Wojciech Kołaczkowski: bohater dwóch żywiołów

Mamy porę roku, która skłania do wspomnień i do składania hołdu bohaterom, którzy odeszli. Postanowiłem przypomnieć sylwetkę niezwykłego człowieka, który był artystą dwóch żywiołów i którego grób można odwiedzić na warszawskim cmentarzu powązkowskim.

Mowa o Wojciechu Kołaczkowskim. Nie jest postacią szczególnie rozpoznawalną, a jeśli nawet ktoś kojarzy go z Dywizjonem 303, to raczej nie wie, że był także dealerem samochodów Citroen i bardzo doświadczonym kierowcą wyczynowym, wielokrotnym uczestnikiem rajdu Monte Carlo.

Więcej ciekawych tekstów o historii motoryzacji znajdziesz na stronie Gazeta.pl

Pochodził z zamożnej ziemiańskiej rodziny i dzięki pozycji społecznej mógł bardzo wcześnie spróbować automobilizmu tudzież awiacji. Już w wieku 20 lat, w roku 1928, wystartował po raz pierwszy, za kierownicą czechosłowackiego samochodu Zbrojovka, w rajdzie Monte Carlo, zaś rok później zdobył licencję pilota turystycznego.

Startował w rozmaitych zawodach lotniczych, w tym w ciekawej imprezie o nazwie "Sztafetowy Rajd Lotniczo-Samochodowo-Motocyklowy", ale jego silna potrzeba współzawodnictwa objawiała się w poważnym podejściu także do innych sportów. Kołaczkowski świetnie jeździł konno i na nartach, zaś strzelectwo stanowiło kolejną poważną pasję — wszedł nawet w skład kadry narodowej, reprezentującej kraj w tej dziedzinie (brązowy medal na Mistrzostwach Świata w 1936 roku w Berlinie).

Starannie wykształcony, ukończył studia w Wyższej Szkole Gospodarstwa Rolnego w Cieszynie, by jako zawodowy agronom przejąć zarządzanie majątkiem rodzinnym po śmierci ojca. Ciągnęło go jednak w zupełnie inną stronę. Postanowił zostać zawodowym wojskowym i służyć w lotnictwie. W realizacji tego celu pomogło mu posiadanie cywilnej licencji pilota.

Eliminacje do Mistrzostw Polski w automobiliźmie - wyścig samochodowy w Krzyżowej 1929Eliminacje do Mistrzostw Polski w automobiliźmie - wyścig samochodowy w Krzyżowej 1929 fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Wojciech Kołaczkowski ukończył "Szkołę Orląt" w Dęblinie

Po skończeniu dęblińskiej Szkoły Podchorążych Lotnictwa w 1933 r. został przydzielony do pierwszej jednostki. Stopniowo zdobywał doświadczenie, by po pewnym czasie zostać skierowanym do Lotniczej Szkoły Strzelania i Bombardowania w Grudziądzu w roli instruktora. W tamtych czasach rolę instruktora wyższego pilotażu traktowano z ogromną powagą, musiano zatem odkryć u Kołaczkowskiego oznaki stosownego talentu.

Nie przestał startować w zawodach automobilowych, w 1937 roku wygrał nawet w jednej z klas Międzynarodowy Rajd Automobilklubu Polski. Korzystał z samochodów DKW i Citroen. W 1938 roku na własną prośbę odszedł do rezerwy, by poświęcić się kierowaniu przedstawicielstwem firmy Citroen na Warszawę i województwo warszawskie. Salon sprzedaży francuskiej marki Wojciech Kołaczkowski urządził w niezwykle prestiżowej lokalizacji, przy ulicy Ossolińskich 8.

Notabene budynki dawnej montowni Citroena na Powiślu, przy ulicy Przemysłowej, gdzie znajdowały się warsztaty i magazyn części zamiennych, a potem dodatkowo montownia Lancii, zburzono dopiero w XXI wieku. Na tym samym terenie we wrześniu 1939 roku ukryto dwa nieukończone samoloty myśliwskie PZL P.50 "Jastrząb".

Wojciech Kołaczkowski stoi na skrzydle samolotu Spitfire VB 'Ever Ready II' z dywizjonu 303Wojciech Kołaczkowski stoi na skrzydle samolotu Spitfire VB 'Ever Ready II' z dywizjonu 303 fot. Imperial War Museum

Kołaczkowski ponownie wystartował w Rajdzie Monte Carlo w 1938 roku

Polak wystartował w Rajdzie Monte Carlo, wybierając start do zlotu gwiaździstego z norweskiego Stavanger. Trasa była najtrudniejsza, ale też przynosiła największą liczbę punktów. Wojciech Kołaczkowski pojechał w rajdzie samochodem Lancia Aprilia. Udało mu się dotrzeć do mety na 54. miejscu w klasyfikacji generalnej i 28. w swojej klasie (zawody ukończyło prawie sto załóg). Wybuch wojny, mobilizacja i przydział do Dęblina. We wrześniu Kołaczkowski nie wziął udziału w walkach, za to organizował ewakuację dęblińskich podchorążych.

