Kraków chce strefy czystego transportu. Ale nie w ścisłym centrum. W całym mieście

Kraków chce być pionierem. Ma coraz mocniejsze zakusy na stworzenie strefy czystego transportu. Ostateczna decyzja w tej sprawie zostanie podjęcia 24 grudnia. Tylko czy to dobry kierunek? Problemy i to poważne są dwa.

Status stref czystego transportu w Polsce najpierw został ustanowiony, później ograniczony, aby w tym roku powrócić w pełnym kształcie. Kolejna zmiana ustawy o elektromobilności zezwala na ich tworzenie – o czym informowaliśmy m.in. w serwisie Gazeta.pl. A jednym z pionierów chce być Kraków. Tyle że to oznacza dość przykrą informację dla mieszkańców. Będą musieli... sprzedać swoje auta.

Zobacz wideo Potrącenie pieszych w Zielonej Górze

1/3 mieszkańców za, 1/3 przeciw. Radni Krakowa muszą podjąć decyzję do świąt

10 października 2022 roku w Krakowie zakończyły się konsultacje społeczne nad projektem uchwały wprowadzającej w Krakowie Strefę Czystego Transportu. W ramach konsultacji wpłynęło 617 uwag, przy czym 1/3 z nich stanowczo popiera utworzenie SCT, a 1/3 stanowczo sprzeciwia się takiemu pomysłowi. Wynik konsultacji społecznych jest znany. Teraz zatem czas na miejskich radnych. Muszą oni podjąć decyzją dotyczącą utworzenia pierwszej SCT w Polsce do 24 grudnia 2022 roku.

Sam pomysł tworzenia stref czystego transportu może się wydawać dobry. Pod warunkiem jednak, że dotyczy przede wszystkim ścisłego centrum miasta. W takim przypadku nie sparaliżuje ruchu, a jednocześnie pozwoli na ograniczenie zanieczyszczenia powietrza. Problem z krakowską SCT polega na tym, że włodarze chcą ograniczyć ruch aut spalinowych w ramach wszystkich granic administracyjnych miasta. A nie tylko w centrum...

Strefa czystego transportu w Krakowie. Jakie mogą być ograniczenia?

Strefa czystego transportu w Krakowie ma polegać na wprowadzeniu wymogu emisyjnego i związanego z datą produkcji oraz dwóch okresów przejściowych. I tak:

  • do 30 czerwca 2026 roku do miasta będą mogły wjechać samochody, które mają normę emisji spalin niższą niż Euro 3 dla benzyniaków i Euro 5 dla diesli. Pod warunkiem jednak, że zostały zarejestrowane przed 1 stycznia 2023 roku.
  • od 1 lipca 2026 roku do Krakowa wjadą tylko samochody o napędzie benzynowym lub LPG spełniające co najmniej normę Euro 3 lub wyprodukowane od 2000 roku. W przypadku diesli mowa o normie Euro 5 i dacie produkcji od 2010 roku.

Z Krakowa może zniknąć 40 proc. aut. Drugie tyle nie wjedzie do miasta

Czemu krakowski pomysł tak właściwie może oznaczać problem? Tu nakładają się tak naprawdę dwie kwestie. Po pierwsze wprowadzenie SCT oznacza problem dla kierowców. Ci będą musieli sprzedać starsze auta i przesiąść się do takich, które spełniają minimalne wymogi emisyjne. I skala tego zjawiska może być potężna. Bo choć krakowscy urzędnicy optymistycznie mówią o 100 tys. pojazdów ze zbyt wysoką emisją, realnie liczba pewnie będzie zdecydowanie wyższe. W skrajnym przypadku może to być nawet 40 proc. całego parku zarejestrowanego w mieście.

40 proc. oznacza w samym Krakowie 200 tys. aut. A przecież dochodzą do tego jeszcze gminy sąsiadujące (ich mieszkańcy często pracują czy uczą się na terenie Krakowa) oraz osoby podróżujące przez miasto.

SCT w Krakowie. Kto właściwie miałby pilnować wymogów emisyjnych?

Drugi z problemów dotyczy narzędzi kontrolnych. Nie do końca wiadomo dziś kto i przy użyciu jakich narzędzi miałby sprawdzać spełnianie wymogu emisyjnego przez pojazdy, które wjeżdżają do miasta. Stworzenie systemu opartego na kamerach kosztowałoby miliony. Miliony, których Kraków pewnie nie ma. A to nadal nie koniec, bo kolejne miliony trzeba byłoby wydać na jego roczne utrzymanie. Alternatywa? Tą jest zlecenie tych zadań strażnikom miejskim. Tyle że to wiązałoby się z kolei z całkowitą nieszczelnością systemu. Strażnicy mogliby wyłapać przypadki łamania zasad SCT. Maksymalnie kilka procent przypadków.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.