Miejski monitoring. Czy nagranie z niego może sprawić, że dostaniesz pocztą mandat?

Wielki brat patrzy i wystawia mandaty? To pytanie, które zadają sobie kierowcy, obserwujący kolejne kamery monitoringu miejskiego pojawiające się przy głównych arteriach drogowych. Jak jest w rzeczywistości? Sprawa okazuje się dość złożona.

O praktycznym zastosowaniu przepisów, w tym drogowych, opowiadamy również w tekstach publikowanych w serwisie Gazeta.pl.

Kierowcom podczas jazdy zdarzają się różne błędy. Czasami rozmawiają przez telefon przyłożony do ucha, czasami zapomną o zapięciu pasów bezpieczeństwa, a czasami wjadą za sygnalizator na czerwonym świetle lub zmienią pas na ciągłej. Zapominają jednak o tym, że dziś rzeczywistość wokoło nas jest uważnie obserwowana. Nawet w mniejszych miastach główne arterie są wyposażane w system monitoringu. Tylko czy nagranie z niego może stać się dowodem na popełnienie wykroczenia? To ważne pytanie.

Zobacz wideo

Tak, na podstawie miejskiego monitoringu kierowca może dostać mandat!

Odpowiedź na nie może być tylko jedna. Oczywiście, że tak! Przepisy nie mówią o tym w sposób bezpośredni. Ale skoro obraz został zarejestrowany w dobrej jakości, widać na nim numer rejestracyjny pojazdu, a do tego np. wizerunek kierowcy, nie ma tak właściwie żadnych przeszkód ku temu, żeby pociągnąć go do odpowiedzialności za wykroczenie. Identyczna zasada działa np. w przypadku nagrań z pokładowych rejestratorów przesłanych na skrzynkę policyjną czy dronów coraz chętniej wykorzystywanych przez funkcjonariuszy. Problem w przypadku miejskiego monitoringu dotyczy jednak innej kwestii. Bo ktoś nagranie musi przejrzeć i ujawnić na nim wykroczenie.

Kiedy nagranie z monitoringu może się stać podstawą mandatu?

Rejestrowanie wykroczeń przez kamery zamontowane w miastach odbywa się tak naprawdę w czterech przypadkach. Po pierwsze wtedy, gdy mówimy o kamerach rejestrujących przejazd na czerwonym świetle. Nagranie takiego wykroczenia sprawia, że informacja o nim wyskakuje w bazie CANARD. Ustalana jest zatem tożsamość właściciela auta i ten jest proszony o wskazanie kierującego. Następnie kierujący otrzymuje propozycję mandatu. Po drugie bywa, że w mniejszych miastach kamerami są monitorowane odcinki, na których obowiązuje zakaz ruchu. Strażnicy miejscy przeglądają je i na podstawie numerów rejestracyjnych, wzywają kierujących popełniających wykroczenia na komisariat.

Po trzecie nagrania z monitoringu wykorzystują policjanci. Dzieje się tak głównie w przypadku zdarzeń drogowych. Na podstawie filmików rozstrzygają o winie jednego z uczestników. Po czwarte po ujawnieniu serii drastycznych wykroczeń, sprawę policji może zgłosić osoba obsługująca miejski monitoring. Jednocześnie powinna zabezpieczyć nagranie na wypadek prowadzenia dalszych czynności przez funkcjonariuszy.

Czasami nagranie z monitoringu jest bezużyteczne

Oczywiście są też sprawy, w których nagranie z monitoringu stanie się bezużyteczne. Mowa przede wszystkim o przekroczeniu prędkości. Standardowa kamera nie pozwala na jasne określenie szybkości jazdy. Nie monitoruje tego parametru. Chcąc ukarać kierowcę za szybką jazdę na podstawie monitoringu, funkcjonariusze musieliby zastosować fortel znany z PRL-owego żartu o milicjantach. Ci w dowcipie tłumaczyli kierowcy, że jechał "bzium", a powinien jechać "pyr, pyr, pyr".

Przy nagraniach z monitoringu ważne są uprawnienia poszczególnych służb

Żeby nagranie z monitoringu mogło stać się dowodem, ktoś musi zatem ujawnić wykroczenie i to powinno mieć charakter bezsprzeczny. Tak będzie w przypadku nieustąpienia pierwszeństwa pieszemu, wjazdu na czerwonym świetle, przekroczenia linii ciągłej, wyprzedzania w nieprawidłowym miejscu czy rozmowy przez telefon komórkowy w czasie jazdy. Na tym jednak zagadnienie się nie kończy. Bo kluczowe są też uprawnienia kolejnych służb.

Dla przykładu straż miejska lub gminna na podstawie ustawy Prawo o ruchu drogowym może ścigać przede wszystkim przypadki niezastosowania się do zakazu ruchu w obu kierunkach, określonego odpowiednim znakiem drogowym oraz wobec uczestnika ruchu naruszającego przepisy o zatrzymaniu lub postoju pojazdów czy ruchu pieszych. Tu strażnicy mogą wysłać list właścicielowi i wezwać go do wskazania sprawcy zdarzenia. Mają też możliwość wystawienia grzywny na podstawie postępowania mandatowego. W przypadku pozostałych wykroczeń sprawą powinna zająć się policja. Funkcjonariusze tej służby mają tak naprawdę pełne uprawnienia do karania kierujących.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.