Sam przedostał się przez Rumunię, Jugosławię, Grecję do Francji, gdzie trafił do obozu w Lyonie, który przekształcono w szkołę lotniczą. Powierzono mu dowodzenie sześcioosobową grupą pilotów myśliwskich, których Francuzi skierowali do Blidy w Algierii, gdzie mieli przejść przeszkolenie na rozpaczliwie przestarzałych samolotach Nieuport-Delage NiD 622. Po kapitulacji Francji Kołaczkowski z właściwą sobie determinacją znalazł sposób na dotarcie przez Casablankę i Gibraltar do Wielkiej Brytanii.

Po przeszkoleniu został skierowany do dywizjonu 303. Początkowo latał samolotem Hawker Hurricane, a gdy jednostka otrzymała myśliwce Supermarine Spitfire, swoją przygodę z tym typem samolotu zaczął dość niefortunnie, bo od awarii silnika podczas lotu treningowego. Samolot został rozbity, ale pilot wyszedł z katastrofy bez szwanku. Wiosną i latem 1941 roku Kołaczkowski brał udział w ciężkich walkach z Luftwaffe, zaliczając także swoje pierwsze zestrzelenie. W listopadzie tego samego roku został dowódcą dywizjonu. Stanowisko to zajmował do maja 1942.

Po pewnym czasie na stanowisku sztabowym wrócił do latania bojowego, ale jako dowódca II Skrzydła Myśliwskiego, w którego skład wchodziły dywizjony 303, 316 i 317. W kolejnym roku Wojciech Kołaczkowski objął stanowisko dowódcy I Skrzydła Myśliwskiego, obejmującego dywizjony 302, 306, 308 i 315. Brał udział w lotach bojowych (w sumie wszystkie przyznane mu zestrzelenia i uszkodzenia samolotów nieprzyjaciela dotyczyły samolotów myśliwskich, Messerschmittów Bf-109 i Focke-Wulfów Fw-190) do czerwca 1943 roku.

Wojciech Kołaczkowski na Rajdzie Polski w 1939 r. (drugi od prawej)Wojciech Kołaczkowski na Rajdzie Polski w 1939 r. (drugi od prawej) fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Wojciech Kołaczkowski zmarł na Florydzie, ale został pochowany na Powązkach

Później pełnił znów funkcje sztabowe, by w końcu trafić do Ambasady RP w Londynie. Uznanie przez władze brytyjskie komunistycznego rządu lubelskiego zakończyło ten rozdział życia majora Kołaczkowskiego, który trafił do Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia.

Pracę na rzecz ułatwienia polskim żołnierzom znalezienia pracy w Wielkiej Brytanii bądź emigracji traktował równie poważnie, jak dowodzenie jednostką bojową. Odznaczony krzyżem Virtuti Militari i czterokrotnie Krzyżem Walecznych, a także orderami alianckimi pilot, nie widząc dla siebie przyszłości na ziemi angielskiej, wyemigrował do Kanady, by w końcu trafić do USA.

Zajął się importem i sprzedażą brytyjskich samochodów, w tym między innymi marek Austin i Jaguar. Działał w organizacjach emigracyjnych, wspierał instytut Piłsudskiego w Londynie i jeszcze w latach 50. startował w zawodach samochodowych. Udało mi się znaleźć ślad startu w rajdzie na terenie Europy w roku 1952 (Rallye des Alpes, 21. miejsce w klasyfikacji generalnej).

Pułkownik pilot Wojciech Kołaczkowski zmarł nagle na Florydzie, gdzie mieszkał od połowy lat 90., w 2001 roku, w wieku 93 lat. Zgodnie z życzeniem pułkownika, pochowano go na warszawskim cmentarzu powązkowskim (Cmentarz Wojskowy, Kwatera: C 30 Rząd: K 3 - II Grób: 4). Warto odwiedzić tę mogiłę i złożyć hołd człowiekowi, który był prawdziwym, ale dziś zapomnianym bohaterem dwóch żywiołów.

Reklama salonu sprzedaży w Warszawie i przedstawicielstwa marki Citroen w Polsce Wojciecha KołaczkowskiegoReklama salonu sprzedaży w Warszawie i przedstawicielstwa marki Citroen w Polsce Wojciecha Kołaczkowskiego fot. Wikimedia Commons

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.