcy sparka.

Niestety lekko przesadził i zapomniał, że jego auto nie jest wyposażone w systemy aktywnego bezpieczeństwa, poza ABS-em. Niechcący trącił tylną częścią swojego auta przód znacznie cięższego samochodu, a fizyka zrobiła resztę. Żółta iskierka wykonała efektowny piruet. Połączenie takich cech jak niska masa własna i krótki rozstaw osi sprawiły, że auto wystrzeliło jak katapulty i wykonało mimowolny manewr znany jako "altonen".

 

Podobny manewr opracował Rauno Aaltonen. 60 lat temu stosował go na rajdach

Celowy obrót auta o 360 stopni został nazwany właśnie tak, bo wymyślił go i stosował w praktyce słynny fiński kierowca rajdowy i szkoleniowy Rauno Aaltonen w latach 60 XX w. Manewr służył do gwałtownego wyhamowania samochodu w sytuacji ograniczonej przyczepności. Ta sztuczka dalej działa, co można obejrzeć na załączonym wideo. Spark zatrzymał się wyjątkowo gwałtownie na poboczu. Niestety to efekt szczęścia, a nie sprawności kierowcy, chociaż trzeba przyznać, że próbował poprawnie skontrować, ale zaczął zbyt późno i za wolno. Nie musiałby tego robić w ogóle, gdyby chwilę wcześniej zachował zdrowy rozsądek.

Nie powinno się zaczepiać osób znacznie większych od siebie, bo to najczęściej kończy się źle dla agresora. Tak samo nierozsądne jest zajeżdżanie drogi dużo cięższym autom, nawet jeśli chodziło o postraszenie innego kierowcy. Gdyby nie łut szczęścia chevrolet spark zostałby zgnieciony przez przód potężniejszego pojazdu, a kierowca nie wyszedłby cało z takiej opresji. Najbardziej budujący jest fakt, że kierowcy, którym chciał zaszkodzić właściciel chevroleta sparka, mimo to natychmiast zatrzymali się, żeby sprawdzić, czy nic mu się nie stało.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.