Pan Tomasz dostał 180 tys. zł kary za "gromadzenie odpadów". Chodzi o samochody

Mieszkaniec Róży Wielkiej trzymał na własnej posesji 18 samochodów, które czekały na naprawy. Pewnego dnia przyjechali do niego inspektorzy Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Tomasz Hibner uważa, że to zemsta.

Lubicie starsze samochody? To uważajcie, bo może się okazać, że macie ich na prywatnym terenie za dużo albo są w nieodpowiednim stanie. Wtedy przyjadą do was przedstawiciele Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska tak jak do pana Tomasza z Róży Wielkiej w woj. wielkopolskim.

Zobacz wideo Wielkopolska policja obserwowała zachowanie kierowców z drona.

Więcej motoryzacyjnych wiadomości przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

Właściciel posesji z Róży Wielkiej został ukarany wysoką grzywną za trzymanie aut

Sprawa, którą opisała regionalna telewizja Asta, wcale nie jest zabawna, bo skończyła się nałożeniem na pana Tomasza 180 tys. zł kary za zaśmiecanie terenu odpadami. Właściciel terenu jest oburzony zwłaszcza sposobem przeprowadzenia inspekcji. Przedstawiciele Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska weszli na działkę bez zgody właściciela, za to w towarzystwie pracowników służby celno-skarbowej oraz centralnego laboratorium badawczego.

Następnie pootwierali wszystkie zgromadzone samochody i zrobili im zdjęcia. Tomasz Hibner twierdzi, że przy okazji zginęły kluczyki od dwóch aut marek BMW i Porsche. Dlatego złożył doniesienie na policję. Teraz uważa, że nałożona na niego kara jest zemstą inspektorów. Właściciel posesji twierdzi, że zgromadzone auta nie były żadnymi odpadami, tylko samochodami jego znajomych, które po zakupie i sprowadzeniu zza granicy czekały na naprawy blacharsko-lakiernicze. Na materiale filmowym rzeczywiście wyglądają całkiem przyzwoicie.

Jak przedstawia się ta sama sprawa zdaniem drugiej zainteresowanej strony? Przedstawiciel Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Poznaniu powiedział dziennikarzowi, że otrzymali zawiadomienie o samochodach zaparkowanych na prywatnym terenie.

 
W trakcie oględzin i kontroli dokonano ustaleń potwierdzonych przez protokoły oględzin i kontroli. Stanowiły one podstawę do stwierdzenia naruszeń

- stwierdził enigmatycznie Łukasz Strażyński z WIOŚ.

Tomasz Hibner zapakował "odpady" na lawetę i zawiózł pod siedzibę inspektoratu WIOŚ

Ostatecznie inspektorzy uznali zgromadzone na prywatnej posesji auta za odpady i nałożyli na jej właściciela gigantyczną grzywnę. Jej wysokość to aż 180 tys. zł, ale ukarany może się odwoływać od tej decyzji. Pan Tomasz ma taki zamiar, ale na razie zrobił inspektorom na złość. Zapakował część aut na lawetę i zawiózł pod siedzibę urzędu w Pile. To z kolei zdenerwowało inspektorów, którzy protestują przeciwko blokowaniu wjazdu do inspektoratu.

Tomasz Hibner odbija piłeczkę i mówi, że go nie zablokował. "Po prostu przypadkowo zatrzasnęła się Ibiza i był problem z wjazdem, ale po prostu tak było i po prostu czekałem na kluczyk. A stanąłem przed bramą i dlatego była tak sytuacja. To nie było nic specjalnego". Sytuacja staje się kuriozalna, a najbardziej zaskakuje, że interwencja WIOŚ w ogóle miała miejsce. Zbiorowisko uszkodzonych aut nie jest najbardziej estetycznym widokiem na świecie, ale jeśli ktoś lubi je trzymać na własnej posesji i nie zanieczyszcza przy okazji środowiska naturalnego, to co urzędowi do tego? Taka sytuacja sprawia, że w głowach kierowców rodzi się wiele pytań. Teraz wszyscy zastanawiają się, ile samochodów i w jakim stanie technicznym mogą trzymać pod własnym domem.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.