Szeroki pas się zwęża, a na nim dwa auta. Kto ma pierwszeństwo? Można się pomylić

Szeroki pas, na którym zmieszczą się dwa samochody może być pułapką. Wystarczy, że się zagapicie, a dojdzie do stłuczki lub wypadku. I to z waszej winy.

Sytuacja z życia Moto.pl wzięta. Ul. Bobrowiecka w Warszawie rozszerza się przy skrzyżowaniu z ul. Chełmską pas jest na tyle szeroki, że spokojnie mieszczą się tam dwa duże samochody. Dlatego większość kierowców, którzy jadą w lewo lub prosto, dojeżdża do lewej strony, żeby umożliwić osobom, chcącym skręcić w prawo, skorzystanie z zielonej strzałki. Jeśli świeci się czerwone światło, to zwykle po lewej stronie pasa stoi sznur aut, a prawa strona jest wolna, żeby nikogo nie blokować.

Zobacz wideo Kierowca potrącił pieszego, nie ustępując mu pierwszeństwa na pasach

Szeroki pas się zwęża. Kto ma pierwszeństwo?

Zdarza się jednak, że ktoś wykorzysta pustą przestrzeń, żeby zająć pierwsze miejsce i pojechać prosto, kiedy zapali się zielone. I nikogo tu nie oceniam. Czasem to rzeczywiście cwaniak, który korzysta z uprzejmości innych, a czasem ktoś po prostu nie zorientuje się, że inni kierowcy specjalnie stoją po lewej. Nie można krytykować, bo z punktu widzenia przepisów nie robią przecież nic złego Ktoś może też myśleć, że sznur aut z lewej czeka na skręt w lewo.

Problem powstaje później, kiedy kierowcy razem ruszą prosto. Szeroka Bobrowiecka przechodzi w wąską Czerską, gdzie nie ma opcji, żeby dwa auta się zmieściły. Bardzo często dochodzi do nerwowych sytuacji, trąbienia, a od stłuczki kierowców dzielą milimetry. Kto powinien pojechać w takiej sytuacji pierwszy? Kierowca z prawej strony. W myśl zasad ruchu drogowego mamy obowiązek trzymać się prawej krawędzi jezdni - to więc on jedzie prawidłowo i powinien zostać przepuszczony, jeśli dwa auta będą tuż obok siebie.

Warto o tym pamiętać. Ponieważ czasem w ogóle nie spodziewamy się, że kierowca z prawej nie skręci. Podświadomie zakładamy, że tylko my pojedziemy prosto. A sytuacja, w której musimy ustąpić pierwszeństwa komuś, komu (teoretycznie) zwęża się pas może być nienaturalna. Widzicie to na otwierającym zdjęciu. Logiczne może się wydawać, że skoro to ten drugi kierowca musi zmienić tor jazdy (tu akurat stoją zaparkowane samochody), to on przepuszcza jadący obok samochód. To pułapka. W myśl przepisów jeździmy przy prawej krawędzi jezdni. I to kierowca z prawej ma pierwszeństwo.

Nigdy nie zapominajcie o spojrzeniu w prawo i upewnieniu się, że nie dojdzie do stłuczki. To częsta sytuacja, która doprowadza do wielu nerwów na drodze. Niekoniecznie ze złośliwości czy umyślnego wymuszania pierwszeństwa.

To samo dotyczy zwężających się pasów bez skrzyżowań

Ten sam przepis obowiązuje, kiedy jedziecie szerokim pasem, samochód przy samochodzie, a ten zaczyna się powoli zwężać. Warszawiacy mogą to zaobserwować choćby na Alei Wilanowskiej niedaleko Galerii Mokotów. Brakuje wymalowanych pasów, a na jednym wielkim mieszczą się dwa auta. Nie raz widziałem, jak w momencie zwężania kierowcy najeżdżali na siebie i trąbili. Często to ci z lewej mają największe pretensje.

Tutaj działa dokładnie ta sama zasada. Skoro przepisy nakazują trzymać się prawej strony, to pierwszeństwo ma samochód z prawej.

Ogólne zasady ruchu nakazują kierującemu pojazdem jazdę możliwie blisko prawej krawędzi jezdni wyznaczonej krawężnikiem bądź znakiem poziomym. W związku z tym jego pas ruchu przebiega równolegle do krawędzi jezdni, a nie do jej środka. Dlatego co do zasady, jeśli znaki drogowe nie wskazują inaczej ten pas ruchu nie kończy się, a co za tym idzie nie można wymagać od jadącego nim aby ustępował pierwszeństwa w związku ze zmianą pasa ruchu

- tak przepis wyjaśniała policja w rozmowie z auto.dziennik.pl.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.