Mandat za ładowanie naładowanego akumulatora. Naprawdę można go dostać

Nic tak nie wkurza właścicieli samochodów elektrycznych, jak naładowany model stojący przy ładowarce i blokujący wtyczkę. To wyraz absolutnego braku szacunku, ale i wykroczenie. A za wykroczenie kierowcy grozi surowa grzywna.

Porady w zakresie przepisów znajdziesz w tekstach publikowanych w serwisie Gazeta.pl.

Elektromobilność to nie tylko proces przekonywania kierowców do zakupu samochodów elektrycznych. To przede wszystkim zmiana nawyków kierujących. Szczególna rewolucja powinna dokonać się w przypadku przywileju parkowania. Bo to, że twoje e-auto dotarło jako pierwsze do ładowarki, nie oznacza że z podłączonym kablem może stać w nieskończoność. To zachowanie strasznie samolubne, ale i przede wszystkim wyczerpujące znamię wykroczenia.

Zobacz wideo Elektryczny wózek w tunelu na jednej z głównych ulic? Ten starszy mężczyzna spowodował duże utrudnienia

Czemu ładowanie naładowanego akumulatora jest nielegalne?

Pierwszym krokiem do eliminowania zjawiska blokowania stanowisk przy stacjach ładowania, stało się wprowadzenie oznaczeń miejsc parkingowych. Miejsce takie powinno być oznakowane za pomocą:

  • znaku D-18a z tabliczką z napisem "EV ładowanie". Miejsce takie oznacza przestrzeń służącą do postoju pojazdów elektrycznych wyłącznie na czas ładowania.
  • wyznaczenia na powierzchni parkingu koperty z napisem EV lub EE.

A skoro pojawiło się oznaczenie, może pojawić się też i kara. Szczególnie że taryfikator mandatów ma ją wyszczególnioną. Niezastosowanie się do znaku D-18a "Parking – miejsce zastrzeżone" oznacza 100 zł mandatu i 1 punkt karny. Tyle że to dopiero początek konsekwencji. Bo policjant ma również możliwość wyciągnięcia art. 92 par. 1 ustawy Kodeks wykroczeń. Niezastosowanie się do sygnału lub oznaczenia wiąże się z podleganiem karze grzywny. A stwierdzenie jest na tyle lakoniczne, że policjant może wlepić kierowcy nawet 5 tys. zł. To maksymalna kwota grzywny w postępowaniu mandatowym.

Gdzie policja może wlepić mandat za elektryka blokującego ładowarkę?

W tym punkcie warto wyjaśnić jednak jeszcze jedną kwestię. Gdzie policjanci mogą wlepić kierowcy mandat za blokowanie stanowiska do ładowania? Na drodze publicznej, w strefie zamieszkania, ale i strefie ruchu. Funkcjonariusze nie podejmą interwencji tylko na drodze wewnętrznej lub prywatnej posesji. Tam mogą reagować tylko w przypadku zagrożenia dla bezpieczeństwa.

Skąd pomysł na mandat za ładowanie naładowanego elektryka?

Czemu rządzący zdecydowali się na wprowadzenie sankcji za "ładowanie naładowanego akumulatora"? Powód jest prosty. Blokowanie stanowisk uszczupla możliwości naszej i tak dość skromnej sieci stacji ładowania. W skrajnym przypadku może sprawić, że ktoś podróżujący elektrykiem na "głębokiej rezerwie" będzie musiał czekać nie tylko na naładowanie baterii, ale najpierw zwolnienie stanowiska. To raz. Dwa to też sposób na wyeliminowanie motoryzacyjnych innowatorów, którzy podłączając naładowanego elektryka do ładowarki, mogliby chcieć np. uniknąć opłat za parkowanie na parkingu pod marketem.

Ale gdzie jest problem? Przecież z naładowanego samochodu wtyczkę wystarczy wyjąć. Być może i tak, tyle że nie zawsze po zakończeniu działania ładowarki ta jest zwalniana. Czasami wyjąć się jej nie da bez odryglowania zamków. W takim przypadku kierowca elektryka może jedynie usiąść w aucie i czekać. Poza tym nawet wyjęcie wtyczki nie rozwiązuje problemu blokowania jednego z miejsc przy ładowarce.
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.