Obowiązek zmiany opon na zimowe. Gdzie kierowcy dostaną mandat?

Wiecie o tym, że są miejsca, w których za brak opon zimowych można dostać nawet 23 tys. zł mandatu? I nie, kwota nie jest żartem. To prawdziwa suma pojawiająca się w prawdziwym taryfikatorze.

Początek tego materiału jest idealnym miejscem do powiedzenia, że... w Polsce nie ma obowiązku zmiany opon na zimowe. W tej materii nie zmieniło się nic od lat – co zawsze silnie podkreślamy w materiałach publikowanych w serwisie Gazeta.pl. W naszym kraju nie można zatem dostać mandatu za ogumienie, które nie jest dostosowane do aktualnego sezonu. Praktyka taka nie stanowi jednak standardu na całym świecie. Bo w samej Europie są miejsca, w których za brak zimówek karę można dostać.

Zobacz wideo Autobus pełen pasażerów jechał bez jednej opony. Kierowca był zdziwiony powodem policyjnej kontroli

Czechy i Słowacja. Zimówki obowiązkowe czy nie?

Idealnym przykładem takiego właśnie kraju jest nasz sąsiad – Czechy. Obowiązek jazdy samochodem wyposażonym w ogumienie zimowe dotyczy tam okresu między 1 listopada a 31 marca i czasu, w którym panują trudne warunki atmosferyczne. A skoro nigdy nie wiadomo kiedy zacznie padać śnieg, zimówki lepiej założyć wcześniej. Mandat? W Czechach za brak opon zimowych można dostać nawet 2000 koron. To przy obecnym kursie daje blisko 384 zł.

Opony zimowe eksploatowane na czeskich drogach powinny mieć bieżnik o minimalnej wysokości wynoszącej 4 mm. Mocniej starte ogumienie nadal oznacza widmo mandatu. I bardzo podobne regulacje obowiązują też na Słowacji. Tyle że tam minimalna wysokość bieżnika została określona przez ustawodawcę na 3 mm.

W Austrii zapłacisz nawet... 23 tys. zł mandatu!

Kolejnym przykładem kraju, w których zimówki de facto są obowiązkowe, okazuje się Austria. Choć tu przepisy nie wyrażają tego nakazu wprost. Mówią jedynie o konieczności posiadania wyposażenia zimowego między 1 listopada a 15 kwietnia. Jeżeli chodzi o same opony, te powinny mieć bieżnik o minimalnej wysokości na poziomie 4 mm. Kara? Podstawowy mandat w Austrii wynosi 35 euro (czyli jakieś 165 zł). Jeżeli jednak policjanci uznają, że jazda na oponach letnich tworzy zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego (a to np. w czasie opadów śniegu nie jest trudne), grzywna wzrośnie nawet do 5 tys. euro (czyli – UWAGA! – 23 510 zł).

Kraje bałtyckie nie mają wątpliwości. Zimówki to must have

Mało liberalne podejście do tematu ma większość krajów bałtyckich. Przykład? W Estonii czy na Łotwie opony zimowe są obowiązkowe między 1 grudnia i 1 marca, a zalecane między 15 października i 31 marca. Co ważne, powinny mieć bieżnik o wysokości co najmniej 3 mm w Estonii i 4 mm na Łotwie. Bardzo podobnie jest na Litwie, tyle że tu obowiązek jazdy na zimówkach dotyczy okresu między 10 listopada a 1 kwietnia. Ważna uwaga, na Litwie dopuszcza się zarówno opony M+S, jak i wielosezonowe. Nie zawsze trzeba mieć zatem typowe zimówki.

Francja i Niemcy. Jak tam wyglądają przepisy?

Kolejnym przykładem jest część francuskich kurortów narciarskich. Tam zimówki mogą być wymagane między 1 listopada a 31 marca. Przed wyjazdem kierujący powinien dokładnie sprawdzić regionalne regulacje. Obowiązek dotyczy też Niemiec. Tyle że tu nie dotyczy okresu roku, a raczej pogody. Opony zimowe powinny być założone w aucie w sytuacji, w której na drodze pojawia się lód, gołoledź, śnieg czy błoto pośniegowe. I choć opony muszą mieć co najmniej 1,6 mm, Niemcy jednocześnie wymagają pełnej homologacji zimowej z symbolem 3PMSF.

W Niemczech za brak opon zimowych grozi mandat wynoszący 75 euro. To po obecnym kursie daje jakieś 353 zł.
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.