Polski wóz opancerzony Dzik 2 został zniszczony w Rosji. Ponoć jeździli nim partyzanci

Rosjanie chwalą się zniszczeniem polskiego wozu opancerzonego Dzik 2. Tyle że to akurat żadne osiągnięcie. Nie bez przyczyny polska armia z nich zrezygnował... Ale czy uszkodzony Dzik to dowód na rozbicie rosyjskich partyzantów? Tu też są pewne wątpliwości.

O pojazdach wojskowych opowiadamy również w tekstach publikowanych w serwisie Gazeta.pl.

Putin nie ma ostatnio powodów do radości. Wojna kosztuje jego kraj miliardy euro, Rosja straciła europejskie kontrakty energetyczne, jest alienowana na arenie międzynarodowej, a do tego teraz... musi zmagać się z wewnętrzną grupą partyzancką. Ta zaatakowała dwie miejscowości przy granicy z Ukrainą. Jak to się skończyło?

Zobacz wideo O włos od potrącenia pieszego i psa na pasach

Putin rozbił partyzantów? Zniszczony Dzik 2 stanowi dowód

Wersje są dwie. Uśmiechnięci partyzanci naśmiewają się z nieporadności Putina. I zapowiadają kolejne ataki. W końcu ich cel jest jeden. Postanowili przejąć władzę w kraju i oswobodzić go z rąk reżimu. Rządzący z kolei w oficjalnych przekazach chwalą się rozbiciem grupy. Na dowód tego pokazują nawet filmik uszkodzonych podczas walk pojazdów bojowych. Co ciekawe, wśród partyzanckiej floty znalazł się nawet polski Dzik 2.

 

Pisząc o Dziku, nie mamy oczywiście na myśli spartańskiego ciągnika zaprojektowanego pod koniec lat 50. XX wieku, a opancerzony wóz produkowany w Kutnie. Ten zabiera na pokład od 6 do 8 osób, a do tego posiada 8 otworów strzelniczych, obniżony profil dachu w tylnej części i w stropie obrotnicę na karabin maszynowy. Problem z Dzikami jest jednak taki, że te nie okazały się najlepszymi wyrobami wojskowymi. Polska armia miała poważne zarzuty dotyczące poziomu ich ochrony. W efekcie do służby weszły tylko 43 takie pojazdy.

Skąd niby partyzanci w Rosji mają polski wóz opancerzony?

Powracając jednak do informacji mówiącej o rozbiciu oddziału partyzantów i zniszczenia ich pojazdów, na usta ciśnie się tak naprawdę kluczowe pytanie. I brzmi ono: skąd rosyjscy partyzanci mieliby wziąć Dzika 2? Przecież pojazd ten nigdy nie był eksportowany do Rosji. Nie miał zatem prawa znaleźć się na jej terytorium. Tak, otrzymywali go Ukraińcy, ale użytkowali je wyłącznie w Ukrainie.

Można zatem śmiało podejrzewać intrygę rosyjskich służb. Ci chcąc bronić wizerunku władz kraju, zabrały z pola walki w Ukrainie uszkodzonego Dzika i następnie użyli go w roli bohatera filmiku propagandowego. Wersję tą potwierdza np. fakt, że zniszczony Dzik ma na boku namalowany znak białego krzyża. To oficjalny symbol ukraińskiej kontrofensywy (a nie rosyjskiej partyzantki).

Partyzanci rozbici w Rosji?Partyzanci rozbici w Rosji? YouTube

Partyzanci jeździli autami ukraińskimi, amerykańskimi i polskimi. Zbieg okoliczności...

Propaganda przede wszystkim chce pokazać zdecydowane działanie i umiejętność szybkiego reagowania na wewnętrzne zagrożenia. Poza tym przy pomocy filmiku ma zamiar kierunkować złość zwykłych Rosjan. Bo chyba nie uważacie, że partyzanci zagrażający systemowi w Rosji, całkowicie przypadkowo poruszają się pojazdami stricte wojskowymi produkcji polskiej, amerykańskiej i ukraińskimi. Na nagraniu obok Dzika 2 widać bowiem również trzy HMMWV, czyli wojskowe Hummery, ciężarówkę Kraz oraz wóz typu MRAP International MaxxPro.

Spójrzcie na listę pojazdów. Partyzanci w Rosji ich mieć nie mogli. Musiałyby bowiem pochodzić z nielegalnego przemytu. Zatem podejrzenia dotyczące Dzika, mogą być prawdziwe i tu. Auta zostały zabrane z pola walki i przedstawione na filmiku. W rzeczywistości Rosjanie nie rozbili żadnej grupy partyzantów.

Pokazując takie, a nie inne pojazdy wojskowe, służby rosyjskie ewidentnie chcą dać do zrozumienia, że ich zdaniem działania dywersyfikacyjne są nie tyle inspirowane, co de facto kierowane i sterowane przez koalicję niesprzyjających państw. To ma spotęgować wsparcie dla działań prowadzonych w Ukrainie. Intryga jest jednak ewidentnie szyta grubymi nićmi. Zbyt grubymi. Bo służby rosyjskie jednego się chyba nigdy nie nauczą. Zawsze będą tak subtelne, jak mężczyzna słusznych rozmiarów, wciśnięty w gimnastyczny trykot w kolorze pomarańczowym, który właśnie pojawił się na premierze w operze narodowej.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.