Chińskie elektryki zagrożeniem dla bezpieczeństwa wewnętrznego. Ekspert nie ma złudzeń

Samochody elektryczne z Chin stają się coraz bardziej kuszącą alternatywą dla drogich elektryków produkowanych przez marki ze Starego Kontynentu. Jednak specjaliści są do nich sceptycznie nastawieni. Chodzi tutaj przede wszystkim o aspekt bezpieczeństwa wewnętrznego europejskich państw.

Zakończenie sprzedaży samochodów spalinowych w Europie, które zostało zaplanowane na 2035 rok, niesie za sobą wiele konsekwencji. Jednym z najpoważniejszych problemów, przed którymi stoi europejski przemysł motoryzacyjny, jest konkurencja z Chin. Widać to zresztą gołym okiem. Koszty produkcji samochodów elektrycznych, a także dostępność surowców potrzebnych do wytworzenia m.in. akumulatorów (ok. 60 proc. litu wydobywane jest właśnie w Chinach) działają na korzyść Państwa Środka. Przekłada się to na finalne ceny, przez co pojazdy z dalekiego wschodu stają się coraz bardziej atrakcyjne dla Europejczyków - udział chińskich elektryków w rynku Starego Kontynentu wyniósł w 2022 roku aż 9 proc. (dwukrotnie więcej niż w roku poprzednim). Jest jednak jedno "ale", przed którym ostrzegają specjaliści. Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie Gazeta.pl

Zobacz wideo

Chińskie elektryki zagrażają bezpieczeństwu Europy

Oprócz tego, że chińska konkurencja i nieco autodestrukcyjne decyzje europarlamentarzystów mogą pogrzebać przemysł motoryzacyjny w Europie, coraz częściej wspomina się o aspekcie bezpieczeństwa. Jak stwierdza Jim Saker, prezes brytyjskiego Instytutu Przemysłu Motoryzacyjnego, cytowany przez Interię, coraz popularniejsze w Wielkiej Brytanii elektryki z Państwa Środka mogą być zdalnie unieruchamiane przez Chińczyków, co może spowodować dosłowny paraliż ruchu.

Zaznacza przy tym, że aktualnie nie ma możliwości, by zapobiec tego typu ingerencjom. Jak stwierdza w oświadczeniu opublikowanym na łamach "The Epoch Times", takie pojazdy w rękach Chińczyków mogą być istnymi "końmi trojańskimi". Co więcej, elektryki z Chin mogą służyć także w celach szpiegowskich.

Jeszcze na początku tego roku brytyjską opinią publiczną wstrząsnęła nieco informacja o odnalezieniu w jednej z rządowych limuzyn karty SIM, która została umieszczona w części pochodzącej od chińskiego dostawcy. W przypadku elektryków, które zazwyczaj są wyposażone w rozbudowane systemy infotainment, wgląd w wiadomości czy też nagrywanie i podsłuchiwanie rozmów byłyby dla Chińczyków pestką. Z tego typu opinią zgadza się były lider Partii Konserwatywnej oraz minister w rządzie Davida Camerona, sir Iain Duncan Smith. Co więcej, polityk stwierdził, że każda rzecz pochodząca z Chin stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.