Skąd się biorą wypadki?

Jeśli, odpukać, spowodujesz wypadek lub staniesz się jego ofiarą, przyczyna będzie najprawdopodobniej taka

1. Nieudzielenie pierwszeństwa przejazdu

To numer jeden na policyjnej liście. U podstaw nie zawsze leży nieuwaga. Często jest to nieuświadomiona skłonność do rywalizacji, egoizm lub zwyczajne chamstwo. Zaczyna się od nieustąpienia pierwszeństwa na parkingu, przejeżdżania przechodniom po stopach czy wciskania gazu na widok żółtego światła w oddali.

2. Niedostosowanie prędkości do warunków ruchu

Jeśli jest deszcz, mgła lub śnieżyca - sprawa jest oczywista. Ale to powtarzane jak mantra zaklęcie najczęściej kryje inną, pierwotną przyczynę - zniszczoną nawierzchnię, źle wyprofilowany zakręt, brak równego i szerokiego pobocza. Cóż, drogi mamy kiepskie. To jednak zdaniem policji żadne usprawiedliwienie. Trzeba na nich jeździć tak, by było bezpiecznie. Choćbyśmy musieli zwalniać nawet do 20 km/h. I tyle.

3. Wjeżdżanie na przejścia z pieszymi

"Bo nagle wtargnął na jezdnię" - to tłumaczenie wielu kierowców, którzy zapominają, że przed każdymi pasami należy zwolnić i zachować szczególną ostrożność. Ostrożność wskazana jest zwłaszcza na drodze dwukierunkowej. I to z obu stron. Piesi muszą pamiętać, że jeśli na jednym pasie auto się zatrzymało, to nie oznacza, że na następnym będzie podobnie.

4. Niezachowanie bezpiecznego odstępu między pojazdami

Nagminne nie tylko w miastach. Według zaleceń za bezpieczny uznaje się odstęp liczący tyle metrów, ile wynosi prędkość wyrażona w kilometrach na godzinę. A więc 50 km/h to 50 m. Tyle teoria. Na świecie się sprawdza, w Polsce z trudem. Nasi kierowcy mają skłonność do wypełniania wszelkich większych luk między autami.

Ofiarami niedostatecznego odstępu padają nie tylko zderzaki, maski i błotniki. Poza miastem - gdzie prędkości bywają większe - dochodzi do groźnych uszkodzeń odcinka szyjnego kręgosłupa u pasażerów (whiplash - smagnięcie biczem), których auto zostało najechane od tyłu. Uszkodzenia może ograniczyć dobrze wyregulowany (wychylony do przodu) zagłówek.

5. Ryzykowne wyprzedzanie

W przeciwieństwie do bardziej cywilizowanych państw, gdzie dłuższe dystanse pokonuje się autostradami, u nas wyprzedzanie na dwukierunkowej jezdni jest codziennością. To jeden z najczęstszych, ale i najbardziej niebezpiecznych manewrów. Pamiętajmy, że prędkości aut jadących z naprzeciwka się sumują. Dlatego rozpoczynając wyprzedzanie, musimy być pewni bezpiecznego finału. Słaba widoczność, wzniesienie czy zakręt czynią ten manewr wielką niewiadomą z tragicznym często skutkiem. Ryzykowne jest zwłaszcza wyprzedzanie jadących na styk tirów. Przejeżdżając koło miejsce wypadku Otylii Jędrzejczak, pozwoliliśmy sobie na niewinny, wydawałoby się, eksperyment: wyprzedzenie tira jadącego z szybkością 80-90 km/h. By skrócić manewr w czasie, podobnie jak pływaczka wcisnęliśmy mocno gaz. Ponieważ luka między wyprzedzanym a jadącym przed nim tirem (którego dostrzegliśmy w trakcie) wydała nam się za mała, kontynuowaliśmy manewr. W efekcie na swój pas wracaliśmy z prędkością... 140 km/h. Na szczęście droga była pusta, z przeciwka nikt nie jechał i nie musieliśmy salwować się ucieczką na pobocze. To jednak uzmysławia łatwość, z jaką nakładają się zagrożenia: zbyt mały odstęp między pojazdami (przyczyna 4.) doprowadził do przekroczenia dopuszczalnej prędkości i uczynił wyprzedzanie ryzykownym (przyczyna 5.). Gdyby doszło do wypadku, policja całkiem słusznie obwiniłaby nas też o niedostosowanie prędkości do warunków ruchu (przyczyna 2.).

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.