Gasili elektryka od 21:00 do 17:50 następnego dnia. Musieli go utopić w kontenerze

Samochody elektryczne palą się bardzo rzadko, ale kiedy już to robią, trudno je ugasić. Z SUV-em na prąd strażacy walczyli 21 godzin. Dobrze wiedzieli, jak zagasić pożar, ale czekali na sprzęt.

Pożar samochodu elektrycznego w Tuchomiu

O akcji gaszenia samochodu elektrycznego na swoich mediach społecznościowych poinformowała Ochotnicza Straż Pożarna w Chwaszczynie. Na Kaszubach w miejscowości Tuchomie zapalił się samochód elektryczny, a jego pożar postawił na nogi 16 zastępów straży pożarnej. Po zdjęciach i komentarzach możemy określić, że to Mercedes EQA 250. Podobno auto zgłaszało problemy z instalacją i trafiło na serwis. - Z forum aut elektrycznych - pożar dotyczył rocznego Mercedesa EQA, który miał wcześniej problemy z elektryką. I jak widać, serwisowi chyba coś poszło nie tak - pisze jeden z komentujących.

Pożar samochodu elektrycznego - czemu to tyle trwało?

Cała akcja trwała bardzo długo. Strażacy ruszyli do pożaru 21:00 26 marca, a działania trwały do mniej więcej 17:50 następnego dnia. Daje to około 21 godzin. Strażacy doskonale wiedzieli, jak postępować z płonącym samochodem elektrycznym, ale nie mieli odpowiedniego sprzętu. Kontener musiał przyjechać z Gdańska. Problemem było schłodzenie akumulatora.

Dlatego auto zostało umieszczone w kontenerze napełnionym wodą. Zgłoszenie pożaru otrzymaliśmy w niedzielę przed godz. 21, a wodę z kontenera odpompowano w poniedziałek o godz. 15.30. Później kontrolowano, czy temperatura baterii nie wzrasta. Od naszego wyjazdu do zdarzenia do powrotu do jednostki łącznie minęło ponad 21 godzin

- powiedział Marek Szwaba, oficer prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Kartuzach. Do pożaru doszło poza terenem zabudowanym, a strażacy przez całą akcję zabezpieczali teren. Dziennik.pl podaje, że na podstawie polisy ubezpieczeniowej auta straty oszacowano na 190 tys. zł. 

Polska straż pożarna się zbroi na pożary samochodów elektrycznych

W materiale z powyższego odnośnika dokładnie wyjaśniliśmy, jak płoną samochody elektryczne i, jak je gasić. Jedną z metod obniżenia temperatury baterii jest umieszczenie auta w specjalnym kontenerze. Polska straż pożarna ma trzy takie urządzenia. Niedawno pisaliśmy, że nowy sprzęt trafił do Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 7 we Wrocławiu. Jest to już piąty kontener w tej jednostce, ale pozostałe pełnią inne funkcje. Nowy specjalistyczny kontener do gaszenia samochodów elektrycznych został umieszczony na ciężarówce Scania z podwoziem typu nośnik kontenerowy.

Nowy strażacki sprzęt jest uniwersalny. Może służyć nie tylko do gaszenia pojazdów elektrycznych, ale również jako bufor wodny (dodatkowe źródło wody przy długotrwałych działaniach gaśniczych) oraz do samodzielnej dystrybucji wody, jeśli jest wyposażony w armaturę i własną motopompę. Kontener może być też używany do transportu piasku w workach albo luzem w przypadku działań przeciwpowodziowych.

Zobacz wideo Akcja policji i straży w Sokołowie Podlaskim. Mężczyzna zadzwonił, że utknął w zaspie i nie wie, gdzie jest

Gaszenie elektryka kontenerem

Jak wygląda akcja gaszenia elektryków przy użyciu strażackiego kontenera gaśniczego? Taki sprzęt wkracza do akcji w ostatniej fazie pożaru. Samochód elektryczny musi zostać wcześniej wstępnie ugaszony w tradycyjny sposób i dopiero wówczas jest umieszczany w kontenerze nawet na kilkadziesiąt godzin. Głównie po to, aby chłodzić akumulator trakcyjny auta i dzięki temu zapobiec ponownemu zapłonowi. W Polsce są trzy takie pojazdy-kontenery: we Wrocławiu, Krakowie i Warszawie. Przykład pożaru z Kaszub pokazuje, że inne straże pożarne także mają swoje sposoby na płonące elektryki.

Kontener jest przewożony na miejsce pożaru bez wody. Dopiero tam i po umieszczeniu w środku elektrycznego auta jest nią napełniany. Dlatego do takiej akcji pożarniczej są potrzebne jeszcze dwa inne strażackie pojazdy: cysterna gaśnicza, która do niego wpompuje wodę oraz wóz techniczny z żurawiem (tzw. HDS — Hydrauliczny Dźwig Samochodowy), który umieści w kontenerze samochód.

Specjalistyczny kontener do gaszenia pożarów samochodów elektrycznychSpecjalistyczny kontener do gaszenia pożarów samochodów elektrycznych fot. Komenda Miejska PSP we Wrocławiu

Czy trzeba się bać pożarów samochodów elektrycznych?

Z danych Państwowej Straży Pożarnej wynika, że w 2022 r. w Polsce było dziesięć pożarów samochodów elektrycznych. W tym samym czasie spłonęły u nas 8333 samochody osobowe z napędem spalinowym (i 9273 dostawcze). Nawet gdy wziąć pod lupę wyłącznie te pierwsze przelicznik na 100 aut w przypadku spalinowych to 0,04 samochodu, a w przypadku elektryków 0,03 auta na 100.

Nie można jednak tego bagatelizować, bo  liczba elektryków w Polsce konsekwentnie i dynamicznie wzrasta, a problem będzie nabierał na sile. Wciąż to są małe liczby, strażacy mają więc czas, żeby się podszkolić i uzbroić w odpowiedni sprzęt.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.