Obywatel Jerzy S. Nie byłoby afery, gdyby nie alkohol

Tak upadają legendy. Po niegroźnej stłuczce na wizerunku nestora polskiego kina pojawiła się spora rysa. Nic takiego by się nie wydarzyło, gdyby był trzeźwy.

Przeprowadźmy prosty eksperyment myślowy. Samochód osobowy skręca w lewo na skrzyżowaniu. Obok niego jedzie skuter. Kierowca jednośladu jest najpierw z boku auta, potem za nim, potem znów obok. Przez jakiś czas z pewnością był w tzw. martwym polu, czyli strefie, której nie obejmują lusterka.

W końcu skuterzysta decyduje się wybrać prawy z trzech pasów. Pech chce, że to samo robi kierowca samochodu. Zderzają się niegroźnie, auto potrąca skuter tak lekko, że ten się nawet nie przewraca.  Nawet nie można tego nazwać wypadkiem, co właśnie potwierdziła ekspertyza Zakładu Medycyny Sądowej. 

Więcej informacji o wypadku Jerzego S. i bezpieczeństwie ruchu drogowego znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Czy takie zdarzenie drogowe brzmi spektakularnie? To zwykła stłuczka. Takie historie są codziennością na polskich drogach i wszędzie, gdzie panuje intensywny ruch. Nikt by o nim nie usłyszał, gdyby kierowca samochodu był trzeźwy i nie nazywał się Jerzy S. (nazwisko jest wam doskonale znane).

Obejrzałem film z kamerki umieszczonej na skuterze poszkodowanego więcej razy, niż bym chciał to robić. Wy też możecie ocenić zdarzenie samodzielnie. Nie widać na nim żadnego karygodnego zachowania kierowcy auta, ani też agresji użytkownika jednośladu.

Normalnie trudno by było przypisywać komukolwiek złe intencje. Uczestnik ruchu po zmianie kierunku jazdy na skrzyżowaniu zgodnie z przepisami może zająć dowolny pas. Jeśli jednocześnie robi to kilku kierowców, każdy musi ustąpić pierwszeństwa temu, kto znajduje się z jego prawej strony.

 

Kolizja Jerzego S. to przykład, że każdy może spaść z piedestału

Jerzy S. tego nie zrobił, jego wina jest ewidentna, ale trudno mu przypisywać złe intencje. Chodzi raczej o nieuwagę, o którą łatwo w intensywnym miejskim ruchu.

Kłopot w tym, że wybitny aktor, utalentowany reżyser, zdolny pisarz - jak sam powiedział - wypił "kilka kieliszków wina za dużo". W związku z tym automatycznie stał się przestępcą, a lud, który go wcześniej wielbił, teraz przypisuje mu najgorsze intencje. Nawiasem mówiąc, ciekawe, ile kieliszków wina zdaniem byłego rektora krakowskiej PWST byłoby w sam raz, aby wciąż móc prowadzić auto.

Gdyby Jerzy S. był trzeźwy, być może mimo jego rozpoznawalności, sprawa rozeszłaby się po kościach. Wystarczyłyby przeprosiny, jakaś rekompensata poniesionych strat i mandat, jeśli na miejsce przyjechałaby policja. W końcu, jak już zostało ustalone, nikomu nic się nie stało. Tymczasem obserwujemy cios w wizerunek osoby, która pracowała na niego całe życie.

Teraz zamiast gwiazdy i moralizatora, wiele osób widzi w nim przestępcę i oszusta. Ludzi powinno oceniać się za całokształt, a nie ostatnie czyny. Nigdy nie zapomnę o talencie komediowym i dramatycznym Jerzego S., dlatego tym bardziej jest mi przykro z powodu tego, co zrobił krakowski intelektualista. Najbardziej dziwi mnie relatywizowanie własnego zachowania w kraju, w którym spożywanie alkoholu, to nie kulinarna tradycja, tylko poważny problem społeczny.

Nie wsiadajcie za kierownicę po alkoholu. Unikniecie kłopotów i wyrzutów sumienia

Być może gdyby 17 października 2022 roku aktor nie zdecydował się na jazdę pod wpływem alkoholu, jednak zauważyłby opuszczający skrzyżowanie skuter i uniknął zderzenia. Nawet jeśli by do niego doszło, pewnie zatrzymałby się wyjaśnić sytuację, zamiast jechać dalej, jak gdyby nigdy nic.

Być może rzeczywiście nie zauważył potrącenia, chociaż odruchowa reakcja po spotkaniu się dwóch pojazdów świadczy o czymś innym. W tej chwili to nie ma znaczenia, bo każdy zakłada, że na opóźnioną reakcję oraz decyzję o ucieczce z miejsca wypadku miało wpływ 0,73 promila alkoholu we krwi, które jest już kwalifikowane jako stan nietrzeźwości. Właśnie tyle wykazał policyjny alkomat po zbadaniu aktora.

Stłuczka, którą spowodował Jerzy S., budzi wiele emocji z trzech powodów: sprawca jest sławny, był akurat pijany i dlatego, że zawsze lubił moralizować. Teraz w naszych głowach stał się bohaterem własnego scenariusza. Jego zachowanie i późniejsze próby wytłumaczenia się, rodzą mnóstwo wątpliwości co do przebiegu tego banalnego drogowego zdarzenia oraz intencji kierowcy samochodu.

Panie reżyserze, ja pana widziałem we wszystkich filmach: polskich i zagranicznych

Nie byłoby takich dylematów, gdyby sprawca był trzeźwy. Pamiętajcie o tym następnym razem, gdy zdecydujecie się wsiąść za kierownicę po kilku kieliszkach wina wypitych do obiadu. Piłeś, nie jedź! To proste.

Nawet jeśli "nikomu nic nie zrobicie", jak powiedział aktor w rozmowie z dziennikarką Faktu, te kieliszki mogą wam zniszczyć życie.

Prawdziwy "Tydzień z życia mężczyzny" dziś miał swój finał. Sprawca przyznał się do winy, wyraził skruchę i dobrowolnie poddał karze. "Bardzo żałuję, że do tego zdarzenia doszło. Nigdy wcześniej nie prowadziłem pod wpływem alkoholu" - powiedział podczas przesłuchania Jerzy S. Bardzo mi przykro, ale ja, wychowany na pana filmach, znam ludzką naturę i w drugą część tego stwierdzenia nie wierzę. 

Więcej o:
Copyright © Agora SA