Ekstremalnie rzadkie Ferrari rozbite we Włoszech. 60-latek jechał do sklepu...

Klasyczne Ferrari jest tak samo piękne i niesamowite, jak... niebezpieczne. Przekonał się o tym 60-letni właściciel żółtego 275 GTB. Auto zakończyło niewinną przejażdżkę w rowie. Kierowcy nic się nie stało. Tego samego nie da się jednak powiedzieć o aucie.

Drogowe ciekawostki znajdziesz również w tekstach publikowanych w serwisie Gazeta.pl.

Ferrari 275 GTB jest prawdziwie cudowne. I decyduje o tym co najmniej kilka powodów. Po pierwsze to bezpośredni następca legendarnego 250 GTO. Po drugie samochód w wersji coupe został zaprojektowany przez Pininfarinę. Po trzecie między rokiem 1964 a 1966 powstały zaledwie 442 egzemplarze. Po czwarte samochody w świetnym stanie są wyceniane często na 3 mln dolarów, czyli prawie 13 mln zł.

Zobacz wideo Koszalińska policja zatrzymała złodziei ferrari. A tak wyglądała jego kradzież. Złodzieje wyprowadzili samochód ze strzeżonego parkingu

Następca legendarnego 250 GTO ma 284 konie. Tylko czy aż?

Nadwozie? To dzieło sztuki. Obłe kształty, długa maska, światła schowane w obrysie błotników, i boczne wloty powietrza przypominające skrzela rekina. A przecież znaczący element magii tego pojazdu ukrywa się pod maską. Włosi wybrali do napędu 3,3-litrowy silnik V12 z serii Tipo 213 wyposażony w zestaw gaźników. Ten oferuje 284 konie mechaniczne i 255 Nm momentu obrotowego. Z dzisiejszego punktu widzenia takie wartości mogą nie robić wrażenia. Pamiętajmy jednak, że auto powstało w roku 1964. W tamtym czasie popularne auto rodzinne, a więc Pięćsetka, oferowało 13,5 konia mechanicznego... 275 GTB było zatem przeszło 20-razy mocniejsze!

V-dwunastka Ferrari nie powarkuje. Ona dosłownie wrzeszczy! A dodatkowo rozpędza coupe do pierwszej setki w 6 sekund i osiąga nawet 246 km/h. Z uwagi na osiągi i prostotę technologii, nie jest to jednak samochód łatwy do prowadzenia. Systemy trakcyjne? Nie liczcie na nie. Mówimy o latach 60. XX wieku. Ten pojazd nie ma nawet wspomagania układu kierowniczego czy hamulców. Tu jeden błąd drogowy może się okazać kosztowny. I w tym przypadku taki właśnie był.

Żółte Ferrari jest uszkodzone. Kasacji jednak nie będzie

Serwis IlPiacenza donosi, że w okolicy San Rocco al Porto we Włoszech, pewien 60-latek postanowił wybrać się swoim Ferrari 275 GTB na zakupy do pobliskiego marketu. Po dokonaniu sprawunków i w czasie opuszczania parkingu mężczyzna stracił panowanie nad pojazdem. W efekcie żółte coupe wylądowało na drewnianym płocie. Kierujący nie odniósł żadnych obrażeń. Niestety tego samego nie da się powiedzieć o aucie. Uszkodzeniu uległ zarówno przód, jak i błotnik po stronie pasażera. A możemy mówić głównie o widocznych uszkodzeniach. Co z zawieszeniem i silnikiem czy układem przeniesienia napędu?

Naprawa żółtego Ferrari 275 GTB rozbitego we Włoszech z pewnością będzie droga. Całe szczęście uszkodzenia nie są przesadnie poważne. Po drobnych poprawkach blacharskich i ewentualnie naprawie mechanicznej pojazd powinien wrócić na drogi. A jego właściciel będzie miał nauczkę. Uważniej będzie dawkował gaz lub puszczał sprzęgło podczas włączania się do ruchu.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.