A jednak... Europa w 2035 r. zakazuje nowych aut spalinowych. Jest światełko w tunelu

To już pewne. Rada UE przegłosowała wejście w życie od roku 2035 zakazu rejestracji fabrycznie nowych samochodów zasilanych silnikami spalinowymi. Choć warto wiedzieć, że urzędnicy otworzyli też pewną furtkę do rewizji tego stanowiska.

O sytuacji rynkowe, nowościach i nowelizacjach przepisów opowiadamy również w materiałach publikowanych w serwisie Gazeta.pl.

To już pewne. Rada Unii Europejskiej po głosowaniu opowiedziała się za dużo bardziej restrykcyjnym ograniczeniem emisji CO2 fabrycznie nowych samochodów. To de facto oznacza zakaz rejestracji aut spalinowych obowiązujący od roku 2035. Choć w tym punkcie warto dodać jedną rzecz. W tym tunelu pojawia się pewne światełko. Ale szerzej o nim za chwilę.

Zobacz wideo Złodzieje kradli auta japońskie i amerykańskie

W Europie pojawi się zakaz sprzedaży aut spalinowych po 2035 roku. Zmiany przegłosowane

Zakaz został jednak przegłosowany. Choć w ostatnich tygodniach bardzo dużo mówiło się o niemieckim sprzeciwie. Czy ten się pojawił? Nasi zachodni sąsiedzi ostatecznie skapitulowali. Zagłosowali za zmianami, tak samo jak 22 inne państwa. Bułgaria, Włochy i Rumunia wstrzymały się od głosu, a jedynym krajem, który był przeciwnym nowym regulacjom, okazała się Polska. To jednak wiele nie dało. Co ważne, wraz z zakazem sprzedaży samochodów spalinowych od roku 2035, UE przegłosowało również dalsze ograniczenia emisyjne.

W głos nowych przepisów producenci będą musieli zredukować w latach 2030 – 2034 emisję CO2 fabrycznie nowych samochodów osobowych aż o 55 proc., a dostawczych o 50 proc. To musi oznaczać jeszcze mocniejsze odejście od napędów spalinowych. Na uzyskanie takiego celu pozwoli tylko dalsza elektryfikacja oraz pójście w kierunku hybryd i hybryd plug-in.

Zakaz oznacza dla kierowców drogie auta, a producentów spore wyzwanie

Unijni włodarze – mówiąc językiem potocznym – pieją z zachwytu. Frans Timmermans, wiceprzewodniczący wykonawczy Komisji Europejskiej ds. Europejskiego Zielonego Ładu i europejski komisarz ds. polityki klimatycznej stwierdził że "UE zrobiła ważny krok w kierunku mobilności bezemisyjnej. Wnosi to duży wkład w neutralność klimatyczną do 2050 r. i jest kluczowym elementem europejskiego Zielonego Ładu." Niestety z nowych regulacji mniej cieszą się kierowcy i... producenci pojazdów. Kierowcy, bo tak drastyczna redukcja emisji i nieuchronne przejście w stronę elektryfikacji, oznacza droższe auta. Producenci, bo wyzwanie technologiczne i produkcyjne jest naprawdę poważne.

Zakaz sprzedaży aut spalinowych. Gdzie tu jest światełko w tunelu?

No dobrze, ale co tak właściwie oznacza wcześniej wspomniane światełko w tunelu? Warto wspomnieć o trzech kluczowych zapisach.

  1. Poszczególni producenci motoryzacyjni mają szansę na uzyskanie mniej rygorystycznych celów dotyczących emisji CO2. Aby tak się stało, w latach 2025 – 2029 muszą sprzedawać co najmniej 25 proc. elektrycznych aut dostawczych i 17 proc. elektrycznych dostawczaków.
  2. Nowe regulacje zawierają zapis mówiący o tym, że po 2035 roku będzie istniała możliwość zarejestrowania fabrycznie nowego samochodu spalinowego. Tyle że musi on być napędzany wyłącznie paliwami neutralnymi pod względem emisji CO2. W skrócie paliwa syntetyczne oficjalnie wracają do gry.
  3. W roku 2026 Komisja Europejska dokona rewizji postępów w realizacji celów dotyczących 100-procentowej redukcji emisji na rok 2035. Powstanie raport i zostaną wyciągnięte z niego wnioski. Jeżeli efekty uzyskiwane przez producentów aut nie będą zadowalające, możliwe jest nawet opóźnienie wejścia w życie całkowitego zakazu sprzedaży samochodów spalinowych.

Szczególnie interesująco z punktu widzenia takich rynków jak Polska, brzmią dwa ostatnie punkty. Tym bardziej że kwestię paliw syntetycznych i wykorzystywania ich do napędu nowych aut spalinowych mocno forsowali Niemcy. To oznacza że zarówno takie paliwa, jak i dostosowane do ich wymogów silniki, mają szansę na pojawienie się na rynku i pewnie prace nad nimi są zaawansowane. Co z rewizją postanowień? To brzmi dobrze. Tyle że rewizja oznacza raczej odwleczenie zmian w czasie, a nie rezygnację z nich. Warto mieć tego świadomość i lepiej nie łudzić się, że ktoś w UE zaciągnie hamulec i wycofa się z tych propozycji.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.