Kierowca Łady Nivy chciał być jak James Bond. Nowe nagranie. "Imponująca perspektywa"

[Aktualizacja: dodaliśmy nowe wideo] Oczami wyobraźni kierowca tej Nivy widział scenę z filmów akcji. Były dwa budynki, była nawet rampa, a do tego samochód i próba skoku z dachu na dach. Co tu mogło pójść nie tak? Produkcja była niskobudżetowa. Niskobudżetowy stał się też i jej finał...

Więcej niesamowitych historii samochodowych znajdziesz również w tekstach publikowanych w serwisie Gazeta.pl.

Właściciel białej Nivy ewidentnie lubi amerykańskie kino. Naoglądał się filmów akcji, w których superbohaterowie wykonują swoimi autami akrobatyczne sztuczki. Postanowił je nie tyle powtórzyć, co raczej poprawić ich wyczyny. Skutek? Wyszedł z domu, wsiadł do swojej Łady i postanowił przeskoczyć na jej pokładzie z budynku na budynek. Nie, kierowca nie jest szaleńcem. Przygotował się. Zrobił nawet specjalną rampę!

Aktualizacja 01.09

W sieci pojawiło się jeszcze inne nagranie "wyczynu" kierowcy. Nowa perspektywa jest chyba jeszcze bardziej imponująca. Poniżej oryginalna treść artykułu:

 

Skok Nivą z dachu na dach. Co tu mogło pójść nie tak?

Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. A więc kamera on i akcja. Samochód z impetem rusza, wjeżdża na rampę, ale zamiast się na niej wybić... po prostu z niej spada. Wcześniej zahaczając jednak maską i przednią szybą o sąsiadujący budynek. To jednak nie było wcale najgorszym scenariuszem, a raczej wielkim błogosławieństwem. Bo zderzenie z blokiem spławiło, że odległość od ziemi wynoszącą trzy piętra, Niva pokonała kołami do dołu, a nie maską. Drugie z ustawień nie dałoby kierowcy absolutnie żadnych szans na przeżycie. Upadek na cztery koła sprawił natomiast, że kierujący o własnych siłach wysiadł z auta.

Takie rzeczy tylko w Rosji? No właśnie chyba nie. Bo nazwa profilu, na którym pojawiło się nagranie, może sugerować, że to zostało zrealizowane w Serbii, a nie Rosji.

Niva chyba nie była jednak najlepszym wyborem do przeskoku z dachu na dach...

Wniosków płynących z tego filmiku może być naprawdę wiele. Podstawowe są dwa. Po pierwsze kierowca Nivy miał więcej szczęścia niż rozumu. Przeżył zderzenie z blokiem i upadek autem z trzeciego piętra. Choć nie do końca wiemy, jak sytuacja rozegrała się dalej. Po drugie "filmowcy" pewnie zastanawiają się, co mogło pójść nie tak. I ja wiem. Wybrali nie ten samochód, co trzeba. Zdecydowali się na poradziecką terenówkę, która dysponuje wolnossącym silnikiem benzynowym o mocy na poziomie 64 koni mechanicznych. Ona do przeskoczenia z budynku na budynek i to nawet przy pomocy rampy, potrzebowałaby rozbiegu liczonego nie w metrach, a raczej kilometrach.

Pomijając sposób rozwijania toku myślowego u właściciela Łady Nivy, w tym filmiku zastanawiają mnie jeszcze dwie rzeczy. Jak domorośli filmowcy z Serbii zdołali umieścić rosyjską terenówkę na dachu opuszczonego budynku? Przecież mówimy o trzecim piętrze i aucie, które waży dobre 1200 kg! A do tego nie przemyśleli jeszcze jednego. Nawet gdyby autu udało się przeskoczyć na kolejny dach, ciekawe czy zdołałoby wyhamować na jego długości...

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.