Małe i tanie auta na dłużej. Unia Europejska odracza wprowadzenie normy Euro 7

W 2025 roku na terenie UE miała wejść w życie bardzo radykalna norma emisji Euro 7. Kraje członkowskie jednak się temu przeciwstawiły, więc dla najtańszych i małych aut spalinowych okazał się łaskawy. Tak szybkie wejście w życie przepisów wstrzymałoby nieopłacalną produkcję takich pojazdów.

Więcej ciekawych tekstów znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Poniedziałek Rada Unii Europejskiej przegłosowała złagodzenie normy Euro 7. Propozycję obniżenia wymagań wobec aut spalinowych przedstawiła Hiszpania, którą poparły pozostałe państwa członkowskie. 

Zobacz wideo Doskonałe jedzenie, piękna architektura i emocjonująca motoryzacja. We Włoszech jest region, który skupia w sobie te trzy rzeczy [autopromocja]

Rozporządzenie o homologacji typu pojazdów silnikowych i silników oraz układów, części i oddzielnych zespołów technicznych przeznaczonych do tych pojazdów w odniesieniu do emisji zanieczyszczeń i trwałości akumulatorów jest znane jako Euro 7. Jest pierwszym, jakie obejmowałoby zarówno samochody osobowe, dostawcze i ciężarowe w jednym akcie prawnym. Jego celem jest dalsze obniżenie emisji zanieczyszczeń powietrza wynikającego z transportu drogowego.

Jednogłośna decyzja ministrów. Będą negocjacje z PE i KE

Porozumienie osiągnięte w Brukseli pozwala na przystąpienie procesu negocjacyjnego z pozostałymi organami unijnymi, tj. Parlament Europejski i Komisja Europejska. Oznacza to światełko w tunelu dla producentów najtańszych spalinowych kompaktów, których produkcja w świetle tych przepisów przestałaby się opłacać już za dwa lata.

Przyjęte stanowisko „zachowuje równowagę między rygorystycznymi wymogami dotyczącymi emisji z pojazdów a dodatkowymi inwestycjami dla przemysłu w momencie, gdy europejscy producenci samochodów przechodzą transformację w kierunku produkcji samochodów bezemisyjnych"

- poinformowała Rada UE na swojej stronie internetowej

Euro 7 zbyt mało korzystne dla środowiska? Producenci argumentują

Motoryzacyjne konsorcja tłumaczą, że wprowadzenie tej normy w pierwotnej wersji już w 2025 r. niosłoby ze sobą zbyt małe korzyści dla klimatu w stosunku do poniesionych przez nich kosztów. Co oznaczałoby to dla klientów? Przede wszystkim ogromne podwyżki w ofercie producentów i najpewniej, rychły koniec silników wysokoprężnych w autach osobowych.

Wciąż obserwujemy, jak segmenty A i B "okopują się w defensywie". Ich produkcja przestałaby jakkolwiek się kalkulować, więc oznaczałoby to koniec dla takich samochodów. Mimo wszystko są one najtańszą propozycją na rynku, dzięki czemu nadal przyciągają chętnych. Do decyzji Rady odniosło się również Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów (ACEA). 

Stanowisko państw członkowskich stanowi poprawę w stosunku do propozycji Komisji Europejskiej dotyczącej normy Euro 7, która była całkowicie nieproporcjonalna, powodując wysokie koszty dla przemysłu i klientów, przy ograniczonych korzyściach dla środowiska

- oznajmiła Sigrid de Vries, dyrektor generalna ACEA

Twierdzi również, że kierunek dalszych testów dla normy Euro 6 jest rozsądny, a przeskok do kolejnego etapu już za dwa lata byłby zbyt wielkim szokiem dla całego rynku motoryzacyjnego. Wymagałby ogromnych dodatkowych inwestycji ze strony unijnego przemysłu w czasie, gdy wszystkie swoje zasoby przeznacza on na dekarbonizację. Źródło: IBRM Samar, europa.eu

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.