Mandat i kłopoty za kamerkę w samochodzie. W których krajach są nielegalne?

Wyjazd za granicę samochodem to sposób nieskrępowanego zwiedzania. Tyle że do pełnej swobody, warto poznać zagraniczne prawo. Przykład? Są kraje, w których używanie kamerki w aucie oznacza karę. Czasami ta wynosi 110 tys. zł, a czasami prawie... 90 mln zł!

O przepisach obowiązujących poza granicami Polski opowiadamy również w tekstach publikowanych w serwisie Gazeta.pl.

Demokracja to piękne słowo. Oznacza wolność. Niestety w XXI wieku i demokracja, i tak sławetna wolność obrosły... kolejnymi przepisami. Te tworzy się po to, aby nasza wolność nie ograniczała wolności innych ludzi. Sytuacja prowadzi jednak do paradoksów. Bo dziś, żeby normalnie żyć, najlepiej jest być prawnikiem. W przepisach pojawia się bowiem tyle kruczków prawnych.

Zobacz wideo Przejechaliśmy nowo otwartym tunelem pod Świną, łączącym brzegi Świnoujścia

Podczas wyjazdu za granicę warto znać lokalne prawo

Co jednak to wprowadzenie ma do tematu? A no to, że do życia w Polsce, konieczna jest specjalizacja z prawa polskiego. Do wyjazdu za granicę, warto specjalizować się w prawie każdego z poszczególnych państw. Bo czasami bywa tak, że przepisy czegoś nie zabraniają, ale zabraniają. Sytuacja taka dotyczy m.in. kamerek samochodowych. I przykładów wcale długo szukać nie trzeba. Wystarczy, że przekroczycie granicę z naszym zachodnim sąsiadem.

W przypadku Niemiec kamerkę teoretycznie można zamontować w samochodzie. Do tego ta może być włączona w czasie jazdy. Teoretycznie. Bo praktycznie możliwość taka jest kasowana przez przepis, który mówi o tym, że... nikt nie może być filmowany wbrew swojej woli. Kierujący nie może też legalnie opublikować w internecie nagrania, na którym widać inne osoby albo tablice rejestracyjne samochodów. Do wstawienia w sieci takiego nagrania konieczna jest zgoda uwiecznionej na nim osoby lub właściciela pojazdu. Polski kierowca nie zdaje sobie z tego sprawy? No to może wpaść w poważne kłopoty. Bo publikacja takiego nagrania np. na facebooku może się stać podstawą do kary. Kary, która sięga nawet 20 mln euro. I nie, ta kwota nie jest wynikiem błędu.

Gdzie w Europie nie można używać kamerek samochodowych?

Pomyślcie w tym punkcie, że mówimy dopiero o pierwszym kraju z lewej. A przecież, żeby jechać do Włoch, Francji czy Hiszpanii, trzeba przejechać przez większą ilość państw. Każde z nich ma swoje przepisy. Gdzie warto szczególnie uważać? Oto lista krajów, w których niewinne używanie kamerki dla własnego bezpieczeństwa może się stać powodem poważnych problemów.

  • Szczególnie na punkcie kamerek są "uczuleni" Austriacy. W tym kraju używanie pokładowego rejestratora może oznaczać grzywnę wynoszącą od 10 do 25 tys. euro. To daje kwotę od 44 do 111 tys. zł. Powód? Austriacy uważają, że kamerka to nic innego, jak miejski monitoring. A przecież Austrię należy pokonać w drodze m.in. do Włoch, Słowenii czy Chorwacji.
  • W Luksemburgu dla przykładu kamerkę możesz mieć w aucie, ale nie możesz jej używać. Nie możesz filmować drogi przed autem nawet do celów prywatnych.
  • We Francji kamerki możesz używać, ale nagrania są bezużyteczne. W razie np. kolizji nie staną się żadnym dowodem w sprawie. Poważnie nie potraktuje ich ani policja, ani sąd.
  • Norweskie przepisy traktują rejestratory jazdy jak... przenośny telewizor. Dlatego są zabronione.
Gdzie z kamerki samochodowej można korzystać równie swobodnie, jak w Polsce? Dobrym przykładem są Włochy, Hiszpania, Holandia czy Dania.

Czy w przypadku kamerek samochodowych działa konwencja wiedeńska?

Demokracja to wolność, ale i prawa. W ruchu drogowym duże prawa daje np. konwencja wiedeńska o ruchu drogowym. Na jej mocy niemiecki policjant nie może wymagać od polskiego kierowcy polskiego samochodu elementów obowiązkowego wyposażenia ustanowionych na mocy niemieckich przepisów. Polaków za granicą obowiązują polskie przepisy. Czy zasada ta dotyczy także samochodowych kamerek? No i tu pojawia się zasadniczy problem.

Nikt nie jest w stanie w stu procentach rozstrzygnąć tego, czy rejestratory jazdy są lub mogą być elementem wyposażenia pojazdu w Polsce. A decyduje o tym prosty fakt. Prawo o ruchu drogowym nie wspomina o nich ani słowem. To oznacza sytuację patową. Bo skoro kwestia nie została uregulowana w przepisach obowiązujących na drogach w naszym kraju, ciężko powoływać się na konwencję wiedeńską podczas zagranicznej kontroli drogowej. W skrócie, dla własnego spokoju lepiej stosować się do przepisów zagranicznych.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.