Można dostać mandat za ładowanie naładowanego akumulatora? Można i to aż 5000 zł

Ładowanie elektryka zakończyło się, ale jego właściciel nie ma najmniejszego zamiaru odłączyć pojazdu. Tak, ten czyn jest wykroczeniem. Co więcej, oznacza dotkliwą karę. Bo policjanci mogą wlepić kierującemu nawet 5 tys. zł mandatu.

Ładowanie naładowanego akumulatora to piękny termin, który narodził się w polskiej wersji elektromobilności. Zjawisko opisywaliśmy już m.in. w tekstach publikowanych w serwisie Gazeta.pl. Co oznacza? Scenariusz, w którym choć ładowanie pojazdu elektrycznego zakończyło się, auto cały czas jest podłączone do ładowarki lub cały czas blokuje dedykowane miejsce pod ładowarką.

Zobacz wideo Lexus RZ - jeździmy pierwszym autem elektrycznym Lexusa, które nie ma kierownicy

Blokowanie ładowarek. To realny problem polskiej elektromobilności

Pozostawienie naładowanego samochodu pod ładowarką wynika w dużej mierze... z braku szacunku dla innych kierowców. Kierujący myślą sobie: byłem pierwszy, więc teraz mój pojazd może tu stać tyle, ile ja będę chciał. Problem jest jednak szerszy. Bo blokowanie stanowisk uszczupla możliwości naszej i tak dość skromnej sieci stacji ładowania. W skrajnym przypadku może sprawić, że ktoś podróżujący elektrykiem na "głębokiej rezerwie" będzie musiał czekać nie tylko na naładowanie baterii, ale najpierw zwolnienie stanowiska.

Przewód podłączony do zamkniętego samochodu nie zwalnia się nawet po zakończeniu ładowania. Da się go wyjąć ze złącza w aucie dopiero w momencie odryglowania zamków.

Nie, ładowanie naładowanego samochodu nie jest zjawiskiem rzadkim. Ja choć niezbyt często testuję pojazdy elektryczne, spotkałem się z taką sytuacją kilkukrotnie. Jeszcze częściej jednak spotykałem się ze scenariuszem, w którym na miejscu pod ładowarkami parkowały samochody nie-elektryczne lub nie-hybrydowe plug-in. Powód? Bo stanowisko jest blisko wejścia do marketu i było akurat wolne...

Nissan LeafOdpalili darmową stację ładowania. Była tak popularna, że trzeba było ją zamknąć

Stacje ładowania z nowymi znakami drogowymi. Dwa typy oznaczeń

Problem z blokowaniem ładowarek dostrzegły organizacje działające na rzecz rozwoju elektromobilności w Polsce. Zaapelowały do rządzących i ci na szczęście postanowili działać. Skutek? Tym jest na początek pojawienie się oznaczeń stanowisk ładowania dla samochodów elektrycznych. Miejsce takie powinno być oznakowane za pomocą:

  • znaku D-18a z tabliczką z napisem "EV ładowanie". Miejsce takie oznacza przestrzeń służącą do postoju pojazdów elektrycznych wyłącznie na czas ładowania.
  • wyznaczenia na powierzchni parkingu koperty z napisem EV lub EE.

Mandat za parkowanie na miejscu dla aut elektrycznych to nawet 5 tys. zł

Nowy taryfikator mandatów za niezastosowanie się do znaku D-18a "Parking – miejsce zastrzeżone" przewiduje 100 zł mandatu i 1 punkt karny. Tyle że w tym przypadku kara mimo wszystko może być zdecydowanie wyższa. Policjanci jako podstawę prawną mogą wykorzystać art. 92 par. 1 ustawy Kodeks wykroczeń, który mówi o tym że:

Kto nie stosuje się do znaku lub sygnału drogowego albo do sygnału lub polecenia osoby uprawnionej do kierowania ruchem lub do kontroli ruchu drogowego, podlega karze grzywny albo karze nagany.

Słowa "podlega karze grzywny" oznaczają w tym przypadku możliwość wypisania na blankiecie nawet 5 tys. zł. To realna wysokość mandatu za ładowanie naładowanego akumulatora lub bezprawny postój przy stacji ładowania benzyniaka, diesla lub auta z zasilaniem LPG.

Więcej o: