Zmienił swoje Lamborghini Urus w potwora 6x6. Poszedł o jedną... oś za daleko

Pewien Amerykanin totalnie zniszczył właściwości jezdne i osiągi swojego Lamborghini Urusa. I powiem więcej, zrobił to za naprawdę duże pieniądze. Chodziło o właściwości terenowe? Patrząc na opony zamontowane w aucie, spokojnie można to wykluczyć.

Ciekawostki dotyczące samochodów znajdziesz również w tekstach publikowanych w serwisie Gazeta.pl.

Kierowcy, którzy mieli pieniądze i chcieli się drogowo wyróżnić, mieli niezwykle łatwą sytuację w latach 90. XX wieku w Polsce. Do rzucania się w oczy często wystarczył fabrycznie nowy samochód segmentu D. Dziś nawet Urus nie gwarantuje, że kierujący zrobi furorę. W ciągu godziny przez centrum takiej Warszawy przejeżdża pewnie kilka takich SUV-ów.

Zobacz wideo Złodzieje wpadli przez prędkość. Skradziony SUV miał trafić na Litwę

Urus otrzymał lifting tyłu. Zamiast nowych lamp dodatkowa oś napędowa

Skoro Urus nie rzuca się w oczy w Warszawie, z pewnością nie zrobi na nikim wrażenia także w Stanach Zjednoczonych. Właściciel czerwonego Lambo znalazł jednak sposób na wyróżnienie się. Zaprowadził włoskiego SUV-a do warsztatu i tam poprosił mechanika o... wydłużenie karoserii oraz dołożenie dodatkowej tylnej osi. Pracownicy warsztatu pewnie nieźle się zdziwili. Jako że jednak właściciel poprzedził prośbę okazaniem walizki pieniędzy, przystąpili do prac. Tak właśnie powstało Lamborghini Urus 6x6. To prawdopodobnie pierwszy na świecie i w pełni dopuszczony do użytku drogowego Urus 6x6.

Urus 6x6 to idealny dowód na to, że czerwony lakier nie jest jedynym nieszczęściem, które może spotkać Lamborghini ze zwiększonym prześwitem.

Lamborghini Urus 6x6 z drogowymi oponami. Terenowy, ale nie bardzo!

Stopień trudności prac nad tym autem musiał być ogromny. Praca mechaników nie ograniczyła się bowiem do wydłużenia tylnej części nadwozia i dosztukowania kilku paneli. Oni musieli dołożyć oś i oś ta musiała być napędowa. W tym punkcie rodzi się jednak pewne pytanie. I brzmi ono: "Po co?". Przecież Urus 6x6 nie pojedzie w teren. Patrząc na typowo drogowe opony, nietrudno uznać, że nigdy nie zajedzie dalej, niż na ubitą drogę prowadzącą przez łąkę. A przecież po dołożeniu osi napędowej, pojazd z pewnością stracił nie tylko właściwości jezdne, ale i część osiągów.

Zwróciliście uwagę na cztery końcówki układu wydechowego, które wystają spod zderzaka zaraz za tylną ramką rejestracyjną? Końcówki przypominają trochę broń, którą w jednym z odcinków kreskówki "Zwariowane melodie", Elmer Fudd (a więc ten niewymawiający litery "r") używał do upolowania królika Bugsa.

O Urusie 6x6 da się mówić tylko w konwencji żartu. Chyba nie o to chodziło...

Kto bogatemu zabroni? Święta racja. Wydatek na modyfikację auta był spory. Droga jest z pewnością również i jego eksploatacja. A jeżeli o kosztach już mowa, mam w tym punkcie ciekawostkę. Dość głupią i może mało realną, ale zawsze ciekawostkę. Urus 6x6 jest wyposażony na tylnej osi w koła bliźniacze. Ma w sumie zatem 3 osie. A to oznacza mniej więcej tyle, że gdyby Lambo jakimś cudem zawitało do Polski i jego właściciel chciałby wybrać się autostradą A1 do jednego z nadbałtyckich kurortów, nie mógłby skorzystać z ogłoszonego przez premiera zwolnienia z opłaty na bramkach.

Powiem więcej, Urus 6x6 zostałby zaliczony do drugiej kategorii pojazdów. A to oznacza, że przejazd zamiast standardowych 29,90 zł, kosztowałby właściciela Lambo 71 zł. Tak, to pewnie najmniejszy problem. Dlatego zaznaczam, że to głupia, ale nadal ciekawostka.
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.