Dlaczego jest tak mało żółtych samochodów? To proste, ale jest i ciekawostka

Żółte samochody są drogowymi rodzynkami. Powód? Przez lata barwa była zarezerwowana głównie dla aut sportowych. W pozostałej kategorii z kolei oznaczała potworną utratę wartości. Dziś obydwie te wartości nie są już jednak aktualne.

Motoryzacyjne ciekawostki znajdziesz również w materiałach publikowanych w serwisie Gazeta.pl.

Samochody w Polsce są czarne, srebrne albo białe. To trzy dominujące barwy. Zastanawialiście się jednak kiedyś, czemu na rynku wtórnym jest tak mało modeli polakierowanych na żółty kolor? Odpowiedź jest niezwykle prosta. Nikt ich nie kupuje. A decyduje o tym kilka powodów.

Zobacz wideo Pościg za BMW po ulicach Kielc. Uciekinier doprowadził do dwóch kolizji

Żółty to kolor zarezerwowany dla aut sportowych?

Żółtych samochodów nie wybiera nikt, bo barwa ta jest raczej rzadko spotykana w paletach kolorów stosowanych przez producentów. To raz. Dwa, kupując nowe auto, kierowcy w Polsce podchodzą do tematu inwestycyjnie. Wybierają zatem taki lakier, który przyspieszy późniejszą odsprzedaż. Żółty może sprawić z kolei, że pojazd używany stanie się niesprzedawalny. Tak przynajmniej było dekadę czy dwie temu. Po trzecie tak żywy kolor lakieru jest kojarzony głównie z samochodami sportowymi. I to przekonanie jest naprawdę głęboko zakorzenione.

Żółty kolor uwielbiało np. Ferrari (i to pomimo faktu, że jest kojarzone głównie z czerwienią). Wystarczy wspomnieć o lakierowanych na tę barwę egzemplarzach Enzo, 360 czy wcześniej F355 lub 575 M Maranello. W barwie lubowało się także Lamborghini. Lakier był popularny chociażby w modelu Diablo. W latach 90. XX wieku z kolei prawdziwą furorę robiło żółte Renault Megane Coupe czy Renault Spider. Żółte bywały też BMW serii 3 generacji E36 w wersji coupe.

Żółty wyróżnia się z tłumu, ale traci na wartości? Raczej zyskuje...

Dziś sytuacja zaczyna się zmieniać. A słowem-kluczem w tym przypadku staje się personalizacja i rzucanie się w oczy. Właśnie dlatego żółtą barwę można wybrać konfigurując Audi A3, Peugeota 208, Mercedesa klasy A, Suzuki Swifta czy nawet... Fiata 500 lub Kię Picanto! Żółty samochód staje się charakterystyczny. Fakt ten pozwolił na zerwanie z jego "sportowym" wizerunkiem.

Tu mam pewną ciekawostkę. Jakiś czas temu testowałem żółtego Swifta Sport. Tyle że on nie był żółty, a czarny. Czarny, bo cały czas obsiadały go muchy. Lakier działał na nie jak magnes.

Popularyzacja żółtego lakieru nadwozia przyniosła jeszcze jedną korzyść. Bo o ile dwie dekady temu kanarkowy samochód był nie do sprzedania, o tyle dziś nie dość, że stanie się hitem, to jeszcze będzie trzymał wartość przy odsprzedaży jak żadna inna barwa. I nie ma w tym stwierdzeniu nawet odrobiny żartu. Tak mówią wnioski płynące z amerykańskiego badania. Serwis iSeeCars porównał ceny ponad 650 tys. niedawno sprzedanych, trzyletnich samochodów używanych. Z analizy jasno wynika, że za największą utratę wartości przy odsprzedaży odpowiada lakier w kolorze brązowym i złotym. Obniżają wartość pojazdu nawet o 18 proc. Na przeciwnym biegunie znajduje się właśnie żółty. W jego przypadku deprecjacja sugerowanej ceny wynosi zaledwie 4,5 proc.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.