Szokujące zachowanie policjantów. Rozbili radiowóz z nastolatkami w środku

W Dawidach Bankowych pod Warszawą doszło do szokującego zdarzenia. Policjanci rozbili radiowóz o drzewo, a pasażerkami na tylnej kanapie okazały się dwie nastolatki. Sprawę wyjaśnia prokuratura.

Do zagadkowego zdarzenia doszło w nocy z poniedziałku na wtorek (2-3 stycznia). Jak wynika ze wstępnych informacji przekazanych przez policję, funkcjonariusz stracił panowanie nad samochodem i rozbił się o drzewo.

Więcej ciekawych newsów znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Służby ratunkowe pojawiły się na miejscu po niedługim czasie, ale na miejscu brakowało już dwóch poszkodowanych pasażerek. Nie są znane powody, dlaczego policjanci zabrali ze sobą do radiowozu nastolatki. 17- i 19-latka nie jechały zbyt długo w radiowozie. Samochód rozbił się na drzewie już niecałych dwóch kilometrach

Zobacz wideo

Katarzyna Jaroch z Gazety Wyborczej dotarła do jednej z poszkodowanych. 17-latka trafiła do jednego z warszawskich szpitali, ale po kilku godzinach została wypisana. Na drugi dzień wróciła tam z powodu złego samopoczucia. Okazało się, że będzie konieczna operacja nosa. 

W rozmowie z dziennikarką zrelacjonowała całą historię. Wszystko zaczęło się w momencie, gdy dziewczyna i jej znajomi zauważyli pożar. Zadzwonili po straż pożarną, ale w tym samym czasie pojawił się policyjny radiowóz. Policjanci byli w dobrych humorach. Już na wstępie dwuznacznie żartowali w kierunku dziewczyn.

Nie takiego koguta możemy włączyć

- miał zażartować jeden z nich. Następnie odczekali, aż odjedzie straż pożarna i zaprosili jedną z dziewczyn do radiowozu. 19-latka bała się zostać sam na sam z policjantami, dlatego poprosiła koleżankę o towarzystwo.

Pasażerki usiadły na tylnym siedzeniu, a gdy funkcjonariusze zakończyli czynności, samochód ruszył z piskiem opon. Pasażerki miały od razu złe przeczucia. Nie wiedziały, w jakim kierunku zmierzają. Kierowca i jego kolega nie odpowiadali na pytania. 

W pewnym momencie włączyli "koguta" i zaczęli jechać jeszcze szybciej. Na jednym z zakrętów samochód wypadł z drogi. W wyniku zdarzenia pasażerki zostały mocno poturbowane. Policjanci nie przejęli się ich stanem. Zamiast zapytać o pomoc, dziewczyny usłyszały od młodszego, że mają uciekać. Drugi z funkcjonariuszy w mniej parlamentarny sposób zachęcił towarzyszki do opuszczenia radiowozu.

Spie******cie!

- miał krzyknąć starszy policjant. Dziewczyny odeszły kilkadziesiąt metrów dalej i wezwały znajomych. Koledzy zabrali poszkodowane do OSP w Raszynie, gdzie znajdowała się pomoc medyczna. Jak wynika z relacji 17-letniej uczestniczki zdarzenia, roztrzaskany radiowóz nie zrobił większego wrażenia na policjantach. Mieli wymieniać pomiędzy sobą uśmiechy i spojrzenia. 

Tak naprawdę, to cieszę się, że się rozbiliśmy. Nie wiem, jak by się to skończyło. Zaczęłam się zastanawiać, jakie policjanci mają wobec nas zamiary 

- powiedziała poszkodowana. Dodała również, że zrobi wszystko, żeby policjanci zostali ukarani za swoje czyny. Okazuje się, że w międzyczasie pruszkowscy funkcjonariusze wrócili do pracy. Nałożono na nich zakaz prowadzenia pojazdów służbowych, ale uruchomiono postępowanie dyscyplinarne. Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie spowodowania wypadku oraz nieudzielenia pomocy.

Na obecnym etapie policjanci jeszcze nie usłyszeli zarzutów. Kolejnym krokiem prokuratury będzie przesłuchanie świadków oraz uzyskanie opinii biegłych.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.