Czego od motoryzacji chcą aktywiści? Przyglądam się ich postulatom i jestem zawiedziony

Aktywiści działający na rzecz środowiska narobili w ostatnich tygodniach sporo szumu. Zwróciłem uwagę na ich postulaty i zastanawiam się, czy nie zrobili więcej złego niż dobrego, nie tylko dla klimatu, ale także dla wszystkich organizacji proekologicznych.

Aktywiści przykleili się do podłogi i zapomnieli, że będą musieli iść do toalety

Taka informacja pojawiała się na wielu serwisach, również na naszym. Grupa protestujących przykleiła się do podłogi w salonie Porsche. Unieruchomienie wiązało się z pewnymi ograniczeniami, na przykład takimi, że wyjście do toalety było niemożliwe. Mogłoby się wydawać, że zaskoczyło to protestujących, którzy następnie obwinili pracowników salonu o to, że nie zapewnili im żadnych pojemników, które pomogłyby w załatwieniu potrzeb. Aktywiści stali się przez to pośmiewiskiem. Nie można im jednak odmówić skuteczności. Świat się z nich śmieje, a to znaczy, że na nich patrzy, czyli stało się dokładnie tak, jak chcieli. Czy faktycznie byli na tyle bezmyślni, że przygotowując misterny plan, zapomnieli o swoich potrzebach fizjologicznych? Biorąc pod uwagę, że przyklejeni do podłogi to członkowie grupy Scientist Rebellion, czyli organizacji zrzeszającej naukowców - nie sądzę. Kto, jak kto, ale naukowcy raczej są świadomi tego, jak funkcjonuje ludzki organizm w tak podstawowych kwestiach. Zapewne wiedzieli, że im bardziej absurdalne będzie ich zachowanie, tym większy zdobędą rozgłos. Choć jak przyznają sami, zaskoczyło ich to, że nie zostali wyrzuceni z salonu od razu.

Więcej o zmianach klimatu i środowisku przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

Bunt dla buntu czy poświęcenie w słusznej sprawie?

Udało się zrobić medialny szum. Teraz tylko zostało przekazanie czegoś mądrego tym, którzy patrzą w stronę protestujących. I tu jest trochę gorzej. Postulaty są mało precyzyjne, a wybór adresata nie do końca uzasadniony. Główne żądania skierowane do dyrektora grupy Volkswagen to wsparcie dla ograniczenia maksymalnej prędkości na niemieckich autostradach do 100 kilometrów na godzinę, przyspieszenie działań na rzecz obniżenia emisji dwutlenku węgla oraz wywarcie nacisku na rząd, aby spełnił ich wymagania. Pojawia się także kwestia przywrócenia na stałe biletu, dzięki któremu pasażerowie mogli podróżować za 9 euro miesięcznie w transporcie lokalnym i regionalnym na terenie całych Niemiec.

Członkowie organizacji Extinction Rebellion, którzy przykleili się do trzech aut Ferrari podczas targów motoryzacyjnych we Francji, przygotowali jeszcze mniej precyzyjne żądania. Chcieli zaprzestania promowania samochodów jako środków transportu osobistego.

Protest działaczy Extinction Rebellion FranceProtest działaczy Extinction Rebellion France Fot. Twitter (Extinction Rebellion France)

"Eko-terroryści" - czyli więcej złego niż dobrego

Zachowanie aktywistów działających na rzecz klimatu mogło przynieść więcej złego niż dobrego. Przez takie działania, wiele osób będzie negatywnie kojarzyć osoby, które chcą propagować ekologiczne rozwiązania i zrobić coś dobrego dla środowiska. Jako szaleńców, oderwanych od rzeczywistości, którzy głośno krzyczą, ale nie mają nic do powiedzenia. Potrafią tylko obwiniać wszystko i wszystkich dookoła. Podczas wspomnianych akcji w żaden sposób nie zobrazowano skali problemu, nie przedstawiono zagrożeń, jakie na nas czyhają w związku ze zmianami klimatycznymi. Zamiast przekonać społeczeństwo do tego, że warto zmienić swoje nawyki i wywierać presje na rządach podejmujących nieodpowiedzialne wobec środowiska decyzje, postawiono proekologiczne organizacje w złym świetle.

Ludzie nie lubią, kiedy coś im się zabiera

Ograniczenie prędkości na autostradach to założenie, które realnie może przynieść korzyść w postaci mniejszej emisji gazów cieplarnianych liczonych w milionach ton rocznie. Istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że w przyszłości wszystkie kraje będą musiały zdecydować się na ten ruch. Na obecną chwilę jest to jednak postulat, który prędzej rozwścieczy kierowców, niż zachęci ich do odpowiedzialnego zachowania. Nikt nie lubi kiedy coś mu się zabiera. Ludzie ciężko pracują, żeby pozwolić sobie na samochód, który będzie dynamiczny, będzie dawał frajdę z jazdy i pozwoli im na szybkie przemieszczanie się. Są gotowi zapłacić znacznie więcej, żeby pod nogą mieć spory zapas mocy. Dlaczego ktoś chce zabrać im możliwość korzystania z czegoś, na co sobie zapracowali? W społeczeństwie nie zajdą zmiany, bez świadomości, że są one potrzebne, więc może warto, aby organizacje działające na rzecz środowiska, nie zniechęcały do siebie ludzi, a uświadamiały ich o zagrożeniach związanych z katastrofą klimatyczną?

Aktywiści uczepili się motoryzacji 

Uczepili, dosłownie i w przenośni. Przyklejanie się do aut ma podkreślać, że są złe i to one "psują" klimat. Tymczasem Unia Europejska wprowadza coraz bardziej wyśrubowane normy emisji spalin. Jesteśmy wciąż na etapie przejściowych przepisów Euro 6d, bo koncerny motoryzacyjne jasno komunikują - nie jesteśmy w stanie spełnić normy Euro 7, potrzebujemy więcej czasu na rozwój technologii. Rynek motoryzacyjny przechodzi właśnie elektryczną rewolucję. Producenci zaangażowali w rozwój aut elektrycznych ogromne środki, co nie pozwoli im już się z tego wycofać. To właśnie przed samochodami stawia się dziś ogromne wymagania, które przekładają się na to, że zakup i użytkowanie auta staje się coraz droższe.

Według najnowszego raportu Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) transport odpowiada za 13,1 proc. emisji CO2 na świecie. Jeśli wyszczególnimy samochody osobowe, to stanowią one 6,0 proc. globalnej emisji. Nawet jeśli europejskie samochody przestaną całkowicie emitować gazy cieplarniane, to globalnie problem wciąż pozostaje duży. W samych Chinach porusza się więcej samochodów niż w całej Europie. Przy czym liczba aut przypadających na mieszkańca dla Europy jest dwa razy większa niż dla Chin. Nie oznacza to wcale, że problem można zbagatelizować. Wręcz przeciwnie. Oznacza to, że problem emisji gazów cieplarnianych jest znacznie szerszy niż europejska motoryzacja. Faktem jednak jest, że podczas gdy w innych sektorach następuje już redukcja emisji, to w sektorze transportu notujemy jej wzrost, co jest niepokojące. 

Według European Academies’ Science Advisory Council (EASAC), już teraz doświadczamy czterokrotnie więcej powodzi, ponaddwukrotnie więcej fal upałów i susz oraz dwukrotnie więcej burz niż w 1980 roku. Jeśli nie zahamujemy wzrostu globalnych średnich temperatur, konsekwencje będą znacznie gorsze. Więcej przeczytacie o nich w serwisie zielona gazeta.pl

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.