Tanie paliwo w Polsce. Eksperci straszą, że od października podrożeje nawet o 2 zł/l

Eksperci nie pozostawiają żadnych złudzeń. Aktualne ceny paliw w Polsce są oderwane od rzeczywistości. Orlen nie może długo udawać, że nie dostrzega wzrostów na rynkach światowych. A to musi oznaczać jedno. Nieuchronne i rychłe podwyżki.

O sytuacji na rynku paliwowym opowiadamy również w tekstach publikowanych w serwisie Gazeta.pl.

Już jedno spojrzenie na pylon umieszczony przed polską stacją paliw sprawia, że na twarzy kierowcy może pojawić się uśmiech. Ten będzie większy, gdy prowadzący uświadomi sobie, że o ile Polsce za litr paliwa trzeba zapłacić około 6 zł, dla przykładu Niemcy płacą już jakieś 8,5 zł. To nie różnica. To rażąca dysproporcja. Warto jednak zdawać sobie sprawę z tego, że zjawisko nie wynika z mocy polskiej gospodarki czy siły naftowego giganta z biało-czerwoną flagą w tle. To sztuczny zabieg.

Zobacz wideo

6 zł za litra paliwa. Orlen nie robi na tym żadnego interesu!

Kwota 6 zł, którą polski kierowca musi zapłacić za litr oleju napędowego lub benzyny, to celowy zabieg Orlenu przed wyborami. Państwowy koncern, który jest dominującym graczem w kraju i do którego należy 65 proc. rynku, może narzucać stawki i to właśnie robi. Wszyscy powoli budzą się jednak z tego snu. Bo skoro ceny ropy na rynku światowym rosną, powinny też rosnąć ceny paliw w Polsce. Tym bardziej, że jak podkreśla Dariusz Czopek, zarządzający Polaris FIZ w rozmowie z serwisem Money.pl, "z komunikatów, które obecnie płyną z Orlenu, nie wynika, by koncern kupował ropę po jakiejś szczególnie korzystnej cenie. Kupuje ją po cenie rynkowej". W efekcie na cenie 6 zł za litr nie robi żadnego interesu.

Ceny paliw w Polsce są sztucznie zaniżane. A to nie jest jedyny problem

W sprawie zaniżania cen paliw w Polsce pojawia się jednak coraz więcej światowych głosów. Operator paliwowy Circle K w oświadczeniu dotyczącym polskiego rynku i wysłanym do dziennikarzy Bloomberga mówi o "ograniczonej dostępności paliw na rynku hurtowym" i "sztucznie zaniżonych cenach". W skrócie Orlen chce zmusić inne sieci do importu paliwa, a jednocześnie odbiera im możliwość zarabiania na sprzedaży, dyktując rażąco niskie stawki. Tej sytuacji przyglądają się już organy europejskie. Mówią o możliwości naruszenia zasad wewnętrznej konkurencji. A ewentualne postępowanie Komisji Europejskiej mogłoby zakończyć się karami.

Kary z KE byłyby pewnie liczone w setkach milionów euro. Nie to jest jednak największym problemem dla kierowców. Powinno ich martwić to, że bańka kiedyś musi pęknąć. Nie da się sztucznie utrzymywać cen latami. A to będzie oznaczać nieubłagane podwyżki.

Ceny paliw w końcu będą musiały zacząć rosnąć. Pytanie zatem o dynamikę tych wzrostów

Korzystając z siły porównania, można stwierdzić, że z aktualną ceną paliw w Polsce jest trochę jak z kursem franka szwajcarskiego. Rząd szwajcarski sztucznie torpedował go do momentu uzyskania określonych celów fiskalnych. Gdy te zostały zrealizowane, kurs puszczono wolno. A jak to się skończyło, wie każdy, kto zaciągnął kredyt hipoteczny w tej walucie. Z cenami paliw po wyborach będzie podobnie. Choć nieco inaczej może wynikać sama dynamika zmiany cen. Eksperci podkreślają to bardzo wyraźnie.

Zmiana zajmie bardziej tygodnie niż dni, ale kierunek może być tylko jeden. Wzrost cen. Pytanie tylko o dynamikę – powiedział w rozmowie z redakcją Money.pl Grzegorz Maziak, redaktor naczelny e-petrol.pl.

O ile po wyborach wzrosną ceny paliw w Polsce?

No dobrze, podwyżki są pewnikiem. I nawet jeżeli zostaną rozciągnięte w czasie, to finalnie oznaczają i tak znaczące sumy. Jak znaczące? Eksperci nie mają złudzeń. Cena każdego litra paliwa może się zwiększyć nawet o przeszło 20 proc.

Biuletyny Unii Europejskiej pokazują, że dzisiaj cena oleju napędowego jest niższa od średniej o 25 eurocentów. Zawsze byliśmy blisko tej średniej. To oznacza jedno. Cena paliwa powinna być o 1,30-1,40 zł wyższa. Tyle powinniśmy doliczyć do dzisiejszej ceny 6 zł. Dlatego moim zdaniem po wyborach paliwo będzie dążyć do ceny 7,50 zł – wskazuje Dariusz Czopek, zarządzający Polaris FIZ w rozmowie z serwisem Money.pl.

A powyższa analiza i tak jest bardziej optymistyczną wersją prognoz cenowych. Anonimowy analityk w rozmowie z Money.pl wskazuje bowiem, że "ceny paliw – zarówno benzyny jak i oleju napędowego – będą musiały niedługo wzrosnąć o około 2 zł za litr, by dopasować się realiów ekonomicznych". Realiów ekonomicznych, czyli rosnących cen ropy i słabnącego złotego. Może się zatem okazać, że szybciej niż nam się wydawało, dogonimy Niemców. Ale na taką opcję może być też przygotowana oficjalna propaganda. Pewnie będzie nas przekonywała o tym, że mamy drogie paliwo, bo nas na nie stać. Ono nam się należy! Tak nam się przecież dobrze żyje.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.