"Mandat? Panem zajmie się sąd", czyli kiedy policjant zdecyduje, że 5000 zł to za mało

Wyobraźcie sobie, że do policjanta rozpoczynającego kontrolę z miejsca mówicie, że przyjmujecie mandat karny. Ten jednak odwraca się do was i ze zdziwieniem stwierdza: "Mandat? Ale jaki mandat?". To niezbyt dobry początek rozmowy.

O zakresie kar dla kierowców szerzej opowiadamy również w materiałach publikowanych w serwisie Gazeta.pl.

Kierowcy, podczas codziennej jazdy samochodem, nie zdają sobie często sprawy z tego, jak potężnym zagrożeniem w razie poważnego wykroczenia drogowego, staje się art. 86 par. 1 i 3 ustawy Kodeks wykroczeń. Tak, oczywiście określa on wysokość kary. Tyle że policjant może uznać ją za niewystarczającą. Skutek? Tym stanie się sprawa w sądzie, ale i... utrata prawa jazdy.

Zobacz wideo Ekstremalna kara dla rowerzysty za przejazd pod szlabanem. Mandat droższy niż rower

Zagrożenie bezpieczeństwa ruchu. To ono uruchamia lawinę kary

Zacznijmy jednak od początku. Art. 86 par. 1 ustawy KW mówi o stworzeniu zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Określa, że kierujący tworzący je, podlega karze grzyby. Kwota nie została określona precyzyjnie. To oznacza, że policjant ma do dyspozycji maksymalne widełki. Skutek? Mandat może opiewać na kwotę wynoszącą od 20 do 5000 zł.

Czym jest stworzenie zagrożenia dla bezpieczeństwa ruchu drogowego? W tą kategorię łapie się tak naprawdę cała masa wykroczeń. To drastyczne przekroczenie prędkości w okolicy szkoły, całkowity brak poszanowania dla pierwszeństwa pieszych, jazda zygzakiem na drodze wielopasmowej czy zajeżdżanie drogi i hamowanie.

Wyobraźmy sobie, że zdarzyło wam się popełnić drastyczne wykroczenie. I przyjmijmy, że postanawiacie "przełknąć" 5 tys. zł. To jednak jeszcze nie daje wam gwarancji sukcesu. Bo na wasze słowa mówiące o przyjęciu mandatu, policjant może odpowiedzieć: "zaraz, zaraz, ale kto o mandacie w ogóle mówi?". W tym momencie funkcjonariusz z pewności uruchomi art. 86 par. 3 ustawy KW. A ten mówi o tym że "w razie popełnienia wykroczenia określonego w § 1 przez osobę prowadzącą pojazd można orzec zakaz prowadzenia pojazdów". Skutek? Sprawa automatycznie trafia do sądu.

Zamiast mandatu, sprawa w sądzie. Kara do 30 tys. zł i utrata prawka

Rozstrzygnięcie winy za wykroczenie drogowe nie powinno zająć sędziemu dużo czasu. Będzie miał zeznania funkcjonariusza i ewentualnie nagranie np. z wideorejestratora. To jednak połowicznie dobra informacja. Bo sędzia w postanowieniu określi też karę za czyn. A ta może oznaczać nawet 30 tys. zł grzywny i zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Zakaz może obowiązywać przez okres od 6 miesięcy do 3 lat.

Zakaz trwający dłużej niż 12 miesięcy oznacza, że po jego minięciu kierowca musi zdobyć uprawnienia "od nowa". Konieczny jest kurs i egzamin. Do 12 miesięcy prawo jazdy jest oddawane kierującemu.

Nie jeden mandat, a kilka mandatów. Metoda alternatywna

Pomijając "niezwykłą" moc art. 86 KW, policjanci mają alternatywny szlak karania kierowców drastycznie występujących przeciwko przepisom drogowym. Bo mogą też kumulować wykroczenia. Ale nie na jednym mandacie, a wystawiając ich kilka. Idealny przykład pochodzi z Góry Kalwarii. To tam kierujący BMW podczas jednej kontroli dostał kilka mandatów, które po zsumowaniu dały 16 tys. zł grzywny i 126 punktów karnych. Prowadzący stracił zatem uprawnienia do kierowania pojazdami, musi udać się na powtórny egzamin i pewnie wziąć kredyt na opłacenie kary. To także surowa kara i sroga nauczka.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.