Co robić jak trafisz na karambol? Policja każe uciekać

Na drodze ekspresowej zderzyło się kilka samochodów. Co w takiej sytuacji powinien zrobić kierowca lub jego pasażer? Policja ma tak naprawdę jedną radę. Najlepiej po prostu... uciec z miejsca zdarzenia. Uciec na bezpieczną odległość oczywiście.

O różnorodnych scenariuszach drogowych i przepisowych sposobach zachowania się na drodze szerzej opowiadamy również w serwisie Gazeta.pl.

Wieczorem pojawiają się mgły i delikatny mróz. Warunki takie stanowią dość mocne odbicie dla słonecznej pogody panującej w czasie dnia. A do tego mogą sprzyjać powstaniu kolizji. W sytuacji, w której do zdarzenia dojdzie na drodze szybkiego ruchu, możliwy jest nawet karambol. To sytuacja ekstremalnie niebezpieczna dla uczestników. Jak się zatem zachować?

Zobacz wideo Zatrzymał się, by udzielić pomocy pieszej. Ciężarówka jadąca za nim nie zdążyła wyhamować

Co mają zrobić uczestnicy karambolu? Uciekać z auta!

Doszło do wypadku. Na drodze zderzyło się kilkanaście samochodów. Co powinni zrobić ich pasażerowie? W pierwszej kolejności powinni zgasić silnik w pojeździe, zaciągnąć hamulec ręczny i włączyć światła awaryjne. Kolejnym krokiem powinno być niezwłoczne opuszczenie kabiny pasażerskiej. Jeżeli występuje spore ryzyko, że do karambolu mogą dołączyć kolejne pojazdy (słychać np. że nadjeżdżają z dużą prędkością), pasażerowie powinni niezwłocznie opuścić drogę, przejść przez bariery ochronne i rów melioracyjny. Dopiero tam znajdą bezpieczne dla siebie miejsce. Konieczne jest też wezwanie służb ratunkowych pod numerem alarmowym 112.

Tak, opuszczanie pojazdu po wypadku nie jest do końca bezpieczne. Przy zachowaniu środków ostrożności takie zachowanie okaże się jednak mniej zagrażające życiu niż pozostanie w kabinie pojazdu. W auto może bowiem zaraz uderzyć np. ciężarówka i zmiażdżyć je.

Uczestnik może udzielić pomocy. Ale musi pamiętać o swoim bezpieczeństwie

Załóżmy że po opuszczeniu kabiny pasażerskiej podróżujący dostrzegli, że za karambolem zatrzymały się inne auta. Ich kierowcy włączyli światła awaryjne, a więc nie ma zagrożenia kolejnym zdarzeniem. Co wtedy? Po zgaszeniu silnika, włączeniu świateł awaryjnych i wezwaniu służb ratunkowych, pasażerowie mogą udzielić pierwszej pomocy poszkodowanym. Czasami będzie to polegało na ułatwieniu opuszczenia kabiny rozbitego pojazdu, czasami na opatrzeniu lekkich ran, a czasami rozmowie.

Warto również uważnie obserwować sytuację na drodze. W pojazdach z mocno rozbitym przodem, można postarać się np. odpiąć akumulator. Tak, aby odciąć zasilanie i aby zapobiec ewentualnemu zwarciu i pożarowi. W razie pożaru jednego z pojazdów, należy starać się ugasić ogień przy pomocy pokładowych gaśnic.

Świadkowie karambolu. Gdzie zostawić auto, jak udzielić pomocy?

O pewnych zasadach powinny pamiętać też osoby, które zatrzymały się przed karambolem. Ważne jest to aby:

  • w sytuacji, w której osoby takie nie mają pewności czy kolejne auta dostrzegły zator drogowy, powinny opuścić obręb drogi. Dla własnego bezpieczeństwa.
  • kierujący pozostawili swoje auta na poboczu albo przejechali przed karambol, ewentualnie ustawili pojazdy tyłem do karambolu i kierunku jazdy.
  • nie zablokować przejazdu dla służb ratunkowych. Należy pozostawić korytarz życia, który pozwoli na swobodne dotarcie na miejsce zdarzenia.

Karambol i ucieczka z auta. Czy oznacza nieudzielenie pomocy?

Policja zaleca, aby w razie karambolu uciekać. Tylko czy taka rada jest zgodna z prawem? Aby się o tym przekonać, wystarczy zajrzeć do art. 162 par. 1 ustawy Kodeks karny. W przepisie tym pojawia się wyraźna adnotacja mówiąca o tym, że spod obowiązku udzielenia pomocy wyjęte są te osoby, które "mogą jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu". Przesłanka w tym przypadku zostanie wypełniona. Kierujący nie poniesie konsekwencji.

Ciekawostkowo dodamy tylko, że nieudzielenie pomocy w innych warunkach oznacza do 5 tys. zł mandatu i odebranie prawa jazdy (Kodeks wykroczeń) lub do 3 lat pozbawienia wolności (Kodeks karny).
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.