Pół miliona dolarów w płomieniach. Youtuber testował Ferrari

Żyjemy w epoce zasięgów, dla których internetowi twórcy zrobią niemalże wszystko. Tym razem mogło dojść jednak do tragedii. Amerykański youtuber postanowił przetestować Ferrari, które finalnie spłonęło.

Więcej ciekawych tekstów znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Cody Detwiller znany głównie pod nickiem WhistlinDiesel to całkiem popularny internetowy twórca, który specjalizuje się w publikowaniu widowiskowych materiałów motoryzacyjnych w serwisie YouTube. Przyznaje, że na tworzeniu kontrowersyjnych treści zarabia spore pieniądze, które następnie inwestuje w kolejne szalone produkcje. 

Zobacz wideo Pędził ferrari prawie 200 km/h mostem Północnym w Warszawie. Nie miał przeglądu technicznego

Tym razem na „warsztat" 25-letniego youtubera trafiło Ferrari F8 Tributo. Zakupione za blisko 400 tys. dolarów superauto miało zostać poddane morderczym testom. 710 KM pojazdu nie było gotowe na takie wyzwania. Twórca sam przyznał, że postanowił je zniszczyć, aby przekonać się, czy producent z Maranello zareaguje pozwem na jego działania.

Pełna dewastacja nadwozia. Czy to żart?

WhistlinDiesel postanowił wcielić swój plan w życie, zaczynając od obrzucania samochodu butelkami, deptania, a nawet obcięcia charakterystycznych lusterek bocznych. Łowił nawet ryby z jego dachu oraz przewoził na nim karmę dla zwierząt, oraz warzywa. Wciąż było mu jednak mało. Kolejny test miał być prawdziwym sprawdzianem dla Ferrari.

 

Przejazd po suchym ściernisku. Niespodziewany finał

Kolejną z prób była brawurowa jazda po kukurydzianym ściernisku. Pole okazało się niezwykle wymagające dla auta, które doznało licznych zarysowań lakieru oraz felg. Jednak największa szkoda dopiero miała nadejść.

Po chwili Ferrari stanęło w płomieniach na skutek prawdopodobnie przegrzania tarcz hamulcowych. Ogień błyskawicznie zajął nie tylko włoskie auto, ale też busa wypożyczonego do nagrania tej jazdy „bez trzymanki". Uszkodzeniu uległy łącznie dwa pojazdy, a straty oszacowano na pół miliona dolarów.

Autor przekonuje — choć internauci pod filmikiem niekoniecznie wierzą — że nie planował podpalić supersamochodu. Choć miało zostać zniszczone, to w inny sposób i nie tak szybko. Pewne jest jedno. Na pewno zyskał rozgłos. Pytanie, czy dostatecznie zdenerwował kierownictwo włoskiej marki?

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.