Czy Dodge Challenger potrafi pływać? Ten tak. Zamiast opon ma 72-calowe koła młyńskie

Czy kolor czerwony pasuje do błękitnego? Na szczęście to pytanie nie zwiastuje porad modowych. To raczej zaduma nad tym, czy krwisty Dodge Challenger, będzie umieć pływać w niebieskich wodach oceanu. Sprawdźcie.

Motoryzacyjne ciekawostki publikujemy również w tekstach zamieszczanych w serwisie Gazeta.pl.

Dodge Challenger SRT Hellcat być może jest zbyt ciężki. Być może okazuje się masywny, ale z pewnością nie brakuje mu mocy. 6,2-litrowy silnik V8 oferuje 717 koni mechanicznych. A to nadal nie koniec, bo moment obrotowy dostarczany przez jednostkę HEMI z kompresorem sięga już 889 Nm.

Zobacz wideo 18-latek ulicami miasta jeździł motocyklem na jednym kole

Youtuber nauczył Challengera SRT Hellcat pływać

Najmocniejszy Challenger potrafi rozpędzić się do 100 km/h w 3,4 sek. Ten wynik jest jednak aktualny wyłącznie na drodze asfaltowej. Co się dzieje na wodzie? Jak bardzo głupie nie wydawałoby się to pytanie, w USA znalazł się człowiek, który postanowił to sprawdzić. Youtuber WhistlinDiesel przerobił swojego Challenger SRT Hellcat na łódź. Pojazd otrzymał platformę wypornościową pod podwozie, a jego koła napędowe zamieniły się w 72-calowe koła młyńskie. Skutek? Zaskakująco dobry.

 

Chociaż modyfikacje nie ograniczyły się tylko do tego. Cody Detwiler, a więc twórca kanału WhistlinDiesel, w czasie wodnej "przejażdżki" zdradził, że Dodge ma również karbonowe panele na konsoli centralnej. To oznacza oszczędność masy? Raczej nie, zwłaszcza że mówimy o aucie, które waży ponad 2 tony. To mniej więcej tyle, co 4-litrowe Audi A8.

Challenger SRT Hellcat zostawiał za sobą fontanny oceanicznej wody

WhistlinDiesel zwodował swojego czerwonego Challengera SRT Hellcat. I co ważne, auto nie poszło od razu na dno. Youtuber odpalił zatem bulgoczącą V-ósemkę i ruszył w drogę po nadbrzeżu błękitnego Pacyfiku. Dodge zdecydowanie nie stał się łodzią motorową. Prędkość osiągnięta na wodzie była raczej symboliczna. Tu kluczowe były jednak inne rzeczy. Po pierwsze wrzask V-ósemki po głębszym wciskaniu gazu. Po drugie fontanna wody, która wydobywała się zza kół młyńskich podczas przyspieszania na wodzie.

Zanim WhistlinDiesel mógł zwodować auto i odpłynąć z portu, sytuację postanowili skontrolować funkcjonariusze policji. Pojawili się na miejscu i najpierw zapytali kierowcę o jego zamiary, a później obserwowali sytuację z nadbrzeża.

Ostatnio poszło gorzej. Ferrari spłonęło, a razem z nim Chrysler

Całe szczęście tym razem Cody`emu Detwilerowi pomysł na nietypowe wykorzystanie auta wyszedł zdecydowanie lepiej. Poprzednio próba jazdy Ferrari F8 Tributo po świeżo skoszonym polu prawdopodobnie kukurydzy wyszła zdecydowanie gorzej. Rozgrzane hamulce auta spowodowały... pożar. W jego wyniku spłonęło nie tylko 720-konne Ferrari warte 2 mln zł. Zapalił się również stojący obok samochód służący do przewożenia sprzętu. Autem tym był prawie nowy Chrysler Pacifica.

Chociaż Challenger SRT został przez youtubera ostatecznie także zamęczony. Tyle że już po wyjechaniu z wody. Ekipa nie zdemontowała w aucie napędu składającego się z 72-calowych kół młyńskich. To jednak nie przeszkodziło Cody`emu w kręceniu bączków na torze do momentu, w którym koła zostały dosłownie starte. Rozleciały się. Takie nagranie was śmieszy? Mnie raczej nie. Szkoda, że ten chłopak nie ma szacunku do wspaniałych aut, z którymi ma styczność. Szkoda, że zamiast dzielić się nimi ze światem, po prostu je kasuje.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.