Mieszkam przy trasie budowy "Tramwaju do Wilanowa". Budzi mnie trąbienie autobusów MZA

Na samym początku planowanej trasy "Tramwaju do Wilanowa" jest ulica Puławska, a na niej potężny plac budowy. Wykonawca robót dobrze zorganizował ruch, ale kierowcy i tak nie dają rady pokonać objazdu.

Jaki jest pierwszy dźwięk, który słyszycie każdego ranka? Mnie najczęściej budzą klaksony miejskich autobusów. To rodzaj hałasu, do którego mieszkańcy centrum Warszawy raczej są przyzwyczajeni, ale od września 2022 r. występuje z zaskakującą regularnością. Po pewnym czasie zrozumiałem dlaczego. Wiążą się z organizacją ruchu na trasie "Tramwaju do Wilanowa". Kierowcy MZA niestety mają powód, aby ich używać. Więcej informacji na temat budowy "Tramwaju do Wilanowa" znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Zobacz wideo Wjechał autobusem na przejazd kolejowy, gdy zamykały się rogatki.

"Tramwaj do Wilanowa". Autobusy MZA trąbią na kierowców osobówek, bo "pas jest zły"

Polacy najczęściej korzystają z klaksonu nie żeby ostrzec przed niebezpieczeństwem, tylko aby pouczyć i upokorzyć innych uczestników ruchu. Dawno się z tym pogodziłem, chociaż nie do końca rozumiem i zwykle krytykuję. W tym przypadku muszę zrobić wyjątek, bo wina leży po stronie kierowców osobówek, którym brakuje wprawy i umiejętności do miejskiej jazdy.

Na początku prac nad nową linią tramwajową, która ma wozić warszawian z centrum do Wilanowa i z powrotem, początek ul. Puławskiej zmienił się w plac budowy. Część ulicy została zamknięta dla niemal wszystkich poza mieszkańcami, a ruch w obie strony został poprowadzony drugą jezdnią pierwotnie wiodącą na południe stolicy.

Zarząd Dróg Miejskich wyznaczył jeden wspólny pas prowadzący na południe i dwa pasy w kierunku centrum. Prawy to tzw. buspas i jest przeznaczony dla autobusów MZA oraz innych uprawnionych pojazdów: taksówek, karetek itp. Lewym (a de facto środkowym pasem jezdni) muszą jechać pozostałe auta. Ma szerokość 2,2 m i w tym cały problem.

Pas prowadzący z centrum na Mokotów również jest dość wąski, ale nie tak bardzo, jak ściśnięty pomiędzy nim a buspasem środkowy pas do centrum. Ma przepisową szerokość 2,2 m, o czym zawiadamia stosowna tablica, a oznakowanie poziome zostało poprawione i od pewnego czasu jest doskonale widoczne. Teoretycznie nie powinno być problemu.

Warszawa. Objazd budowy 'Tramwaj do Wilanowa' wzdłuż ul. PuławskiejWarszawa. Objazd budowy 'Tramwaj do Wilanowa' wzdłuż ul. Puławskiej fot. ŁK

Środkowy pas ma przepisową szerokość 2,2 metra. Miejskie autobusy robią "kangury"

Mimo to kierowcy (niedużych w porównaniu z autobusami) osobowych aut nie potrafią się na nim zmieścić i notorycznie blokują pas dla autobusów. Zazwyczaj dzieje się to w czasie jazdy, ale w godzinach szczytu tworzy się zator. Wówczas sfrustrowani perspektywą spóźnienia na przystanek kierowcy MZA muszą zatrzymywać się co kilkadziesiąt metrów. Wtedy trąbią, a użytkownik samochodu osobowego wraca na swój pas, chyba że akurat stoi w korku i nie ma takiej możliwości.

To schemat, który powtarza się każdego powszedniego dnia w godzinach szczytu, rano i po południu. Właściciele osobówek stoją w korku. Mniej sprawni albo w większych samochodach wtedy częściowo zajmują buspas, kierowcy miejskich autobusów nich trąbią, a życie toczy się dalej.

Jeśli ktoś ma wątpliwości, warto podkreślić, że całkowitą winę za tę sytuację ponoszą kierowcy samochodów osobowych, którym brakuje doświadczenia i wyczucia rozmiarów auta, przez co nie potrafią zmieścić się na swoim pasie. Większość samochodów ma szerokość nieprzekraczającą dwóch metrów. Szerokość pasa 2,2 metra jest zupełnie normalna w przypadku objazdów i remontów dróg i dla kierowców większości europejskich krajów zmieszczenie się na nich nie stanowi żadnego problemu. Zwężone lewe pasy na niemieckich autostradach mają szerokość 2 metrów i również tam nie ma tam zatorów. U nas muszą być korki, hałas i frustracja.

Co ciekawe, kierowcy samochodów osobowych bardziej się boją urwania lusterka po spotkaniu z pojazdami z przeciwka niż uszkodzenia karoserii przez rozpędzony autobus jadący po prawej. Pewnie działa efekt psychologiczny, bo większy strach budzi auto z przeciwka niż to jadące za nami, które widać tylko w lusterku.

Na Puławskiej w centrum od początku budowy "Tramwaju do Wilanowa" dzieją się dziwne i ciekawe rzeczy. Samochody parkują, gdzie popadnie, jeżdżą drogami jednokierunkowymi pod prąd i łamią zakaz skrętu w lewo. Na początku myślałem, że to na nich trąbią inni zdenerwowani uczestnicy ruchu. Dopiero później zorientowałem się, że przyczyna jest zupełnie inna. Nie chodzi o lekceważenie przepisów, tylko o brak umiejętności.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.