Jechał ze znakiem drogowym wbitym w reflektor. Twierdził, że "nic się nie stało"

Policjant wracający po służbie do domu zauważył na drodze Citroena ze znakiem wbitym w reflektor. Pojechał za nim, a po zatrzymaniu próbował dowiedzieć się, co się stało. Kierowca nie widział problemu, ale jego stan szybko zdradził odór alkoholu.

Białostocka policja poinformowała o nietypowym zdarzeniu na jednej z miejskich dróg. Funkcjonariusz z wydziału dochodzeniowo-śledczego wracał do domu po służbie. Wtem zauważył na ulicy Zabłudowskiej samochód marki Citroen, poruszający się ze znakiem drogowym wbitym w reflektor.

Więcej ciekawych newsów motoryzacyjnych znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Po chwili kierowca Citroena postanowił zatrzymać się w zatoczce autobusowej, a zaraz za nim zaparkował mundurowy. Policjant postanowił zapytać kierowcę, co się stało z samochodem. W odpowiedzi usłyszał krótkie: "nic się nie stało".

Zobacz wideo

W tym samym momencie policjant wyczuł od kierowcy mocną woń alkoholu. Dlatego postanowił zabrać mu kluczyki i poinformować o sytuacji dyżurnego białostockiej komendy. Po kilkunastu minutach na miejscu pojawili się umundurowani policjanci wyposażeni w alkomat. Okazało się, że 24-latek miał blisko promil alkoholu w organizmie.

Kierowca stracił prawo jazdy, a jego samochód przetransportowano lawetą na policyjny parking. Jazda w stanie nietrzeźwości jest przestępstwem. Kierowcy grozi kara pozbawienia wolności do lat dwóch, zakaz prowadzenia pojazdów nawet do 15 lat, a także kara pieniężna w wysokości od 5 tys. zł do 60 tys. zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej.

Białostocka policja nie wyjaśniła do tej pory, jak doszło do sytuacji ze znakiem wbitym w reflektor.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.