Pojechałem A2 do Niemiec. Mandaty powinny się sypać bez wyjątku. Mimo wyjątku

O mandacie za jazdę na zderzaku jest głośno w Polsce już od jakiegoś czasu, ale wciąż czasem nasze drogi szybkiego ruchu wyglądają jak pole bitwy. W ferworze wyprzedzania zapominamy o tym, jak niebezpieczny to manewr.

Wystarczy dłuższa trasa polskimi drogami szybkiego ruchu, żeby przypomnieć sobie, jak nieprzyjemne doświadczenie może to być i, ile mandatów powinno się na nich sypać. Czasem nadmierna prędkość to najmniejszy problem, ponieważ wciąż zdarzają się agresywni kierowcy, którzy upodobali sobie jazdę na zderzaku, strzelanie długimi, skrajnie niebezpieczne wyprzedzanie. Inna historia to oczywiście także wyprzedzające się ciężarówki na zakazie, ale to temat na zupełnie inny materiał. O bezpieczeństwie na drogach piszemy codziennie na stronie głównej gazeta.pl.

Zobacz wideo Wypadek na autostradzie w Czechach. Zderzyło się 20 samochodów osobowych i 16 ciężarówek

Niebezpieczne zachowania na drogach

Jakiś czas temu po innej objazdówce po Polsce nasz redaktor pisał, że "że 90 proc. kierowców, którzy mnie wyprzedzili w trasie, zasługiwało na 500-złotowy mandat. I pierwszym z przewinień w tej kwestii było wykroczenie polegające na utrzymywaniu zbyt małego odstępu od poprzedzającego pojazdu na drogach szybkiego ruchu". Po trasie autostradą A2 z Warszawy do Berlina i z powrotem oburzenie mnie nie dziwi. Może 90 proc. to pewna przesada, ale wciąż zdarzają się odcinki, na których jazda to walka o życie.

Najlepszym przykładem jest oczywiście A2 z Łodzi do Warszawy. Przepisy mówią jasno – kierowca jadący drogą ekspresową lub autostradą powinien zachować odległość od poprzedzającego auta wynoszącą połowę prędkości (czyli np. 120 km/h, to 60 metrów). Przepisy przewidują oczywiście wyjątek i ten dotyczy wyprzedzania. Wyjątek nie może jednak oznaczać sytuacji, w której auta zbliżają się do siebie na przysłowiowe milimetry. Wyprzedzanie na drogach szybkiego ruchu z pominięciem zasady bezpiecznego dystansu to jedno. Drugą kwestią jest drogowy pressing, który nadal jest wszechobecny. Kierowcy starają się niemalże "zepchnąć" auta jadące z przodu na inny pas ruchu.

Mandat za jazdę na zderzaku

Warto pamiętać o tym, że zbyt bliski dystans między pojazdami oznacza, że kierowca auta jadącego z tyłu tworzy zagrożenie bezpieczeństwa ruchu drogowego. A to kończy się i to coraz częściej mandatem wynoszącym do 500 zł. Dodatkowo wykroczenie oznacza sześć punktów karnych. I mandaty w takiej kwocie są naprawdę w Polsce wystawiane. To nie tylko prawna fikcja i straszak.

Od 1 stycznia zeszłego roku w polskim taryfikatorze pojawiła się konkretna pozycja. Nowe przepisy wyglądają następująco: Niezachowanie przez kierującego pojazdem wymaganego minimalnego odstępu między pojazdem, którym kieruje, a pojazdem jadącym przed nim na tym samym pasie ruchu oznacza mandat wynoszący od 300 do 500 zł.

Bezpieczna odległość - ile, przepis

Niezachowanie bezpiecznej odległości było jednym z najbardziej palących problemów polskich dróg. Często żartobliwie o tzw. jeździe na zderzaku mówi się jako o polskim sporcie narodowym. Jednak to nie powód do żartów. Policja często podaje, że nawet co piąty wypadek lub kolizja na autostradzie mogą być spowodowane właśnie zbyt bliską jazdą za pojazdem z przodu. Dlatego mówimy o "jeździe na zderzaku" - kierowcy, czasem dosłownie, jadą zderzak przy zderzaku.

Nowe przepisy określają bezpieczną odległość jako połowę aktualnej prędkości, czyli kierowca jadący 100 km/h musi jechać 50 m za poprzedzającym samochodem, 120 km/h – 60 m, 140 km/h – 70 m.

Bezpieczna odległość - wyjątki

Bezpieczna odległość dotyczy tylko dróg szybkiego ruchu. Ale i na nich jest jedna sytuacja, w której kierowca może lekko nagiąć powyższy przepis. Tym wyjątkiem są przypadki, w których kierujący pojazdem wykonuje manewr wyprzedzania.

O ile na drodze nie ma korka albo zatoru, to w innych sytuacjach nie można dojeżdżać zbyt blisko do pojazdów z przodu. Wyprzedzanie to jedyny wyjątek przewidziany przez polskie przepisy. Ale trzeba zachować zdrowy rozsądek

Bezpieczna odległość - jak obliczyć?

Najprostszą metodą jest tzw. jazda na słupki. Przy każdej drodze ustawione są biało-czerwone słupki informacyjne, które rozlokowano co 100 m. Mogą posłużyć do określania odległości od auta poprzedzającego. Skoro minimalna odległość na autostradzie wynosi 70 m (dzielimy 140 km/h na dwa), to powinniśmy jechać w mniej więcej 3/4 odległości między słupkami

Druga metoda to reguła dwóch lub trzech sekund. Wykorzystajmy dowolny nieruchomy obiekt, np. znak drogowy, przy którym jadący przed nami pojazd się znajduje. Jeśli miniemy wybrany znacznik trzy sekundy później, taki odstęp zapewni bezpieczeństwo oraz komfort ruchu i zarazem umożliwi zareagowanie w razie gwałtownego i niespodziewanego hamowania pojazdu przed nami.Zachowanie bezpiecznej odległości daje pewność, że zawsze będziecie mieć czas na reakcję. To gwarancja komfortu jazdy i bezpieczeństwa.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.