Bandycka szarża kierowcy BMW na "starej czwórce" pod Krakowem. Utrata prawa jazdy murowana

Kierowca BMW E61 popisał się szczególnym brakiem poszanowania dla przepisów ruchu drogowego. Jadąc po drodze krajowej nr 94, zwanej "starą czwórką", m.in. zignorował podwójną linię ciągłą, czy też wyprzedzał na przejściu dla pieszych, łamiąc przy tym ograniczenia prędkości.

Piratów drogowych na polskich drogach niestety nie brakuje. Tego typu kierowcy mają w głębokim poważaniu przepisy, a przy okazji często przeceniają swoje możliwości, doprowadzając tym samym do wielu niebezpiecznych sytuacji. Wybryki jednego z takich delikwentów uchwycono na nagraniu opublikowanym na youtube'owym kanale Bandyta z kamerką.

Widzimy na nim, jak autor materiału 23 grudnia jadąc po drodze krajowej nr 94, nazywanej "starą czwórką", wykonuje manewr wyprzedzania. Tuż za nim trzymał się już wyraźnie zniecierpliwiony kierowca BMW, który tylko czekał, aż ten ustąpi mu miejsca. Nie mogąc wytrzymać chwili dłużej, postanowił wyprzedzić autora, przekraczając przy tym podwójną linię ciągłą. Najprawdopodobniej prowadzący E61 nie zwracał uwagi także na znaki drogowe, które informowały o zbliżającym się zwężeniu jezdni.

 

Na szczęście udało mu się w porę wyprzedzić kierowcę i ominąć wysepkę. Na tak rażące pogwałcenie przepisów przez pirata, autor zareagował poprzez użycie klaksonu oraz "długich" świateł. Prowadzący BMW nie przejął się tym za bardzo — złośliwie zwolnił do 40 km/h i wystawił rękę za okno, pokazując "międzynardowy znak pokoju". To nie wszystko. Po chwili ponownie przekroczył podwójną linię ciągłą i wyprzedził dwa samochody na przejściu dla pieszych. Zignorował przy tym ograniczenie prędkości do 50 km/h.

Jak można wyczytać z opisu filmiku, sprawa została zgłoszona na policję, a nagranie posłuży jako dowód w sprawie. Kierowca BMW najprawdopodobniej pożałuje swojej brawurowej jazdy. Już za samo wyprzedzanie na pasach grozi mu 15 punktów karnych i 1500 zł mandatu. Biorąc jednak pod uwagę resztę wykroczeń oraz sposób zachowania pirata, funkcjonariusze odbiorą mu prawo jazdy, a sprawę najpewniej przekażą do sądu. W tym przypadku kierowcy grozi nawet 30 tys. zł grzywny oraz zakaz prowadzenia pojazdów.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.