"Co to k**wa jest?" - to Polska. Drogowcy z Łodzi mają silną konkurencję z Jeleniej Góry

Problem dziurawych dróg oraz ich niechlujnego łatania dotyczy nie tylko Łodzi, ale także wielu innych miejscowości. Wczoraj do sieci trafiło interesujące zdjęcie, na którym udokumentowano efekty prac jeleniogórskich drogowców. Pewne pytanie nasuwa się samo...

Od jakiegoś czasu internet zalewają zdjęcia i nagrania dotyczące koszmarnego stanu dróg w Łodzi. Ich nawierzchnie są tak pokiereszowane, że jazda po nich grozi nawet niebezpieczeństwem. Przekonał się o tym pewien kierowca Skody, który wjechał, nie tyle, co w dziurę, a dół w jezdni o głębokości 90 cm. Poskutkowało to wystrzałem poduszek powietrznych i przebiciem opon. O tym pechowym przypadku możecie przeczytać w tym tekście. A więcej interesujących doniesień z polskich dróg znajdziecie także na stronie Gazeta.pl.

Kontrowersje wzbudził także sposób, w jaki łódzcy drogowcy naprawiają jezdnie. Wystarczy wspomnieć, że ostatnio załatali dziury w gruntowej drodze asfaltem. Mowa o ulicy Herbowej. Tą informacją podzielił się jeden z użytkowników Twittera. Oczywiście naprawy mają mieć charakter doraźny.

OFERTY AVANTI24.PL: Modowe inspiracje znajdziesz na Avanti24.pl

Podobnie było też w Poznaniu na ulicy Wicherkiewicz. W tym przypadku ZDM tłumaczył zastosowanie asfaltowych łat charakterem nawierzchni drogi, wykonanej z materiału pofrezowego - "Zastosowanie punktowo pofrezu lub tłucznia byłoby nieskuteczne, nie można właściwie zagęścić takiego materiału na tak utwardzonej drodze. Niezagęszczony materiał zostałby wyrzucony z ubytków przez koła przejeżdżających samochodów".

Naprawy dróg w Jeleniej Góry nie w smak mieszkańcom

Na facebookowej grupie "Jelenia Góra Podaj Dalej - Ciekawostki, Absurdy, Interwencje, Wypadki" jedna z użytkowniczek opublikowała zdjęcie naprawionej jezdni na ulicy Radarowej. Najwidoczniej jednego z mieszkańców bardzo poirytował sposób, w jaki załatano dziury. Swoje oburzenie wyraził za pomocą wulgarnego napisu wykonanego żółtym sprejem. 

Prowizoryczne łaty na nawierzchni ulicy Radarowej w Jeleniej Górze.Prowizoryczne łaty na nawierzchni ulicy Radarowej w Jeleniej Górze. Fot. Aga Anna Czaja (zdjęcie za zgodą autorki)

Jak przekazuje autorka, napis jest już niewidoczny - został zasłonięty tym samym materiałem co dziury.

Jak naprawiane są drogi?

Tego typu naprawy, mimo iż wyglądają pokracznie, są stosowane od wielu lat i mają na celu jedynie doraźnie uzupełnić ubytki. Najczęściej stosowaną przez drogowców metodą jest uzupełnienie ich tzw. masą na zimno. Zgodnie "ze sztuką" taka luka powinna zostać odpowiednio osuszona i oczyszczona, a następnie wyłożona masą bitumiczną, która zostaje dokładnie ubita, lub jakby to powiedzieliby drogowcy, zagęszczona.

W przypadku większych ubytków stosuje się inną, nieco bardziej czasochłonną i droższą, jednak zdecydowanie trwalszą metodę. Uszkodzony asfalt jest odpowiednio wycinany, czyszczony i  suszony. Następnie ubytek nawilżany jest specjalną emulsją ułatwiającą wiązanie warstw, po czym uzupełnia się go masą SMA. Jest to mieszanka bitumiczna, która stosowana jest jako wierzchnia warstwa jezdni, tzw. warstwa ścieralna. Charakteryzuje się szczelnością oraz odpornością na działanie czynników atmosferycznych, co gwarantuje mniejsze wykruszenia materiału. Finalnie jest ona odpowiednio wyrównywana i uszczelniana specjalną, plastyczną masą.

Zobacz wideo

Oczywiście ze względu na swój prowizoryczny charakter, najczęściej na wiosnę, gdy warunki atmosferyczne ulegają ustabilizowaniu i poprawie, tego typu łaty zastępowane są asfaltem lanym lub też mieszankami mineralno-asfaltowymi.

Niestety, niekiedy można spotkać się z widokiem drogowców, którzy masę kładą do kompletnie nieprzygotowanych dziur, co skutkuje szybką degradacją takiej łaty. Dodatkowo wykorzystane mieszanki nakładane są ze sporym zapasem, po czym nie są odpowiednio zagęszczane.

Miejmy jednak nadzieję, że gdy tylko pogoda się poprawi, wykonane zimą łaty na drogach Jeleniej Górze, jak i w innych miejscach w Polsce, znikną, będąc zastąpionymi przez pełnoprawną nawierzchnię.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.