Prawo Bronxu. Kradzież felg z Lamborghini. Supersamochód na skrzynkach

Choć to coraz rzadszy widok, to w Polsce wciąż zdarza się trafić na widok auta bez kół pozostawionego na cegłach. Jednak kradzież felg z Lamborghini Huracana? To mogło przytrafić się tylko w USA.

Więcej ciekawych tekstów znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Widok samochodu pozostawionego bez felg to mimo wszystko relikt przeszłości. Dziś niezwykle trudno ukraść samochodowe felgi ze względu na stosowanie specjalnych śrub, których odkręcenie bez specjalistycznego sprzętu graniczy wręcz z cudem. Tymczasem w Nowym Jorku taki widok zastał właściciela Huracana.

Zobacz wideo Kierowca lamborghini miał tylko odprowadzić auto. Robił to, pędząc 224 km/h

Powrót do przeszłości. Prawo Bronxu wiecznie żywe

Takie obrazki pasowałyby bardziej do Bronxu z przełomu lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Nowojorski okręg czasy upadku ma już dawno za sobą. Jednak demony przeszłości dopadły włoski supersamochód z V10 pod maską. Na portalu TikTok trafiliśmy na nagranie ukazujące pojazd bez kół, postawiony na plastikowych skrzynkach. Okazuje się, że są one wytrzymalsze, niż mogłoby nam się zdawać.

Choć pozostawienie Lamborghini na miejscu parkingowym przy ruchliwej ulicy nie należy do wcale do najbezpieczniejszych praktyk, to jednak bilet postojowy powinien być gwarancją jako takiej pewności. Tymczasem świstek papieru nie uratował właściciela przed niespodzianką.

Przeglądając ogłoszenia w sieci dowiadujemy się, że zestaw kół do Huracana może kosztować nawet 6 tys. dolarów i to bez opon. Takiego ogumienia nie dostaniemy w pierwszym lepszym serwisie samochodowym. Wychodzi więc na to, że złodziej trafił na naprawdę cenny łup. 

Grande strategia. Lekcja dla zespołów F1

Choć stanowczo nie pochwalamy tego czynu, to nie możemy wyjść z podziwu, jak sprawcy udało się dokonać grabieży kół. A umieszczenie go na plastikowych skrzynkach na mleku? Konstruktorski majstersztyk. I to wszystko bez choćby grama podejrzeń i z dala od widoku świadków. Część zespołów Formuły 1 mogłaby się uczyć tak sprawnej wizyty w alei serwisowej. Efekt prac złodzieja możemy "podziwiać" na poniższym nagraniu: 

Na ten moment wciąż nie wiemy o postępach w poszukiwaniach sprawcy. Właściciela Lamborghini czeka nieprzewidziany zakup, ale kto wie. Może trafi w sieci na swoją własność? Zgadujemy, że wiedzę o serwisach sprzedażowych i aukcyjnych ma już w małym palcu. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.